Archiwum

Posts Tagged ‘Mark Hughes’

QPR – Qmulacja Przepłacanych Rezerwowych

Queens Park Rangers obrazuje psującą siłę źle wydawanego pieniądza. Klub przyciąga znane nazwiska bajońskimi pensjami, ale rozpuszcza piłkarzy do szpiku kości. Przy tak niskim morale sytuację po swojemu  próbuje ratować Harry Redknapp.

QPR spogląda na tabelę z samego dna. Właściciel Tony Fernandes określił przebieg sezonu za „katastrofę„. Nikogo nie powinno zwieść zwycięstwo nad Chelsea na wyjeździe. Występy QPR lepiej oddaje lanie od Liverpoolu.

Rangers cudem uchronili się przed spadkiem w zeszłym sezonie. – Nigdy więcej nie powtórzy się taka sytuacja – zapowiadał ówczesny menedżer Mark Hughes. Ma rację. Jest jeszcze gorzej, za co Walijczyk przypłacił głową. Przed przyjęciem posady nowego trenera, Redknapp uznał bilans za „zawstydzający„. Wyniki ulegają poprawie, ale utrzymanie w lidze będzie cudem.

Przepłaceni i niezadowoleni

Bosingwa nie może już liczyć na wsparcie Redknappa

Źródłem kryzysu QPR jest fatalna atmosfera. – Jesteście tu tylko dla pieniędzy – śpiewali kibice do piłkarzy podczas ostatniego meczu kadencji Hughesa. Od powrotu do angielskiej elity The Hoops wariują przy każdym okienku transferowym. Rozpaczliwie szukają tymczasowych rozwiązań i sowicie za to płacą. Na Loftus Road pojawili się triumfatorzy Ligi Mistrzów. Djibrill Cisse otrzymuje około 60 tysięcy funtów tygodniowo, a Jose Bosingwa 50 tysięcy. Jeszcze więcej pobiera Julio Cesar. Tylko były golkiper Interu trzyma odpowiedni poziom.

Oni mogli zwyciężyć w Lidze Mistrzów, ale liczy się teraźniejszość. Nie grają w tym sezonie na miarę swojego potencjału – mówi Redknapp. Menedżerowi szczególnie nie po drodze z Bosingwą, którego publicznie krytykuje. Portugalczyk odmówił zajęcia pozycji rezerwowego na mecz z Fulham. Redknapp nałożył na niego maksymalną grzywnę. – Ukarałem piłkarza na wysokość dwutygodniowej pensji. On zarabia więcej niż jakikolwiek piłkarz w Tottenhamie – komentował trener QPR. Od tamtej chwili Bosingwa jest oficjalnie kontuzjowany. Nie opuści klubu, bo nikt nie będzie w stanie udźwignąć jego wywindowanej pensji.

Czytaj dalej…

Reklamy

5 faktów przed ostatnią kolejką Premier League

Wszystko co dobre ma swój koniec. Ekscytujący sezon Premier League podsumuje niedzielna kolejka, w której wszystkie dziesięć spotkań rozpocznie się o 16.00. Zapraszam na kompletny przewodnik po tym, o co jeszcze grają kluby w angielskiej ekstraklasie.

Najważniejsze pytanie – City czy United?

1. Manchester mistrzem Anglii, tylko który?

Losy tytułu rozstrzygną się na Etihad Stadium – trudno wyobrazić sobie inny scenariusz. Jeśli City wygrają u siebie z QPR, tylko dwucyfrowe zwycięstwo United może pozbawić Obywateli pierwszego mistrzostwa od 1968 roku.

Prognozy dla The Citizens są znakomite. Gracze Roberto Manciniego wymurowali na Etihad okazałą twierdzę. W 23 ostatnich meczach u siebie, City tylko raz (!) zgubili punkty przy remisie z Sunderlandem. Jeśli tego jeszcze mało – QPR to najgorsza drużyna w Premier League na wyjazdach. Rangersi czują się w delegacjach jak Eskimosi na pustyni (10 porażek w 12 minionych meczach na obcych stadionach).

City od porażki z Arsenalem wygrali pięć kolejnych spotkań z bilansem bramkowym 15-1. Symbolem odrodzenia jest wymiana Mario Balotelliego na Carlosa Teveza. Z Argentyńczykiem w składzie City nie potrafią przegrywać.

Smaczku rywalizacji City z QPR doda obecność na ławce gości Marka Hughesa. Walijczyk był poprzednikiem Manciniego na stanowisku menedżera. – Mnie bolało, teraz inni zbierają korzyści – wspomina pracę w Manchesterze.

Do zwiększonego wysiłku Hughesa motywuje jego mentor i były opiekun sir Alex Ferguson. Mark zna swoją pracę. Został zwolniony przez City w nieetyczny sposób i on to pamięta – stwierdził Szkot z Old Trafford w swojej ostatniej w sezonie gierce słownej. Ferguson nawołuje Rangersów do powtórzenia wyczynu jego Aberdeen sprzed 27 lat, kiedy szkocka drużyna pokonała w finale Pucharu Zdobywców Pucharów bitego faworyta – Real Madryt.

Manchester United musi liczyć na QPR i samemu zwyciężyć w Sunderlandzie. Choć Czerwone Diabły przetrzebiły kontuzje (Welbeck, Smalling, Evans) to zadanie wygląda na dość proste. Sunderland nie walczy już o nic i wyraźnie obniżył loty (bez wygranej w siedmiu ostatnich meczach).

2. Komu Liga Mistrzów?

O europejski prestiż i, nie oszukujmy się, zawrotne pieniądze zagrają Arsenal, Tottenham i Newcastle. Pewne miejsce w Lidze Mistrzów będzie miał tylko brązowy medalista rozgrywek. O tym, czy czwarty zespół dołączy do kontynentalnej elity zadecyduje Chelsea w przyszłotygodniowym finale LM w Monachium.

Najwygodniej przed ostatnią kolejką ma Arsenal. Wiktoria w West Bromwich na pewno da Kanonierom miejsce w Lidze Mistrzów. Istnieją jednak dwa wielkie „ale”: 1) bez kontuzjowanego Mikela Artety Arsenal nie wygrał żadnego z czterech ostatnich meczach, 2) dla WBA będzie to pożegnanie z Royem Hodgsonem, nowym selekcjonerem Anglii, oraz walka o dwa miliony funtów premii za miejsce w TOP 10.

Sentymentalnie zrobi się też na White Hart Lane, gdyż na ten stadion wróci Martin Jol. Holender wykonał wspaniałą pracę z Fulham i jego zespół może jeszcze awansować na siódmą pozycję w tabeli. Tottenhamowi wygrana jest niezbędna. Brak awansu do Ligi Mistrzów może zapoczątkować wielki exodus gwiazd Kogutów.

Na europejskie szczyty ma ochotę Newcastle, ale ich czeka najtrudniejsza misja. Sroki muszą liczyć na potknięcia rywali z północnego Londynu oraz samemu wygrać na boisku Evertonu. Goodison Park to mało przyjazny teren – wiadomo. The Toffees wygrali sześć z siedmiu ostatnich meczów u siebie. Triumf nad Newcastle pozwoli im skończyć sezon nad Liverpoolem. Panowanie w Merseyside to bardzo kusząca propozycja…

3. Zostać w raju

Równie ciasno jak na górze jest w okolicach ostatniego bezpiecznego miejsca w tabeli (17). O przedłużoną przygodę w angielskiej ekstraklasie walczy QPR z Boltonem.

Wspominanym już Rangersom wystarczy remis na Etihad. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić… Można się więc spodziewać, że Hughes zagęści szeregi defensywne i postawi na trójkę środkowych pomocników w systemie 4-5-1.

Bolton musi wygrać w Stoke, inaczej spada z ligi niezależnie od wyniku w Manchesterze. Kłusaki wyniszczeni przez urazy stracili teraz podstawowego stopera (David Wheater). Stoke u siebie nie przegrało sześciu minionych spotkań, ale… W zeszłym sezonie na Britannia Stadium przyjechało Wigan, które na gwałt potrzebowało zwycięstwa – i udało się. O powtórce z rozrywki marzą sympatycy zespołu Owena Coyle’a.

4. Koronowane głowy

Gdy ucichnie ostatni gwizdek sezonu stanie się jasne komu należą się indywidualne zaszczyty. Wczoraj liga wybrała Alana Pardewa z Newcastle na najlepszego menedżera, a Vincenta Kompany’ego z Manchesteru City nazwano najlepszym piłkarzem. Nagród w puli jest więcej.

Złote rękawice za ten sezon otrzyma Joe Hart, któremu 17 razy udawało się zachować czyste konto (wynik może powiększyć do 18). Anglik obronił to trofeum z poprzednich rozgrywek. Wiceliderem klasyfikacji zostanie Tim Krul (przynajmniej 15 meczów bez straty bramki).

Koronę króla strzelców prawie na pewno założy Robin van Persie, autor 30 goli. Holender ma przewagę czterech trafień nad następnym w kolejce Wayne Rooneyem.

Najciekawiej zapowiada się walka o miano mistrza asyst. Lider David Silva zebrał ich 14, jednak mogą go dogonić Juan Mata i Antonio Valencia (po 13).

5. Do widzenia?

Koniec rozgrywek to czas radości mistrzów i łez pokonanych. Ale to także okazja na pożegnanie tych, którzy z ligą się rozstają. Na ostatnie mecze (przynajmniej na kilka miesięcy) czekają Roy Hodgson, Steve Kean z całym zespołem Blackburn, Terry Connor z Wolverhampton, QPR/Bolton.

Z dużą dozą prawdopodobieństwa z Premier League pożegna się legenda Chelsea Didier Drogba. Niepewna przyszłość przed jego obecnym menedżerem Roberto di Matteo. Kuszenia hiszpańskich gigantów mogą też przekonać do odejścia z Anglii gwiazd pokroju van Persiego czy Garretha Bale’a. Im wszystkim dziękuję za wkład w stworzenie najbardziej ekscytujących rozgrywek świata!

5 faktów przed 29. kolejką Premier League

W wyjątkowo długiej (pięciodniowej) kolejce Premier League szczególną uwagę przyciągają pojedynki Manchesteru City z Chelsea oraz Evertonu z Arsenalem. W tym pierwszym meczu szansę powrotu powinien otrzymać rebeliant Carlos Tevez. Warto przyjrzeć się też kryzysowi Tottenhamu i Liverpoolu oraz miernemu początkowi przygody Marka Hughesa z QPR. 

Uśmiechnięty Carlos Tevez wraca do Premier League

1. Pucharowe zamieszanie

29. kolejka będzie wyjątkowo rozciągnięta w czasie. Pierwszy gwizdek na ligowych boiskach w Anglii wybrzmi w sobotę o 16.00, ostatni tuż przed 23.00 w środę. Wszystko przez weekend z Pucharem Anglii, w którym uczestniczy siedmiu przedstawicieli Premier League.

Dla tych drużyn kluczowe znaczenie powinno mieć umiejętne rotowanie siłami. Czynnik zmęczenia będzie szczególnie ważny w obozie Chelsea. The Blues w ciągu 18 dni będą mieli za sobą aż sześć spotkań, włączając w to morderczą dogrywkę w Lidze Mistrzów. Na Stamford Bridge przypomną sobie okres świąteczno-noworoczny, kiedy też trzeba było grać co trzy dni.

Pucharowa zawierucha nie powinna wielce wpłynąć na wyścig o mistrzostwo kraju. Kluby z Manchesteru pożegnały się już z wszystkimi rozgrywkami poza Premier League, więc wszystkie siły i całą uwagę mogą poświęcić walce o krajowy prymat.

2. Na szczytach tabeli

Środowy mecz Manchesteru City z Chelsea będzie absolutnym hitem 29. serii spotkań. Dla The Citizens rywalizacja z The Blues to jedna z dwóch (poza wyjazdem na Emirates Stadium) poważnych przeszkód przed 30 kwietnia – derbami Manchesteru, prawdopodobnie decydującymi o kształcie ligowej tabeli.

Chelsea przystąpi do rywalizacji na Etihad w szampańskich nastrojach. Londyńczycy zdołali odwrócić bardzo niekorzystny wynik z Neapolu i zostali tym samym ostatnim angielskim przedstawicielem w europejskich pucharach. The Blues pod wodzą tymczasowego menedżera Roberto di Matteo wygrali wszystkie trzy mecze. Brytyjskie media domyślają się, że te zwycięstwa należy zawdzięczać władzy piłkarzy w klubie. Obecna Chelsea przypomina tą z 2008 roku, kiedy na menedżerskim stołku siedział Avram Grant, ale to głównie starszyzna zawodników trzymała zespół w ryzach. Wtedy The Blues dotarli aż do finału Ligi Mistrzów.

Chelsea ma szansę wygrać na Etihad walką w powietrzu. Do dośrodkowaniach w pole karne londyńczycy zdobyli trzy gole przeciwko Napoli. Teraz mogą wykorzystać słaby punkt obrony City – Stefana Savicia – jeśli na czas nie wykurują się Vincent Kompany lub Joleon Lescott.

Na mecz z Chelsea Roberto Mancini przewidział powrót Carlosa Teveza. Syn marnotrawny The Citizens ograł się w rezerwach, w tym tygodniu dołączył do treningów z pierwszą drużyną. Pozostali piłkarze City z wielkim entuzjazmem mówią o wpływie Teveza. Argentyńczyk może być czynnikiem decydującym o mistrzowskich ambicjach drużyny z błękitnej części Manchesteru.

3. Pogromcy wielkich

Everton w słabym stylu uczcił 10-lecie pracy Davida Moyesa na Goodison Park. The Toffees przegrali wyjazdowe derby Liverpoolu aż 0:3. Teraz na mecz z Evertonem przyjedzie Arsenal.

A;e The Toffees u siebie są znacznie lepszym zespołem. Everton to paradoksalna drużyna, której bije się jak równy z równym z mocarzami, a gubi punkty z ligowymi przeciętniakami. Gracze Moyesa mogą się pochwalić serią trzech wygranych z rzędu u siebie. I to z kim! Na ich rozkładzie znaleźli się Manchester City, Chelsea i Tottenham. Czy Everton będzie w stanie dodać Arsenal do listy pokonanych faworytów?

Wiele zależy od postawy bloku obronnego gospodarzy. Sylvain Distin i spółka muszą być gotowi na zagrożenie z każdej strony ataku Arsenalu. W bardzo dobrej formie są bowiem i lewoskrzydłowy (Oxlade-Chamberlain), i prawoskrzydłowy (Walcott), i gracze środka (van Persie i Rosicky). Ostatnio Arsenal nie pęka nawet, gdy musi nadrabiać straty. Kanonierzy wygrali cztery mecze z rzędu, w których jako pierwsi tracili gola.

4. Mamy kryzys

Tottenham wydawał się pewniakiem do podium w ligowej tabeli. Liverpool do ostatniej kropli krwi miał walczyć o miejsce w Lidze Mistrzów. Obu drużynom przytrafił się jednak dołek formy.

Koguty cierpią na zamieszaniu wokół Harry’ego Redknappa. Odkąd Fabio Capello zrezygnował z posady selekcjonera Anglii, gazety nieustannie łączą Redknappa z posadą trenera kadry. Od powstania wakatu na stanowisku szkoleniowca Anglii Tottenham przegrał trzy z czterech meczów. Złą serię Koguty mogą przegonić u siebie w starciu ze Stoke.

Liverpool złapał nieco świeżego powietrza po rozgromieniu Evertonu 3:0, jednak była to jedyna jaskółka zwiastująca wiosnę na Anfield. Wcześniej The Reds zebrali jeden punkt w czterech ligowych starciach. Liverpool do strefy Ligi Mistrzów traci dziesięć punktów, dlatego jedynym realnym celem dla drużyny Kenny’ego Dalglisha pozostaje walka o zdobycie pucharowego dubletu (Liverpool wygrał Carling Cup i dalej walczy w Pucharze Anglii).

5. Trudne Hughesa początki

Zwykle pojawienie się w klubie nowego menedżera potrafi wykrzesać z piłkarzy dodatkowe możliwości. Efekt nowej miotły wspaniale zadziałał w Sunderlandzie. Martin O’Neill zebrał na Stadium of Light pięć wygranych w ośmiu pierwszych meczach.

Mark Hughes, nowy szef QPR, w ośmiu ligowych pojedynkach uciułał raptem jedno zwycięstwo. Rangersi pod wodzą Walijczyka pięć razy przegrali i znaleźli się w strefie spadkowej. QPR, zasilane pokaźną gotówką Tony’ego Fernandesa, nie może sobie pozwolić na opuszczenie Premier League. Hughes musi zacząć wygrywać od zaraz. Pierwszą okazję do tego będzie miał w starciu z Liverpoolem.

QPR cierpi z powodu nieskuteczności. Rangersi oddają mnóstwo uderzeń na bramkę, ale często trafiają w słupki lub poprzeczki. Ich szansą na odgonienie złej aury wydaje się być coraz bardziej obiecująca współpraca napastników Bobby’ego Zamory i Djibrilla Cisse.

Zimowe okno transferowe zamknięte bez huku

Koniec styczniowej sesji transferowej. Kluby, nawet w szastającej funtami Anglii, dokładnie oglądały każdy wydawany grosz. Królem polowania ostatniego dnia sesji był menedżer QPR Mark Hughes. Na kontynencie zaskakująco aktywnie działali włodarze Interu Mediolan.

Specjalna otoczna "Transfer Deadline Day" w Anglii, fot: Sky Sports

31 stycznia 2011 roku stanowił samorodne źródło sensacyjnych informacji. Fernando Torres do Chelsea za 50 mln funtów, Andy Carroll w Liverpoolu za 35 mln. Teraz w całym styczniu angielskie kluby wydały ledwie 65 mln funtów. Niskie kwoty odstępnego wymusiła chęć sprostania wymaganiom UEFA Fair-Play. Generowanie nadmiernych strat oznacza wykluczenie z europejskich rozgrywek. Stąd kres ustanawiania kolejnych rekordów transferowych, przynajmniej w trakcie rozgrywek. Jedyny potencjalny hit, sprzedaż Carlosa Teveza z Manchesteru City, zakończył się fiaskiem. Z usług Argentyńczyka na razie zrezygnowali działacze Milanu, Interu i PSG. Tevez wciąż może jednak odejść do Rosji lub Ameryki Południowej.

Zakupy zimą są zwykle aktem desperacji, panicznym łataniem dziur w składzie. Przykłady Torresa i Carrolla pokazały, że okres aklimatyzacji w nowym klubie może być trudny. Stąd 2012 rok zaczął się pod hasłem wyjątkowej ostrożności. Wynikiem tego trendu, oprócz płacenia niskich kwot odstępnego, stały się liczne wypożyczenia. Krótkoterminowa umowa ogranicza ryzyko błędu w zakupach. Piłkarz, który nie sprawdzi się w zmienionym otoczeniu bez konsekwencji wraca do macierzystej drużyny.

Angielskie show

Za sprawą stacji Sky Sport News ostatni dzień stycznia to 24-godziny wypełnione akcją, plotkami i śledzeniem gwiazd. Kamery ustawiają się przed siedzibami klubów. Informatorzy przeszukują lotniska i autostrady, wypatrując  graczy przemieszczających się na testy medyczne. Całodobowe szaleństwo oglądane przez miliony.

W tym roku zamieszanie spotęgowało rozgrywanie ligowej kolejki w końcowych godzinach sesji transferowej. Menedżerowie rozproszeni negocjacjami musieli wymyślać taktykę na wieczorne mecze. Handlujący do końca trenerzy po końcowych gwizdkach zaszywali się w swoich dziuplach. Na pomeczowy wywiad do BBC nie stawił się David Moyes z Evertonu, bo kończył negocjacje z Tottenhamem.

Mocno zajęci

Wtorek aktywnie przepracował Mark Hughes, nowy menedżer Queens Park Rangers. W sierpniu właściciel QPR Tony Fernandes nie miał czasu na zaprowadzenie swoich porządków w klubie. Zajęcie odłożył na styczeń. Wraz z Hughesem porządnie wzmocnił atak. Z Fulham za siedem mln funtów przyszedł Bobby Zamora, a z Lazio na Wyspy Brytyjskie wrócił Djibril Cisse – ex-zawodnik Liverpoolu i Sunderlandu.

Rangersi w lidze strzelili dotąd tylko 22 gole (drugi najgorszy wynik Premier League). Odpowiedzialność za trafianie do siatki leżała głównie na 34-letnim Heidarze Helgusonie. Lukę udało się wypełnić naprawdę wartościowymi piłkarzami.

Zamora to reprezentant Anglii, który ma szansę wyjazdu na Euro 2012. W Fulham świetnie przewodził linii ataku. Potrafił dobrze grać plecami do bramki i kreować sytuacje partnerom z zespołu. 31-latka świetnie zna Hughes, który cały poprzedni sezon trenował go na Craven Cottage.

QPR to klub, który patrzy do przodu, dlatego chcę być jego częścią. Dobrze dogadywałem się z trenerem w Fulham. Wszyscy lubiliśmy Marka – powiedział Zamora w wywiadzie dla klubowej strony internetowej.

W przestrzenie tworzone przez angielskiego napastnika będzie wbiegał szybkonogi Cisse. – Menedżer chciał mnie ściągnąć już do Manchesteru City, teraz będziemy razem w QPR. On [Hughes] pragnie tu dużo osiągnąć – tylko tego trzeba było mi słyszeć. W Anglii mam niedokończone interesy. Ta liga mi najbardziej odpowiada – stwierdził francuski snajper.

Wcześniej Hughes wzmocnił też podziurawioną obronę. Nowym stoperem został Nedum Onuoha, na boku defensywy pobiega Taye Taiwo wypożyczony z Milanu. Zawodzące w pierwszej części sezonu QPR zrobiło poważny krok ku utrzymaniu ligowego bytu. Tak znaczących transferów w Anglii nie dokonywał nikt.

Równie wiele zajęć miał Harry Redknapp z Tottenhamu. Koguty jako jedyny klub czołówki tabeli mocno handlowały na finiszu okna transferowego. Zmiany na White Hart Lane przypominały jednak kosmetykę, niż znaczne usprawnienie składu.

Rezerwowym obrońcą został Ryan Nelsen z Blackburn. Doświadczony Nowozelandczyk zastąpił w tej roli Sebastiana Bassonga, oddanego do Wolverhampton. Z klubem pożegnał się Roman Pavlyuchenko, który obrał kurs na Rosję.

W jego miejsce Redknapp sprowadził, dość zaskakująco, Louisa Sahę z Evertonu. Manewr o tyle dziwny, że Francuz w tym sezonie wyraźnie zawodził. W lidze strzelił zaledwie jednego gola, mimo że regularnie meldował się w wyjściowej jedenastce The Toffees. Ale na tym nie koniec interesów na linii Tottenham – Everton. Na Goodison Park wrócił bowiem Steven Pienaar. Reprezentant RPA nie przebił się do składu Kogutów. W nowym-starym klubie otrzyma zapewne więcej minut na boisku.

Transferowa aktywność Evertonu była szokująca. Klub, w którym wyschło źródło pieniędzy zdecydował się na wyłożenie sześciu mln funtów na snajpera Glasgow Rangers, Nikicę Jelavicia. Ruch umożliwił przelew ze Spartaka Moskwa po sprzedaży Diniyara Bilyaletdinova.

The Toffees dzięki Jelaviciowi chcą przełamać posuchę strzelecką w Premier League. – To dla mnie krok na przód. Mogę obiecać fanom i wszystkim związanym z klubem, że dam z siebie wszystko i zdobędę tyle goli ile możliwe – zapewnił 26-latek za pośrednictwem strony Evertonu.

Poziom ligi szkockiej nie jest tak wysoki jak w Anglii. Ale sporo się tam nauczyłem i różnica nie wydaje się olbrzymia – dodał chorwacki napastnik. Jelavić dla Glasgow strzelił 36 goli w 55 występach. Liczb dokumentujących taką skuteczność wyraźnie brakuje na Goodison Park.

Europejski wyjątek

Zamykanie okna transferowego tak wielkim echem odbiło się tylko w Anglii. Żaden kontynentalny gigant – Barcelona, Real, Bayern, Juventus i Milan – nie dokonywał znaczących roszad kadrowych. Z tego grona wybił się Inter.

Ruchy Nerazzurri można tłumaczyć obecnością nowego trenera. Claudio Ranieri chce świeżej krwi w zespole. Największym wzmocnieniem w Mediolanie wydaje się być Kolumbijczyk Freddy Guarin. Na stronie Interu odwiedzających wita olbrzymi baner z napisem „Witamy Guarin„. Widać, że działacze z San Siro wiążą spore nadzieje z przybyciem byłego pomocnika Porto. Drugą linię wzmocnia też reprezentant Włoch, uczestnik Mundialu 2010 Angelo Palombo z Sampdorii.

Zmiany w pomocy Interu wynikały z chęci odejścia Thiago Motty do Paryża. 29-latek dopiął swego i od lutego zagra pod wodzą Carlo Ancelottiego. Inter pozbył się też niepotrzebnego w kadrze Sulley Ali Muntariego, którego umieścił w… Milanie!

To nie koniec

Dotąd kluby nie przelewały sobie milionów za piłkarzy. Ale jeszcze może się to zmienić. Rosyjskie kluby węszą możliwości wyciągnięcia Andrei Arshavina z Arsenalu. Na kierunek wschodni może zdecydować się też Tevez, którego w przeciwnym razie czekają kolejne miesiące z dala od murawy.

Oszczędność, zamiłowanie do wypożyczeń, poszukiwania napastników, aktywna Anglia – pod takim piętnem minęło zimowe okienko transferowe. Kolejne plotki trzeba odłożyć przynajmniej do czerwca. Świat futbolu znów może myśleć wyłącznie o piłkarskich boiskach.

 

Mocarstwowe zapędy QPR

W Londynie budzi się pretendent z wielkimi aspiracjami. Tony Fernandes nie żałuje gotówki, aby zrobić z Queens Park Rangers nową siłę Premier League. Właścicielowi linii lotniczych AirAsia przy wspinaczce na ligowe szczyty pomoże menedżer Mark Hughes.

Nowa miotła

W 2007 roku QPR przejęli ludzie trzęsący światem Formuły 1 – Flavio Briatore i Berni Ecclestone. Gdy szefowie postawili na trenera Neila Warnocka, ten odpłacił się awansem do angielskiej ekstraklasy. Rangersów nie było w niej od 15 lat. Właścicielom nie opłacały się jednak dalsze inwestycje w futbol, więc spieniężyli klub znajomemu z F1, twórcy stajni Lotus, Tony’emu Fernandesowi.

Bogaty Malezyjczyk stery w QPR przejął w połowie sierpnia, dlatego miał mało czasu na korekty.  Kupił krnąbrnego Joey’ego Bartona i zaciąg zakurzonych gwiazdek. Jednak Rangers osuwali się w tabeli. W styczniu Fernandes zaczął rewolucję w QPR od zmiany menedżera. Symbolem innowacji został Mark Hughes.

Nowi właściciele chcą swoich trenerów. Jak buduje się dom, wstawia się tam nowe meble. Podobnie jest z szefami klubów i menedżerami – mówił ekspert BBC Mark Lawrenson.

Strategia rozwoju

Hughes poprzednio pracował w Fulham, ale opuścił zespół po jednym sezonie. Wyjaśniał, że jego ambicje nie pokrywały się z wizją tamtejszego zarządu. Teraz Walijczyk chce w QPR budować długofalowy projekt. Właściciel Fernandes musi udowodnić  trenerowi, że on także mierzy wysoko. Dlatego QPR poszaleje w styczniowym oknie transferowym.

Na zakupy Hughes otrzyma 30 milionów funtów. Menedżer w poprzednich klubach udowodnił, że umie znaleźć diament na piłkarskim rynku. To on sprowadzał Vincenta Kompany’ego oraz Christophera Sambę, liderów obrony Manchesteru City i Blackburn za niewielkie pieniądze.

Pierwszym nabytkiem będzie odrzucony w Chelsea Alex [Alex nie porozumiał się z QPR w sprawie wysokości kontraktu – przyp. aut.]. 29-letniego Brazylijczyka wycenia się na 3,5 mln funtów. Hughes zagiął parol także na Sambę, swojego byłego podopiecznego. Blisko przejścia na Loftus Road jest brazylijski napastnik Henrique, gwiazda zeszłorocznych mistrzostw świata U-20. Trener QPR wyklucza nerwowość w ruchach transferowych, mimo miejsca w strefie spadkowej w ligowej tabeli. – Musimy ściągnąć właściwych piłkarzy, którzy od razu wpłyną na zespół – zapewnił Hughes.

Ulepszenie składu to tylko część planów rozbudowy QPR. W ciągu 12-miesięcy ma powstać odnowiony ośrodek treningowy. Za cztery lata klub chce przenieść się na świeżo wybudowany stadion z miejscami dla 35-40 tys. widzów. Obecnie Loftus Road to najmniejsza piłkarska arena w Premier League (pojemność 18,5 tys). W mikroskopijnych warunkach nie można tworzyć klubu liczącego się w stawce.

QPR to obecnie najsłabszy z beniaminków ligi angielskiej. Kłopoty ze strzelaniem goli zepchnęły Rangersów na dno tabeli. Celem Hughesa w tym sezonie jest utrzymanie. Powodzenie tej misji odkręci kurek z pieniędzmi Fernandesa. Mieszanka funtów i ambicji Hughesa mogą sprawić, że na futbolowej mapie Londynu wyrośnie rywal zdolny rzucić wyzwanie Chelsea oraz Arsenalowi.

Artykuł ukazał się w drukowanej wersji tygodnika „Tylko Piłka”, nr 2/2012, s. 7.

Pięć faktów przez 21. kolejką EPL

W Anglii po pucharowej przerwie wracają zmagania ligowe. W najciekawszym meczu 21. kolejki Chelsea zmierzy się z Sunderlandem. Podczas tego weekendu warto też zwrócić uwagę na amerykański zaciąg, powrót do trenerki Marka Hughesa, starcie kochających podania Swansea z Arsenalem oraz przyjemny kalendarz ekip z Manchesteru.

Koledzy w Los Angeles, rywale w Anglii - Robbie Keane i Landon Donovan

1. Posiłki z Ameryki

Styczniowe okno transferowe w Premier League dotąd upływa głównie pod znakiem powrotów. Wielkie postaci w historii ligi – Thierry Henry i Robbie Keane – postanowiły poświęcić przerwę w rozgrywkach Major League Soccer na pojedynki w Anglii. Podobną drogą podążył Landon Donovan, który dołączył na kilka tygodni do Evertonu.

Trio z USA wniesie do swoich zespołów bezcenną porcję doświadczenia. Z upływem lat ubyło im dynamiki, ale znacznie lepiej czytają grę, mogą zostać też inspiracją dla młodszych kolegów. Zaprezentowali postawę godną pochwały. Wakacje w Los Angeles lub Nowym Jorku zamienili na codzienne treningi i najbardziej wymagające rozgrywki na futbolowej mapie. Prawdziwa miłość do piłki.

Keane i Donovan, koledzy klubowi z LA Galaxy, już na początek nowej przygody z Premier League zmierzą swoje siły. Aston Villa Keane’a podejmie u siebie w sobotę Everton Amerykanina. Henry na ponowną szansę gry w angielskiej ekstraklasie poczeka do niedzieli.

2. Zmiana warty w QPR

Mark Hughes wytrzymał ponad pół roku poza ławką trenerską. Po udanej przygodzie z Fulham (ósme miejsce w zeszłym sezonie), analizował mecze w stacji Sky Sports. W niedzielę po raz pierwszy poprowadzi do boju Queens Park Rangers. Londyńczycy pojadą na trudny teren do Newcastle.

QPR w ostatnich ośmiu meczach aż sześć razy przegrywało, remisując dwukrotnie. Tak fatalna seria zakończyła się zwolnieniem Neila Warnocka. Dla Warnocka, lubianego przez dziennikarzy za szczerość wypowiedzi, Premier League okazała się zbyt wysokimi progami.

Pierwsza tegoroczna zmiana trenerów, ta w Sunderlandzie, okazała się strzałem w dziesiątkę. Czy podobnie będzie w przypadku QPR? Pewne jest jedno – Rangersi aktywnie spędzą okres transferowy. Nowy menedżer zawsze chce uzupełnić skład swoimi ludźmi. Pierwszymi celami Hughesa w QPR jest ściągnięcie na Loftus Park Alexa z Chelsea oraz Christophera Sambę z Blackburn.

3. Niejasny faworyt

W najlepiej zapowiadającym się spotkaniu kolejki Chelsea podejmie u siebie Sunderland. Zwykle The Blues byliby murowanymi faworytami do sięgnięcia po trzy punkty. Ale Czarne Koty zamieniły się w lwy pod okiem Martina O’Neilla. Od przyjścia nowego menedżera (sześć spotkań) Sunderland zdobył 13 punktów – tylko Tottenhamowi udało się w tym czasie uzbierać więcej „oczek”. Dla porównania, pod wodzą Steve’a Bruce’a klub z północy Anglii w 14. kolejek uciułał ledwie 11 punktów.

O’Neill dokonał roszad w składzie. Odważnie postawił na młodego skrzydłowego Jamesa McCleana. Ważną rolę w zespole ma też często pomijany przez Bruce’a David Vaughan, który zaufanie nowego szefa odpłacił już dwiema bramkami.

Chelsea z meczów przeciwko Sunderlandowi ma praktycznie same dobre wspomnienia. W ostatnich 14 potyczkach aż 13 razy wygrywała. Jedyna porażka zdarzyła się w zeszłym roku na Stamford Bridge. Zwycięstwo Czarnych Kotów 3:0 było jedną z największych sensacji poprzedniego sezonu.

Gospodarzy do zwycięstwa ma poprowadzić Fernando Torres. Hiszpan ostatnio odkleił się od ławki rezerwowych. W meczu z Wolverhampton udanie kreował sytuacje swoim kolegom. Teraz na jego braki spadnie odpowiedzialność za trafianie do siatki, po tym jak na Puchar Narodów Afryki wyjechał Didier Drogba.

4. Dla purystów

Mecz Swansea i Arsenalu na Liberty Stadium będzie najlepszym wyborem dla kibiców kochających długie wymiany podań. Oba zespoły świetnie posługują się piłką. Są w czołówce najwięcej i najcelniej podających oraz drużyn długo utrzymujących posiadanie (Arsenal 59%, Swansea 56%).

Różnica w podejściu obu klubów leży w strefach operowania podaniami. Swansea preferuje rozegrania z tyłu lub środku boiska. Warto zauważyć, że najwięcej podań w meczach średnio notuje stoper Ashley Williams. Arsenal woli przebywać na połowie przeciwnika.

Nastawienie Swansea owocuje znakomitym bilansem defensywnym. Na Liberty Stadium Łabędzie straciły ledwie cztery gole, sześciokrotnie zachowując czyste konto. Ze sforsowaniem bloku obronnego Kanonierzy będą musieli sobie radzić bez Gervinho. Na jego miejsce wskoczy najprawdopodobniej Andrei Arshavin, który jednak w tym sezonie notorycznie zawodzi oczekiwania. Może to szansa na kolejny błysk Thierry’ego Henry?

Arsene Wenger znacznie większy problem będzie miał z zestawieniem linii obrony. Z powodu kontuzji pauzuje sześciu defensorów, w tym wszyscy nominalni boczni. Menedżer Arsenalu został z pięcioma zdrowymi obrońcami, wśród których znajdują się Ignasi Miquel i Sebastien Squillaci – gracze nie pasujący do klubu o największych ambicjach.

5. Szansa na odbicie

Ostatnie tygodnie nieco popsuły humory w Manchesterze. United przegrali dwa ostatnie ligowe potyczki, City zaś ulegli w trzech z minionych czterech spotkań. The Citizens polegli w prestiżowych derbach z Czerwonymi Diabłami, a także są na krawędzi pożegnania się z Pucharem Ligi.

Możliwość podreperowania stanu punktowego w 21. kolejce wydaje się bardzo prawdopodobna. United będą u siebie gościć Bolton. Kłusaki odbiły się od dna ligowej tabeli, ale nadal znajdują się w strefie spadkowej. Prawdopodobnie na Old Trafford bramki Boltonu będzie strzegł Adam Bogdan. Węgier dwukrotnie grał w tym sezonie w lidze i za każdym razem zaliczał koszmarne wpadki. Na początku stycznia dał sobie strzelić gola golkiperowi Evertonu z ponad 80. metrów. Wayne Rooney i Danny Welbeck powinni więc jak najczęściej testować niepewnego przeciwnika.

City zamkną ligowe zmagania w poniedziałek meczem z Wigan. W zespole Roberto Manciniego zabraknie kręgosłupa drużyny – Vincenta Kompany’ego, Yaya Toure i prawdopodobnie Davida Silvy. Nieobecność Hiszpana fatalnie wpływa na potencjał ofensywny The Citizens. Liderowi tabeli przyda się ktoś, kto będzie potrafił rozerwać ciasną obronę Wigan. The Latics zapewne wyjdą z ustawieniem z pięcioma defensorami. Taki system dał im remisy z Chelsea oraz Liverpoolem.

Sunderland to za wysokie progi dla Bruce’a

Kompromitująca porażka z outsiderem Wigan przelała czarę goryczy w Sunderlandzie. Ze stanowiskiem menedżera pożegnał się Steve Bruce. 50-latek został pierwszym zwolnionym trenerem w tym sezonie Premier League. Dlaczego Bruce’owi powinęła się noga w Sunderlandzie?

fot: Guardian

Moim zadaniem jest ochrona interesów naszego klubu. Niełatwo podjąć tę decyzję. Niestety tegoroczne wyniki nie były wystarczająco dobre i czuję, że przyszedł czas na zmianę – komentował usunięcie Bruce’a ze stanowiska prezes Sunderlandu Ellis Short.

Podczas dwuipółletniej przygody na Stadium of Light, Bruce wygrywał w ledwie co trzecim spotkaniu. Nie potrafił wprowadzić zespołu na nowy poziom. Utrzymanie w Premier League przestało zaspakajać ambicje klubu. Teraz władze są gotowe sporo wydawać, aby ucieszyć blisko 38 tysięcy kibiców co mecz stawiających się na trybunach stadionu.

Sunderland jeszcze w styczniu 2011 roku zajmował szóste miejsce w lidze i zaczynał marzyć o występach w europejskich pucharach. Wtedy drużynę opuścił najskuteczniejszy zawodnik Darren Bent, który zdecydował się strzelać bramki dla Aston Villi. Od tego momentu zaczęły się poważne problemy Bruce’a.

Bez Benta Czarne Koty zanotowały fatalną serię ośmiu porażek w dziewięciu meczach. Sunderlandowi beznadziejnie szło w starciach na własnym stadionie. W samym 2011 zespół pod wodzą Bruce’a wygrał zaledwie trzy spotkania na Stadium of Light.

Mimo regresu formy, Sunderland zdołał zakończyć zeszły sezon w górnej połówce tabeli. Bruce miał bowiem do dyspozycji napastników zdolnych choć w części pokryć stratę Benta. Dopóki Asamoah Gyan oraz Danny Welbeck przewodzili atakowi Czarnych Kotów, klubowi nie groziło załamanie. Tyle, że wypożyczony Welbeck wrócił do Manchesteru United, a Gyan już po starcie nowych rozgrywek poszedł za zapachem pieniędzy do Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Menedżer stanął więc przed koniecznością odbudowy fundamentów ofensywy Sunderlandu. Bruce nowego lidera ataku widział w Nicklasie Bendtnerze. Duńczyk, mimo poprawnej gry, nie strzela jednak tylu goli co Bent. Były napastnik Arsenalu lubi pomagać w rozegraniu, cofać się pod linię pomocy, podczas gdy Bent wcielał się w rolę typowego egzekutora. Sunderland pozbawiony snajpera kiepsko radzi sobie w Premier League, notując ledwie dwa zwycięstwa w 13. rozegranych kolejkach.

Tak słaby start sezonu Czarnych Kotów dziwi o tyle, że władze klubu nie szczędziły funduszy na letnie transfery. Wydanie ponad 20 milionów funtów na nowych graczy nijak nie przełożyło się na lepsze wyniki. Zamiast walki o Ligę Europejską, Sunderland uwikłał się w bój o utrzymanie w ekstraklasie.

Latem Sunderland kupił dziesięciu piłkarzy. Co tydzień powtarzamy, że skład się jeszcze cementuje, ale jak wiele czasu na to potrzeba. Minęło 13 spotkań w lidze. Wszyscy spodziewali się miejsca w czołowej dziesiątce, a jesteśmy daleko od celu – powiedział BBC Radio 5 były obrońca Sunderlandu Michael Gray.

Wotum zaufania dla Bruce’a skończyło się ostatniego dnia listopada. Ambitni właściciele Czarnych Kotów szukają teraz następcy z głośnym nazwiskiem, który będzie w stanie wykorzystać potencjał solidnej przecież kadry. Faworytem do posady jest Mark Hughes. Walijczyk udowodnił klasę menedżerską, gdy prowadził biedne Blackburn oraz Fulham. Bukmacherzy na Wyspach wysoko oceniają też akcje byłego menedżera Aston Villi Martina O’Neilla.

Premier League długo opierała się zwalnianiu trenerów. Wcześniej pracę tracili szkoleniowcy w Hiszpanii, Włoszech, Niemczech i Francji. Pierwszą ofiarą w Anglii został Bruce. Trudno jednak podważać decyzję zarządu Sunderlandu. Możliwości Czarnych Kotów sięgają dużo wyżej niż aktualnie zajmowane 16. miejsce w tabeli.

%d blogerów lubi to: