Archiwum

Posts Tagged ‘pięć faktów’

5 faktów przed 36. kolejką Premier League

Choć w tej kolejce wszystkie oczy zwrócone są na decydujące o tytule derby Manchesteru, warto najpierw przyjrzeć się rywalizacji reszty stawki (osobne „Pięć faktów” o City vs United w niedzielę). Pasjonująco zapowiada się rywalizacja o miejsca premiowane awansem do Ligi Mistrzów, tym bardziej, że czołówka mierzyć się będzie z ekipami walczącymi o utrzymanie.

Sukces Chelsea zagęścił walkę o Ligę Mistrzów

1-4) Batalia o Ligę Mistrzów

Fantastyczna przygoda w Chelsea wyniosła rywalizację o Ligę Mistrzów na nieznane wcześniej szczyty. Teraz The Blues są o 90 minut od zapewnienia sobie bezpiecznej przyszłości w europejskich rozgrywkach. Istnieje spore ryzyko, że tylko trzecia lokata będzie równać się startowi w elitarnym i bardzo intratnym turnieju firmowanym przez UEFA. Przed 36. kolejką smaczku tej rywalizacji dodaje fakt, że aż trzy razy spotkają się drużyny ze szczytu oraz te dramatycznie walczące o utrzymanie. Co dzieje się w obozach drużyn, które toczą bój o Champions League?

Chelsea
Z całej czwórki rywali Chelsea ma najgorszą pozycję w lidze. Stąd wszystkie siły The Blues rzucą na finał z Bayernem.

W Premier League londyńczykom przyjdzie się zmierzyć w derbach stolicy Anglii przeciwko Queens Park Rangers. Przedmeczowe zapowiedzi przygniata sprawa Johna Terry’ego, który we wcześniejszej fazie sezonu miał rasistowsko zwyzywać obrońcę QPR Antona Ferdinanda. Z tego powodu FA odwołała rytuał podawania rąk, aby uniknąć farsy zbliżonej do tej na Old Trafford (gdy Luis Suarez minął dłoń Patrice Evry po wcześniejszym incydencie na tle rasowym).

Chelsea jest w wybitnie dobrym nastroju po heroicznej wiktorii nad Barceloną. Jednak z QPR Roberto di Matteo będzie musiał rozwiązać problem z doborem stoperów. Kontuzje leczą Gary Cahill oraz David Luiz, a zawieszony jest Branislav Ivanović. The Blues po raz kolejny muszą zawierzyć eksperymentalnej parze środkowych obrońców. Terry’emu powinien partnerować Jose Bosingwa. Portugalczyk będzie miał za zadanie odeprzeć napór silniejszych napastników Rangers Bobby’ego Zamory oraz Djibrilla Cisse.

QPR szuka punktów, gdzie tylko możliwe, jednak na Stamford Bridge jedzie z samymi złymi informacjami. Za czerwoną kartkę pauzuje najlepszy w ostatnich tygodniach Adel Taarabt. Ponadto Rangers przegrali na wyjazdach pięć kolejnych spotkań.

Arsenal
Arsenal z kolei ma wciąż najlepszą pozycję w Premier League. To oni bronią cennej trzeciej lokaty. W sobotę przyjdzie im to czynić na gorącym Britannia Stadium. Gospodarze ze Stoke w prawdzie o nic już nie walczą, ale można się spodziewać, że stawią silny opór przyjezdnym z Londynu.

W tym pojedynku należy spodziewać się zderzenia dwóch kompletnie odmiennych filozofii. Zapowiada się na starcie siły z techniką. Może mieć to szczególne znaczenie przy stałych fragmentach gry. Stoke zdobywa tak najwięcej procent swoich bramek w całej lidze (63%), Arsenal z kolei najmniej (13%). Czy atletyzm gospodarzy pokrzyżuje Arsene Wengerowi marzenia o skończeniu ligi na podium?

Tottenham
Koguty są obecnie w najsłabszej formie spośród drużyn wojujących o europejskie puchary. Były gracz Tottenhamu Vedran Corluka obniżkę lotów piłkarzy z White Hart Lane zrzucił na brak odpowiedniej rotacji. Zdaniem Chorwata menedżer Harry Redknapp nieustannie korzysta z 11-13 zawodników, którym w końcówce sezonu zwyczajnie brak siły.

Tottenham podejmie u siebie zdesperowane Blackburn. Na rywalizację z Rovers Kogutom brakuje ostrych pazurów. Urazy leczą Emmanuel Adebayor oraz Louis Saha, a Jermaine Defoe wmieszał się w tym tygodniu w obyczajowy skandal (zdrada dziewczyny).

Choć Redknapp ma problemy z atakiem, może być spokojny o obsadę bramki. Tam zadomowił się Brad Friedel, który w niedzielę rozegra swój 300. ligowy mecz z rzędu w podstawowej jedenastce! Wspaniałą serię zaczął jeszcze w Blackburn w 2004 roku.

Newcastle
Sroki z kolei grają ostatnio najbardziej olśniewająco. Sześć wygranych z rzędu wyniosło ich na czwartą pozycję, gdzie są na wyciągnięcie ręki od Arsenalu. Duża w tym zasługa Papissa Cisse, który wyrównał rekord Premier League w ilości strzelonych goli podczas pierwszych dziesięciu spotkań w lidze (11 trafień z Senegalczyka, na równi z Mickym Quinnem z Coventry z sezonu 1992/93).

Passę Newcastle zechce przerwać Wigan, ledwie wystające ponad strefę spadkową. Na DW Stadium Alan Pardew będzie liczył na kolejny popis defensywy, bowiem Sroki w ostatnich sześciu kolejkach straciły ledwie jednego gola. Losy sobotniej potyczki mogą się rozstrzygnąć jednym celnym uderzeniem do siatki.

5. Kłopoty McLeisha

Aston Villa na dobre włączyła się do walki o utrzymanie. The Villans w środku tygodnia przegrali u siebie z Boltonem i mają tylko trzy punkty przewagi nad 18. lokatą. Nic dziwnego, że przeciwko menedżerowi Alexowi McLeishowi zbuntowali się kibice. Fani poważnie zwyzywali trenera, do którego niechęć odczuwali już od początku rozgrywek – w końcu przyszedł z drużyny największego rywala, Birmingham.

McLeish zapowiada, że nie ma zamiaru się poddać. Szkotowi poparcia udzielił także właściciel klubu Randy Lerner. Nawet piłkarze Villi zrzucają presję z menedżera. Stephen Warnock stwierdził, że porażka z Boltonem to wina ludzi na boisku.

W tak napiętej atmosferze odbędą się derby regionu Midlands. Gospodarze, West Bromwich Albion, grają już tylko o prestiż. Aston Villa bije się o wszystko. Do przetrzebionego kontuzjami składu wrócą Gabriel Agbonlahor, James Collins i Richard Dunne. Czy porcja doświadczenia zapobiegnie nadciągającej katastrofie w Birmingham?

Reklamy

5 faktów przed piłkarskim weekendem w Anglii

Rzadko zdarza się, aby jakieś futbolowe wydarzenie w Anglii przyćmiło rozgrywki Premier League. W ten weekend sytuacja jest wyjątkowa, bo na Wembley odbędą się dwie derbowe potyczki w ramach półfinałów FA Cup. Równolegle znajdzie się czas na część spotkań 34. kolejki ligowej, podczas której warto zwrócić uwagę na poczynania Manchesteru City, Wigan i QPR.

Słynne Wembley ożyje przy okazji półfinałów Pucharu Anglii

1) Specjalne derby Merseyside

Już dawno walka Liverpoolu z Evertonem nie miała tylu podtekstów. Sobotni mecz będzie okazją do uczczenia 23. rocznicy tragedii na Hillsborough, w której zginęło 96 kibiców The Reds. Tamto tragiczne wydarzenie także miało miejsce podczas półfinału Pucharu Anglii. Co więcej, w finale rozgrywek w 1989 roku zmierzyły się właśnie Liverpool z Evertonem. Menedżerem tych pierwszych był, tak jak dziś, Kenny Dalglish. Zapowiada się na niezwykle ważny dzień dla całego Liverpoolu – jego czerwonej i niebieskiej części.

Na boisku także nie zabraknie pasjonujących historii. Jedną z nich będzie występ Brada Jonesa – normalnie trzeciego bramkarza Liverpoolu, który swoją szansę otrzymał po czerwonych kartkach dla Jose Reiny i Doniego. Jones we wtorek debiutował w barwach The Reds w lidze, teraz ma za zadanie zatrzymać imponującego napastnika Evertonu Nikicę Jelavicia.

Jelavić, wychwalany pod niebiosa przez trenera reprezentacji Chorwacji Slavena Bilicia, jest w niesamowitym gazie. Strzela ostatnio na zawołanie. Tajemnica jego sukcesu polega na skutecznych zbiegnięciach w kierunku krótkiego słupka i oddawaniu strzałów z pierwszej piłki. Na takie rozegranie muszą przygotować się stoperzy Liverpoolu.

Trudno wskazać jednoznacznego faworyta. Everton znajduje się na fali wznoszącej i przeskoczył lokalnego rywala w tabeli. Liverpool natomiast zawodzi w lidze, ale czaruje w krajowych pucharach. The Reds znakomicie wspominają lutową wizytę na Wembley, która skończyła się zdobyciem Carling Cup. W pucharach Dalglish zdołał odprawić z kwitkiem Chelsea, Manchester City i Manchester United. Ponadto Liverpool wygrał z Evertonem w obu tegorocznych ligowych derbach.

Zapowiada się na kapitalny spektakl, tym bardziej, że menedżerowie pozwolili sobie w środku tygodnia na oszczędzanie gwiazd. Wypoczęci piłkarze, wielka stawka i wyjątkowy kontekst spotkania – będzie się działo!

2) Bez faworyta

Nie mniej emocji wzbudza druga półfinałowa para Tottenham – Chelsea. Kibice obu drużyn słyną z wzajemnej niechęci. Fani The Blues wyszydzają żydowskie korzenie kibiców Kogutów, z których z resztą sympatycy Tottenhamu są bardzo dumni – sami mówią o sobie „Yids” (potoczne określenie Żyda).

Tegoroczny przypadek Chelsea do złudzenia przypomina sytuację z sezonu 2008/09. Wtedy Guus Hiddink został tymczasowym szkoleniowcem The Blues, sięgnął po Puchar Anglii i dostał się do półfinału Ligi Mistrzów. Jego śladami podąża Roberto di Matteo. Włoch przejął zespół po Andre Villas-Boasie i jest na dobrej drodze do finału FA Cup. W następnym tygodniu poprowadzi swoją drużynę w półfinale Champions League (tak jak Hiddink – przeciwko Barcelonie).

Chelsea ma spore kłopoty na bokach obrony. Pod dużym znakiem zapytania stoi występ Ashleya Cole’a. Na pewno nie zagra bramkostrzelny ostatnio Branislav Ivanovic, który złapał trzymeczowe zawieszenie za bezmyślny cios w piłkarza Wigan. W takich okolicznościach wielkim atutem Tottenhamu może być praca skrzydłowych Aarona Lennona i Garetha Bale. Po obu należy się spodziewać częstych rajdów flankami.

Trudności Kogutów leżą w środku obrony. W spotkaniu z Norwich mocno zawodził Ledley King, dlatego nie wiadomo na jaką parę stoperów zdecyduje się menedżer Harry Redknapp.

3) Ożywiony wyścig po tytuł

Kiedy wydawało się, że Premier League poznała już mistrza, wydarzyła się sporego kalibru niespodzianka. Manchester United przegrał w Wigan i sąsiedzi z City tracą w tabeli już tylko pięć punktów. The Citizens swoje spotkanie rozegrają w sobotę, United w niedzielę, dlatego podopieczni Roberto Manciniego mogą choć na kilka godzin zmniejszyć straty do dwóch oczek.

Tyle, że wygrana City wcale nie jest przesądzona. Gracze z Etihad wybierają się na piekielnie trudny wyjazd do Norwich. – Pojedynek z Norwich będzie trudniejszy niż derby Manchesteru – powiedział sam Mancini. City wygrali ledwie dwa z ostatnich dziesięciu spotkań poza domem. Samo Norwich znajduje się w znakomitej pozycji – w poniedziałek wywiozło z White Hart Lane komplet punktów.

Receptą The Citizens na sukces może okazać się powrót do formy Carlosa Teveza. Chimeryczny Argentyńczyk znakomicie spisał się przeciwko West Bromwich. Jego przerzuty piłek, inteligentne podania prostopadłe, delikatne trącenia piłki oraz pierwszy ligowy gol w sezonie zaowocował owacją na stojąco od fanów City.

4) Przeklęte delegacje

Ostatnio trudno o bardziej bezkompromisowy zespół w Premier League niż Queens Park Rangers. Londyńczycy świetnie grają u siebie, gdzie zdobywają komplety punktów. Ale na wyjazdach już tylko przegrywają. Tracą przy tym mnóstwo goli.

QPR cały czas walczą o utrzymanie w lidze. Na Rangersów w pięciu ostatnich kolejkach sezonu czekają jeszcze starcia z Tottenhamem, Chelsea i Manchesterem City. Dlatego nie mogą sobie pozwolić na gubienie punktów i w sobotę muszą przełamać fatum nieszczęsnych delegacji na boisku West Bromwich Albion.

5) Prześladowca faworytów

Razem z QPR o przedłużenie przygody z angielską ekstraklasą rywalizuje Wigan. The Latics wydostali się ze strefy spadkowej, ponieważ skutecznie pojedynkowali się z ligowymi potentatami. Chłopcy Roberto Martineza pokonali Manchester United i Liverpool oraz solidnie postraszyli Chelsea.

Teraz Wigan postara się o kolejny sukces, tym razem na stadionie Arsenalu. Choć Kanonierzy wydają się zdecydowanym faworytem, nie należy z miejsca przekreślać szans The Latics. Warto zwrócić uwagę na system obrony Wigan, wykorzystujący aż trzech stoperów i dwóch bocznych obrońców. Tak zagęszczona strefa pod polem karnym może mocno utrudnić życie napastników Arsenalu.

5 faktów przed 30. kolejką Premier League (zapowiedź)

Krótki odpoczynek po serii spotkań w środku tygodnia i następna kolejka – Premier League nie wybacza lenistwa. W 30. rundzie angielskiej ekstraklasy dojdzie do elektryzujących derbów Londynu, Chelsea – Tottenham, oraz ważnej dla bitwy o utrzymanie rywalizacji Boltonu z Blackburn. Warto też zawiesić oko na kwitnących ostatnio drużynach Swansea i Arsenalu.

W starciach Chelsea z Tottenhamem nie ma mowy o odstawianiu nogi

1. Walka o Ligę Mistrzów

Największa pula w 30. kolejce będzie do zgarnięcia na Stamford Bridge, gdzie Chelsea podejmie Tottenham. Spotkanie może okazać się kluczowe do rozstrzygnięcia, które z londyńskich zespołów skończą sezon na miejscach premiowanych Ligą Mistrzów. Oba zespoły muszą grać o trzy punkty. Jeśli wygrają gospodarze to zbliżą się do Kogutów na odległość dwóch oczek. Remis najbardziej ucieszyłby Arsenal.

Przed tak ważnym meczem źle dzieje się w Tottenhamie. – Wygląda na to, że straciliśmy rytm. Brakuje nam płynności – przyznaje Harry Redknapp. Jego zespół w czterech ostatnich kolejkach wywalczył zaledwie punkcik i to rzutem na taśmę w rywalizacji ze Stoke. Od czasu, gdy Redknappa łączy się z posadą selekcjonera reprezentacji Anglii, Koguty zdobywają średnio 0,8 punktu na mecz. Wcześniej Tottenham zbierał średnio 2,1 punktu co spotkanie. Klimat nad White Hart Lane zmienił się kolosalnie. Załamanie Tottenhamu można liczyć od porażki z Arsenalem. – Przegranie 2:5 przeciwko Kanonierom w sytuacji, gdy prowadzi się 2:0 ma olbrzymie znaczenie. Momentum jest niesamowicie ważne – zauważył John Scales, który grał dla Kogutów w latach 1996-2000. Pocieszeniem na ekipy Redknappa może być fakt, że gra z Chelsea będzie ostatnim w tym sezonie starciem z drużyną TOP 7.

The Blues kontynuują maraton meczów co trzy dni. Po wycieńczającej sobocie w lidze, na Chelsea czeka wtorkowy bój w Champons League. Dlatego należy się spodziewać kolejnych rotacji w składzie. Do wyjściowej jedenastki może wrócić choćby Didier Drogba, który ostatnio ustępował miejsca Fernando Torresowi.

Podczas śledzenia pojedynku na Stamford Bridge, warto spojrzeć na boczne sektory boiska. Tu przewagę powinni osiągnąć gospodarze. Ashley Cole oraz Jose Bosingwa będą mogli sobie pozwolić na ofensywną grę, gdyż skrzydłowi Tottenhamu przeciętnie radzą sobie z grą w obronie. W szeregach The Blues spora odpowiedzialność spoczywa na Ramiresie, który stanie naprzeciwko Garetha Bale’a, motoru napędowego zespołu gości.

2. Wyciszone derby

Stadiony Boltonu i Blackburn dzieli ledwie pół godziny jazdy samochodem. Normalnie derby podgrzałaby jeszcze stawka – punkty niezbędne dla utrzymania w lidze. Jednak atmosfera tego starcia będzie nieco przytłumiona przez chorobę Fabrice Muamby. Kibice obu klubów zjednoczyły się we wsparciu dla gracza Kłusaków, którego serce, jak mówią jego lekarze, nie pracowało przez 78. minut. Do przywrócenia fukcji życiowych Muamby potrzeba było 15 elektrowstrząsów. W tym obliczu futbol schodzi na drugi plan.

Nie można tak po prostu przejść do porządku. Mamy mecz do zagrania i to zrobimy. Czy będzie trudno? Oczywiście. Nasze myśli są ciągle z Fabrice Muambą – zaznaczył menedżer Boltonu Owen Coyle. Graczom Kłusaków będzie trudno skupić się na piłce, ale na boisku trzeba walczyć o wyrwanie się ze strefy spadkowej.

Warto przy okazji zauważyć wyraźną poprawę atmosfery w Blackburn. Ekipa Steve Keana wygrała dwa mecze z rzędu. W ostatnich 12. kolejkach Rovers zebrali 18 punktów. Wcześniej w 17. seriach spotkań uciułali dziesięć oczek. Progres jest wyraźny. Spora w tym zasługa Davida Hoilleta, który odżył na pozycji ofensywnego pomocnika. W nowej roli Kanadyjczyk zaczął strzelać ważne bramki. Jego forma może przeważyć szalę rywalizacji na korzyść Blackburn.

3. Wyścig dwóch koni

Manchester City rzutem na taśmę zniwelował dystans do liderującego sąsiada z Old Trafford. Pojedynek o mistrzostwo Anglii wszedł w ostatnią fazę.

United w poniedziałek podejmą u siebie Fulham i będą murowanym faworytem do zwycięstwa. Ostatnio rywalom Czerwonych Diabłów trudno znaleźć receptę na formę skrzydłowych. W minionej kolejce błyszczał Antonio Valencia, wcześniej popisowo prezentował się Ashley Young. Ten atut graczy United powinien być jeszcze bardziej wyeksponowany w starciu z Fulham. The Cottagers lubią na bokach pomocy wystawiać bardzo ofensywnie nastawionych Clinta Dempseya oraz Bryana Ruiza. Taka strategia, przydatna w ataku, pozbawia jednak obrońców niezbędnego wparcia w grze z tyłu.

Większe wyzwanie czeka drużynę City. Podopieczni Roberto Manciniego wybierają się bowiem do Stoke, gdzie muszą przygotować się na intensywną walkę w powietrzu. Przeciwko postawnym piłkarzom The Potters najprawdopodobniej nie zagrają Joleon Lescott i Vincent Kompany, dlatego spory test czeka Micah Richardsa z Kolo Toure. Warto pamiętać, że The Citizens – perfekcyjni na Etihad Stadium – mają kłopoty na wyjazdach. W sześciu ostatnich meczach na obcych stadionach, City czterokrotnie nie potrafiło strzelić rywalom gola.

4. Latające Łabędzie

Swansea to dla wielu kibiców Premier League drugi ulubiony zespół. Trudno się dziwić, bo na Łabędzie patrzy się z wyjątkową przyjemnością. Beniaminek usadowił się na ósmej pozycji w tabeli i już teraz może szykować się do kolejnego sezonu w najwyższej klasie rozgrywkowej. Ba, Swansea ma szansę dogonić Liverpool, do którego traci tylko trzy punkty.

Styl Łabędzi znakomicie oddał gol na 2:0 z Fulham. Gracze Brendana Rodgersa wymienili nieskończoną liczbę podań, by w końcu przetransportować piłkę na skrzydło, podać w pole karne i cieszyć się ze zdobytej bramki. Swansea wygrało już trzy mecze z rzędu. Jeśli w sobotę rozprawi się z Evertonem na Liberty Stadium, zostanie dopiero piątym zespołem w sezonie, który zwyciężał cztery kolejne spotkania.

Miłośnikom klasy Łabędzi warto polecić bliższe przyjrzenie się Gylfiemu Sigurdssonowi i Waynowi Routledge’owi, którzy stanowią teraz o sile walijskiego klubu.

5. Kanonada z Londynu

Choć tabeli przewodzą kluby z Manchesteru, tylko Chelsea ostała się jeszcze w europejskich pucharach, to Arsenal stanowi na ten moment największą siłę w Premier League. Kanonierzy są na fali sześciu kolejnych triumfów w lidze.

Pochwały za te wyniki zbierają głównie atakujący – w szczególności Robin van Persie. Jednak wiele słów uznania należy się odbudowanej formacji obronnej. Arsene Wenger znalazł wreszcie optymalne ustawienie defensywy w składzie: Bacary Sagna, Laurent Koscielny, Thomas Vermaelen i Kieran Gibbs. Zwycięskie zespoły często buduje się od tyłu, dlatego solidna defensywa powinna zanieść Kanonierów do miejsca w czołowej czwórce Premier League.

5 faktów przed 29. kolejką Premier League

W wyjątkowo długiej (pięciodniowej) kolejce Premier League szczególną uwagę przyciągają pojedynki Manchesteru City z Chelsea oraz Evertonu z Arsenalem. W tym pierwszym meczu szansę powrotu powinien otrzymać rebeliant Carlos Tevez. Warto przyjrzeć się też kryzysowi Tottenhamu i Liverpoolu oraz miernemu początkowi przygody Marka Hughesa z QPR. 

Uśmiechnięty Carlos Tevez wraca do Premier League

1. Pucharowe zamieszanie

29. kolejka będzie wyjątkowo rozciągnięta w czasie. Pierwszy gwizdek na ligowych boiskach w Anglii wybrzmi w sobotę o 16.00, ostatni tuż przed 23.00 w środę. Wszystko przez weekend z Pucharem Anglii, w którym uczestniczy siedmiu przedstawicieli Premier League.

Dla tych drużyn kluczowe znaczenie powinno mieć umiejętne rotowanie siłami. Czynnik zmęczenia będzie szczególnie ważny w obozie Chelsea. The Blues w ciągu 18 dni będą mieli za sobą aż sześć spotkań, włączając w to morderczą dogrywkę w Lidze Mistrzów. Na Stamford Bridge przypomną sobie okres świąteczno-noworoczny, kiedy też trzeba było grać co trzy dni.

Pucharowa zawierucha nie powinna wielce wpłynąć na wyścig o mistrzostwo kraju. Kluby z Manchesteru pożegnały się już z wszystkimi rozgrywkami poza Premier League, więc wszystkie siły i całą uwagę mogą poświęcić walce o krajowy prymat.

2. Na szczytach tabeli

Środowy mecz Manchesteru City z Chelsea będzie absolutnym hitem 29. serii spotkań. Dla The Citizens rywalizacja z The Blues to jedna z dwóch (poza wyjazdem na Emirates Stadium) poważnych przeszkód przed 30 kwietnia – derbami Manchesteru, prawdopodobnie decydującymi o kształcie ligowej tabeli.

Chelsea przystąpi do rywalizacji na Etihad w szampańskich nastrojach. Londyńczycy zdołali odwrócić bardzo niekorzystny wynik z Neapolu i zostali tym samym ostatnim angielskim przedstawicielem w europejskich pucharach. The Blues pod wodzą tymczasowego menedżera Roberto di Matteo wygrali wszystkie trzy mecze. Brytyjskie media domyślają się, że te zwycięstwa należy zawdzięczać władzy piłkarzy w klubie. Obecna Chelsea przypomina tą z 2008 roku, kiedy na menedżerskim stołku siedział Avram Grant, ale to głównie starszyzna zawodników trzymała zespół w ryzach. Wtedy The Blues dotarli aż do finału Ligi Mistrzów.

Chelsea ma szansę wygrać na Etihad walką w powietrzu. Do dośrodkowaniach w pole karne londyńczycy zdobyli trzy gole przeciwko Napoli. Teraz mogą wykorzystać słaby punkt obrony City – Stefana Savicia – jeśli na czas nie wykurują się Vincent Kompany lub Joleon Lescott.

Na mecz z Chelsea Roberto Mancini przewidział powrót Carlosa Teveza. Syn marnotrawny The Citizens ograł się w rezerwach, w tym tygodniu dołączył do treningów z pierwszą drużyną. Pozostali piłkarze City z wielkim entuzjazmem mówią o wpływie Teveza. Argentyńczyk może być czynnikiem decydującym o mistrzowskich ambicjach drużyny z błękitnej części Manchesteru.

3. Pogromcy wielkich

Everton w słabym stylu uczcił 10-lecie pracy Davida Moyesa na Goodison Park. The Toffees przegrali wyjazdowe derby Liverpoolu aż 0:3. Teraz na mecz z Evertonem przyjedzie Arsenal.

A;e The Toffees u siebie są znacznie lepszym zespołem. Everton to paradoksalna drużyna, której bije się jak równy z równym z mocarzami, a gubi punkty z ligowymi przeciętniakami. Gracze Moyesa mogą się pochwalić serią trzech wygranych z rzędu u siebie. I to z kim! Na ich rozkładzie znaleźli się Manchester City, Chelsea i Tottenham. Czy Everton będzie w stanie dodać Arsenal do listy pokonanych faworytów?

Wiele zależy od postawy bloku obronnego gospodarzy. Sylvain Distin i spółka muszą być gotowi na zagrożenie z każdej strony ataku Arsenalu. W bardzo dobrej formie są bowiem i lewoskrzydłowy (Oxlade-Chamberlain), i prawoskrzydłowy (Walcott), i gracze środka (van Persie i Rosicky). Ostatnio Arsenal nie pęka nawet, gdy musi nadrabiać straty. Kanonierzy wygrali cztery mecze z rzędu, w których jako pierwsi tracili gola.

4. Mamy kryzys

Tottenham wydawał się pewniakiem do podium w ligowej tabeli. Liverpool do ostatniej kropli krwi miał walczyć o miejsce w Lidze Mistrzów. Obu drużynom przytrafił się jednak dołek formy.

Koguty cierpią na zamieszaniu wokół Harry’ego Redknappa. Odkąd Fabio Capello zrezygnował z posady selekcjonera Anglii, gazety nieustannie łączą Redknappa z posadą trenera kadry. Od powstania wakatu na stanowisku szkoleniowca Anglii Tottenham przegrał trzy z czterech meczów. Złą serię Koguty mogą przegonić u siebie w starciu ze Stoke.

Liverpool złapał nieco świeżego powietrza po rozgromieniu Evertonu 3:0, jednak była to jedyna jaskółka zwiastująca wiosnę na Anfield. Wcześniej The Reds zebrali jeden punkt w czterech ligowych starciach. Liverpool do strefy Ligi Mistrzów traci dziesięć punktów, dlatego jedynym realnym celem dla drużyny Kenny’ego Dalglisha pozostaje walka o zdobycie pucharowego dubletu (Liverpool wygrał Carling Cup i dalej walczy w Pucharze Anglii).

5. Trudne Hughesa początki

Zwykle pojawienie się w klubie nowego menedżera potrafi wykrzesać z piłkarzy dodatkowe możliwości. Efekt nowej miotły wspaniale zadziałał w Sunderlandzie. Martin O’Neill zebrał na Stadium of Light pięć wygranych w ośmiu pierwszych meczach.

Mark Hughes, nowy szef QPR, w ośmiu ligowych pojedynkach uciułał raptem jedno zwycięstwo. Rangersi pod wodzą Walijczyka pięć razy przegrali i znaleźli się w strefie spadkowej. QPR, zasilane pokaźną gotówką Tony’ego Fernandesa, nie może sobie pozwolić na opuszczenie Premier League. Hughes musi zacząć wygrywać od zaraz. Pierwszą okazję do tego będzie miał w starciu z Liverpoolem.

QPR cierpi z powodu nieskuteczności. Rangersi oddają mnóstwo uderzeń na bramkę, ale często trafiają w słupki lub poprzeczki. Ich szansą na odgonienie złej aury wydaje się być coraz bardziej obiecująca współpraca napastników Bobby’ego Zamory i Djibrilla Cisse.

5 faktów przed 28. kolejką Premier League

Z reguły uwagę fanów Premier League przyciągają wielkie firmy. W 28. kolejce warto przyjrzeć się jednak nizinom tabeli, bo outsiderzy będą walczyć w bezpośrednich starciach. Ciekawie zapowiada się też debiut ligowy Roberto di Matteo w Chelsea oraz mecze Swansea – Manchester City i Arsenal – Newcastle. 

Kluby Premier League biją się o ligowy byt i uchronienie własnych kibiców przed podobnymi chwilami

1. Walka o życie

28. kolejka będzie jednym z najważniejszych momentów w tegorocznej rywalizacji o utrzymanie w Premier League. Zmierzą się bowiem cztery z pięciu najsłabszych dotąd drużyn.

Wyjątkowo trudne chwile dotknęły Wolverhampton. Wilki zmieniły ostatnio menedżera i już w drugim meczu pod jego wodzą dostały porządne lanie od Fulham (0:5). Na dodatek problemy dyscyplinarne sprawia Roger Johnson – kapitan, który miał być ostoją obrony. Były piłkarz Birmingham stawił się na trening „w stanie skazującym na spożycie”, co najlepiej obrazuje morale Wolves.

Rozbity zespół, osłabiony dodatkowo kontuzją charyzmatycznego Karla Henry’ego, musi teraz wygrać z Blackburn. Na Molineux w sobotę zmierzą się najsłabsze defensywy ligi, można spodziewać się zatem gradu goli. Faworytem powinno być Wolverhampton, bo Blackburn to drużyna, która nie radzi sobie w starciach z sąsiadami w tabeli.

Wielka pula jest do zebrania także w spotkaniu na Reebok Stadium, gdzie Bolton podejmuje QPR. Oba kluby nie poznały smaku zwycięstwa w pięciu ostatnich meczach. Rangersi swoich szans mogą upatrywać w powrocie z zawieszenia Djibrilla Cisse oraz w tym, że Bolton u siebie gra najsłabiej w Premier League. Zbawcą Kłusaków może okazać się Ryo Miyaichi. Wypożyczony z Arsenalu skrzydłowy odważnie poczyna sobie w nowym otoczeniu i jest obecnie asem kier talii Owena Coylea.

2. Portugalskie pożegnanie

Andre Villas-Boas już nie pracuje na Wyspach. Jego krótką przygodę z Premier League podsumowała porażka z WBA. Zadanie ratowania sezonu otrzymał asystent Roberto di Matteo.

Włoch zadebiutuje w lidze w roli menedżera Chelsea. Pierwsze przetarcie zaliczył w środku tygodnia, gdy poprowadził The Blues do zwycięstwa z Birmingham w Pucharze Anglii. Wygrana powinna poprawić atmosferę w szatni, ale Chelsea nie byłaby sobą, gdyby na światło nie wyszły drobne napięcia.

Fernando Torres zaliczył żywiołowy występ przeciwko Birmingham. Miał szansę zakończyć fatalną serię spotkań bez strzelenia gola, ale nie chciał wykonywać rzutu karnego. Może to świadczyć o niskim poziomie pewności siebie Hiszpana. Chelsea potrzebuje trafień Torresa jeśli chce powalczyć z Napoli w Lidze Mistrzów i awansować do czołowej czwórki tabeli.

3. Słodycz dla duszy

Najpiękniejszy mecz zapowiada się na Liberty Stadium. Swansea i Manchester City są w samym czubie rankingów ilości i dokładności podań oraz czasu utrzymywania się przy piłce. Śledząc zmagania obu drużyn warto zatem przyjrzeć się rywalizacji w środku pola. Ona może okazać się kluczem do sukcesu w niedzielnym pojedynku.

Lider z Manchesteru ożył po powrocie do składu Yaya Toure. Reprezentant WKS notuje zdecydowanie najwięcej kontaktów z piłką. Umiejętnie spaja defensywę. Włącza się też odważnymi wejściami do ataków przy polu karnym rywala. Zadanie powstrzymania Toure dostaną Leon Britton oraz Joe Allen – nieźli w obronie, znakomici w podaniach po ziemi.

City szczególną troską musi otoczyć Gylfi Sigurdssona – niezwykle bramkostrzelnego pomocnika, który dał Swansea nowe warianty kończenia akcji. Ktoś wreszcie zabrał się za uderzanie na bramkę przeciwnika.

4. Zły moment dla Newcastle

Hitem 28. kolejki powinno być poniedziałkowe starcie Arsenalu z Newcastle. Sroki nie mogły sobie wymyślić gorszego czasu na mecz w Londynie. Kanonierzy zaliczyli dwa wspaniałe comebacki z Tottenhamem i Liverpoolem, byli też o włos od odrobienia czterech goli w dwumeczu z Milanem. Na Emirates wiara we własne siły już dawno nie była tak wysoka.

Nudnawe wydaje się ciągłe ostrzeganie przed Robinem van Persiem, ale Holender ciągle dostarcza powodów do wspominania o nim. Strzelił 14 goli w swoich ostatnich 11 meczach ligowych. Swoje jedyne ważne dotknięcia piłki przeciwko Liverpoolowi zamienił w złoto warte trzech punktów na Anfield. W rewelacyjnej formie jest także Tomas Rosicky, który przeżywa swoje najlepsze chwile w Arsenalu. Ta dwójka powinna stanowić szczególne zagrożenie dla defensywy Newcastle.

5. Pomnikowy Rosjanin

Pavel Pogrebnyak miał problemy z regularną grą w Bundeslidze. Ratował się więc przejściem do Fulham. Teraz to Rosjanin ratuje swój nowy klub. Pogrebnyak oddał w białej koszulce pięć strzałów w światło bramki – wszystkie zamienił na gole.

Fulham po oddaniu Bobby’ego Zamory znalazło perfekcyjne zastępstwo. Pogrebnyak lubi balansować na linii spalonego, czeka na mądre podania z głębi pola. Razem z Clintem Dempseyem, Andym Johnsonem, Bryanem Ruizem i Dannym Murphym tworzy bardzo atrakcyjną dla oka kombinację. Teraz ofensywne Fulham pojedzie do Aston Villi.

5 faktów przed 27. kolejką Premier League (zapowiedź)

27. kolejka w Anglii wypełniona jest hitami, których nie wolno przegapić. Kopanie na Wyspach otworzą Liverpool z Arsenalem, zakończą Tottenham z Manchesterem United. Ponadto odbędą się wielkie derby północy kraju. Zapraszam na przegląd tego co warto wiedzieć przed weekendem z brytyjskim futbolem.

Tottenham - Manchester United - hit 27. kolejki

1. Za plecami lidera

Jeśli Tottenham nie wygra z Manchesterem United – odpada z walki o mistrzostwo Anglii. Koguty muszą pokonać wiceliderów na własnym stadionie. Dobra informacja – na White Hart Lane poległo już 10 drużyn. Zła – Manchester United nie przegrał z Tottenhamem od 25 (!) spotkań we wszystkich rozgrywkach. Żadna drużyna nie prześladuje Kogutów tak jak podopieczni sir Alexa Fergusona.

Gospodarze boleśnie przegrali derbowy mecz z Arsenalem. Dodatkowym ciosem z tamtego dnia było zawieszenie Scotta Parkera. Aktualny kapitan reprezentacji Anglii dostał czerwoną kartkę i nie zagra przeciwko United. Jego praca przy zabezpieczaniu tylnej formacji stała u podstaw tegorocznych sukcesów Tottenhamu. Jego zastępcę, Sandro, czeka wyjątkowo duże wyzwanie.

Harry Redknapp powinien wrócić do standardowej taktyki 4-4-1-1 z Rafaelem van der Vaartem i Aaronem Lennonem. W tym ustawieniu Tottenham wydaje się najgroźniejszy i najlepiej zbalansowany. Dla gości kluczowym wzmocnieniem może okazać się powrót Wayne’a Rooneya. Napastnik Czerwonych Diabłów będzie cofać się do linii pomocy. To właśnie on postara się maksymalnie skomplikować życie Sandro.

2. Szczęśliwe obozy

Miniona niedziela była rzadkim powodem do pełnego, szczerego uśmiechu w szeregach Arsenalu i Liverpoolu. Kanonierzy odwrócili losy meczu z Tottenhamem, wygrywając 5:2 ku zachwytowi fanów na Emirates. The Reds z kolei przełamali sześcioletnią posuchę pucharową i sięgnęli po Carling Cup.

Rywalizacja obu klubów w sobotę to istotna bitwa w wojnie o czwarte miejsce w tabeli, premiowane awansem do Ligi Mistrzów. Liverpool nie może sobie pozwolić na stratę punktów u siebie, jeśli marzy o dogonieniu Kanonierów i Chelsea.

Mecz na Anfield zwykle oznacza małą ilość goli. Liverpool traci tu mało bramek, ale równie rzadko trafia do siatki. Podopieczni Kenny’ego Dalglisha potrzebują aż 14 strzałów na zdobycie gola – najwięcej w lidze. Stąd 66% gier u siebie The Reds tylko remisują.

Kibice nie powinni odchodzić sprzed telewizorów przed ostatnim gwizdkiem. Liverpool i Arsenal słyną ostatnio ze strzelania sobie bramek po 90. minucie. W sześciu minionych starciach obu klubów padło sześć takich goli.

3. Odrodzony Nigeryjczyk

Chelsea wreszcie wygrała w lidze po czteromeczowej serii bez triumfu. The Blues mierzyli się jednak ze słabiutkim Boltonem. Teraz czeka ich dużo trudniejsze zadanie. Wybierają się bowiem do West Bromwich, które jest na wielkiej fali wznoszącej.

The Baggies zwyciężyli Wolverhampton i Sunderland, aplikując rywalom dziewięć goli. Za pięć z nich odpowiadał Peter Odemwingie. Krytykowany na początku sezonu Nigeryjczyk odzyskał zeszłoroczny blask. Menedżer Roy Hodgson przesunął go na prawe skrzydło. Tam Odemwingie ma więcej miejsca. Może też zejść do środka i wykańczać akcje kreowane przez partnerów.

Odemwingie znakomicie układa się współpraca z silnym Marcem-Antoine Fortunem, który potrafi umiejętnie przytrzymać piłkę i podać do wbiegającego kolegi. Na tę dwójkę defensywa Chelsea musi zwrócić szczególną uwagę.

The Blues mają rewelacyjny bilans z WBA. Chelsea wygrała ostatnich 11 spotkań z sobotnim rywalem.

4. Derby północy

Dla kibiców na północy Anglii mecz Newcastle z Sunderlandem to najważniejszy dzień sezonu, który grubym czerwonym markerem zaznacza się po rozlosowaniu terminarza. Fani w regionie Tyne and Wear są zwariowani na punkcie derbów. Oba kluby rzadko zdobywają trofea (Newcastle ostatnie w 1955, nie licząc Pucharu Intertoto; Sunderland w 1973), więc prymat lokalny stanowi wyjątkowo wysoką stawkę. Zapowiada się spotkanie na najwyższych obrotach, dlatego nie powinny dziwić agresywne wślizgi i grad kartek.

Na boisku warto zwrócić uwagę na Fraziera Campbella. Snajper Sunderlandu dobrym występem będzie chciał ukoronować piękny tydzień w swoim życiu. W ostatnich dniach piłkarz zadebiutował w reprezentacji Anglii. Na świat przyszła także jego córka. Gol i zwycięstwo w Newcastle unieśmiertelnią Campbella w oczach sympatyków Sunderlandu i dopełnią piękne chwile w życiu 24-letniego napastnika.

5. „Kean out”

W Blackburn na nowo ożyły protesty przeciwko menedżerowi Steve Keanowi. Rovers przegrali trzy z czterech ostatnich ligowych meczów i znajdują się w strefie spadkowej.

Sympatycy Blackburn zapowiedzieli więc manifestację. Na godzinę przed pierwszym gwizdkiem meczu przeciwko Aston Villi ruszy marsz. Protestujący będą domagać się zwolnienia Keana i przepędzenia indyjskich właścicieli z firmy Venky’s.

Gęsta atmosfera na Ewood Park zmusiła do przeprowadzki do Rosji największą gwiazdę zespołu – Christophera Sambę. Blackburn czeka wyjątkowo trudna walka o zachowanie bytu w Premier League.

5 faktów przed 24. kolejką EPL

W Anglii znów sypnie szlagierami: Chelsea – Manchester United oraz Liverpool – Tottenham. 24. kolejka Premier League będzie też okazją na zaprezentowanie nowych nabytków z ostatków zimowego okna transferowego. Zapraszamy na przegląd wydarzeń, na które warto zwrócić szczególną uwagę przy oglądaniu zmagań na angielskich boiskach. 

1. Życie bez Ashleya Cole’a

Czerwona kartka Ashleya Cole'a to ból głowy Andre Villas-Boasa

Bezapelacyjnym hitem 24. serii spotkań Premier League będzie starcie Chelsea z Manchesterem United. Kluby te rozstrzygały w ostatnich latach losy mistrzowskiego tytułu. W tym roku szansę na wygranie ligi mają tylko goście z Manchesteru. Chelsea przeżywa kryzys. W ośmiu ostatnich kolejkach aż pięć razy remisowała i raz przegrała, strzelając ledwie osiem goli. Atmosferę wokół klubu psuje dodatkowo zamieszanie związane z pozbawieniem Johna Terry’ego opaski kapitana w reprezentacji Anglii.

Kluczowym aspektem szlagieru na Stamford Bridge będzie walka na lewej stronie obrony The Blues. Ashley Cole otrzymał czerwoną kartkę i po raz pierwszy od 65. kolejek nie zagra w ligowej potyczce. Cole nie ma w klubie równorzędnego zastępcy. Jego rolę mogą przejąć 22-letni, nieopierzony Ryan Bertrand lub Jose Bosingwa przestawiony z prawej strony.

Z tej wyrwy w defensywie Chelsea z pewnością skorzysta Antonio Valencia. Ekwadorczyk jest w wybitnej formie. Regularnie zalicza asysty, coraz częściej sam trafia do siatki rywali. Ktokolwiek otrzyma zadanie powstrzymania Valencii, musi nastawić się na ciężką pracę.

Kłopotem United będzie obsada bramki. Pod znakiem zapytania stoi występ Davida de Gei. Być może kolejną szansę otrzyma młody Ben Amos, któremu brakuje jeszcze doświadczenia w walce na najwyższym poziomie.

2. Niespodziewany kłopot bogactwa

Tottenham zacznie w poniedziałek główny test mistrzowskich aspiracji. Koguty zaczną piekielnie trudną serię meczów od potyczki z Liverpoolem, potem zmierzą się z Newcastle, Chelsea i Manchesterem United. Graczom z White Hart Lane przewodzą kapitalni Gareth Bale i Luka Modrić. Czy wspomniana dwójka jest w stanie poprowadzić Tottenham do triumfu na Anfield?

W czerwonej części Liverpoolu w lidze nie wygrał dotąd nikt, ale aż siedem drużyn wywiozło stąd remis. Przeciętny bilans zawodników Kenny’ego Dalglisha pomoże podreperować Luis Suarez. Urugwajczyk odcierpiał już długą karę zawieszenia. Snajper The Reds wraca głody gry i wypoczęty. Niespodziewana przerwa pomogła mu złapać oddech po wycieńczającym lecie z Copa America. Świeży Suarez może być śmiertelną bronią 18-krotnych mistrzów Anglii.

Urugwajczyk będzie miał do dyspozycji solidne wsparcie. Niemoc strzelecką we wtorek przełamali Andy Carroll i Dirk Kuyt. Regularnie do siatki trafia Craig Bellamy. Liverpool z nieszkodliwego zespołu, mają szansę przemienić się w zabójczo skuteczną drużynę. Obrońcy Tottenhamu muszą uważać na obudzony atak gospodarzy.

3. Debiuty transferów last minute

We wtorek zamknęło się okno transferowe w Anglii. Tradycyjnie towarzyszyło temu wzmożone handlowanie menedżerów Premier League. W 24. kolejce szansę na debiut otrzyma większość graczy, którzy 31 stycznia znaleźli nowy klub.

Największe oczekiwania dotyczą Nikicy Jelavicia z Evertonu. Chorwat kosztował sześć milionów funtów. Tę sporą kwotę odstępnego ma spłacać serią bramek dla The Toffees, którzy nie grzeszą skutecznością.

Szansę pokazania się nowym pracodawcom otrzymają też inni znani napastnicy. Bobby Zamora zaprezentuje się publiczności QPR na Loftus Road. Pavel Pogrebnyak ma strzelać na chwałę Fulham, a Papiss Cisse dla Newcastle.

Okazję na szybkie wejście do zespołu ma także David Pizarro z Manchesteru City. Chilijczyk może zastąpić Yaya Toure w roli łącznika obrony i ataku.

4. Desperacja Arsenalu

Rok 2012 nie mógł rozpocząć się gorzej na Emirates Stadium. Arsenal jeszcze nie wygrał ligowego meczu w nowym roku. Ostatnio mocno szwankuje obrona Kanonierów. Lekiem na kłopoty defensywy będzie zapewne Bacary Sagna, który wreszcie wrócił do składu. Francuz dobrze zaprezentował się w Boltonie i załatał dziurę na prawej stronie boiska.

Arsenal swoją kiepską passę może przełamać w starciu z Blackburn. W poprzednim meczu obu klubów sensacyjnie wygrali gracze Rovers (4:3). Teraz taki wynik wydaje się mało prawdopodobny. Tym bardziej, że w Blackburn zabraknie filaru obrony, Christophera Samby. Potężny defensor jest zdrowy, ale otwarcie wyraził chęć opuszczenia Ewood Park. Niesubordynowanego i niezadowolonego gracza menedżer Steve Kean woli trzymać poza kadrą meczową.

5. Powroty do Newcastle

Jednym z ciekawszych spotkań może być pojedynek Newcastle z Aston Villą. Teoretycznie faworytami są Sroki, ale w ich szeregach zabraknie mózgu drużyny, Yohana Cabaye. Bez Francuza oraz Cheika Tiote druga linia Newcastle prezentuje się znacznie słabiej. Luki musi łatać boczny obrońca Ryan Taylor.

To otwiera szansę dla podopiecznych Alexa McLeisha. Dwóch jego podopiecznych będzie szczególnie zmotywowanych na mecz w Newcastle. Shay Given oraz Charles N’Zogbia w przeszłości bronili barw Srok. Szczególnie dużo do udowodnienia ma ten drugi. N’Zogbia długo nie mógł zaaklimatyzować się w Aston Villi, ale w środę strzelił pierwszego gola dla klubu z Birmingham. Na jego poczynania muszą szczególnie uważać obrońcy Newcastle.

%d blogerów lubi to: