Archiwum

Posts Tagged ‘taktyka Aston Villi’

Granie w cieniu transferowego szału

Nie ma najmniejszych złudzeń – 31 sierpnia to w świecie futbolu czas handlu, wymian i kuszenia. Kibice ligi angielskiej są szczególnie rozpuszczeni emocjonalnym zamykaniem transferowego okna. Choć pewnie teraz śledzicie SkySports/BBC/Twittera, czy jakiekolwiek inne źródło – nie zapomnijcie, że jutro wraca granie na Wyspach. Na co warto zerknąć podczas zbliżającego się weekendu Premier League?

Transfer Deadline Day – święto kibiców (i Sky Sports)

1. Kto handluje ten żyje

Choćbym chciał (a nie chcę), nie sposób uciec od zmasowanej zmiany miejsc zamieszkania ważnych i znanych w angielskim futbolu. Premier League ma zwykle dwa bardzo nieprzewidywalne momenty – start sezonu, gdzie nie wiadomo kto się wzmocnił, a kto ma rok na straceniu oraz okolice trzeciej kolejki. Wtedy telefony agentów parzą, lotniska przeżywają nawał gwiazd piłkarskich, a każdy menedżer szuka oferty last minute.

Kurz opadnie w sobotę nad ranem. Wtedy zacznie się druga fala debiutów. W trzeciej serii meczów możemy się spodziewać nowych, znanych twarzy w lidze angielskiej: Julio Cesar z QPR (jak drużyna ledwie zipiąca nad strefą spadkową potrafi wyciągnąć triumfatora Ligi Mistrzów sprzed 2 lat?!), Esteban Granero z QPR (jak drużyna ledwie zipiąca nad strefą spadkową potrafi wyciągnąć porządnego technika z Realu?!), Pablo Hernandez ze Swansea (wybrał Walię zamiast Ligi Mistrzów w Valencii…), Maicon z Manchesteru City. Równie ekscytujące wydają się debiuty ogranych w Premier League, którzy szukają szczęścia w nowych drużynach – Moussa Dembele z Tottenhamu (to może być hit!), Andy Carroll z West Ham, Adam Johnson i Steven Fletcher z Sunderlandu, Scott Sinclair z Man City, Charlie Adam ze Stoke.

Okno transferowe zamykane w czasie sezonu to prawdziwe utrapienie w tworzeniu stabilności w drużyny. Ale szczerze? Niech zgłosi się kibic, który chętnie pozbyłby się tej zabawki pod koniec lata. 31 sierpnia to poza dniami meczowymi mój ulubiony termin piłkarskiego kalendarza.

2. Bezcenne punkty

Co z tego, że Liverpool stłamsił w środku pola Manchester City, jak wziął tylko remis? Co z tego, że The Reds coraz lepiej chwytają system Brendana Rodgersa? Co z tego, że Joe Allen wygląda na superpiłkarza? Chłopaki z Anfield robią rywalom przyspieszone święta i rozdają prezenty w obronie, stąd ledwie punkcik na koncie po dwóch grach.

Co z tego, że w Arsenalu znakomicie odszukał się Santi Cazorla? Co z tego, że obrona Kanonierów zaliczyła dwa czyste konta? Co z tego, że podopieczni Arsene Wengera tworzą najwięcej okazji strzeleckich w lidze? Na koncie bramkowym zespołu widnieje wciąż wielkie, okrągłe 0. Już teraz trzeba gonić za czołówką.

Hit na Anfield ugości dwie atrakcyjnie grające drużyny. Niech się cieszą piłkarscy esteci. Jednak strata punktu przez Liverpool lub Arsenal może oznaczać już bardzo pokaźne straty na inaugurację. Tu każdy weźmie 1:0 po samobóju.

3. Taktyczne rozterki Manciniego

Kto się nie rozwija, ten się cofa. Dlatego Roberto Mancini zakasał rękawy i stworzył nowe oblicze swojego zespołu. Mistrzowskie 4-2-3-1 z zeszłego sezonu przeplata 3-4-1-2, zaprezentowane w Liverpoolu lub podczas Tarczy Wspólnoty. Jeszcze wciąż za wcześnie na miarodajną ocenę nowego ustawienia, ale na Anfield nie wyglądało to kolorowo. Przegrana w środku pola, nieefektywne skrzydła, kompletny zanik Samira Nasriego i David Silva zmuszony do siedzenia na ławce – marna laurka.

Dlatego wiele wskazuje na to, że Mancini znów wróci do sprawdzonego systemu, w którym ma większą elastyczność w wyborze jedenastki. Królikiem doświadczalnym będzie QPR. Manchester City kontra QPR na Etihad Stadium – czy komuś to coś mówi, przypomina?:)

4. Układanka z Old Trafford

Urokliwie rozcięte udo Wayne’a Rooneya oznacza zmianę hierarchii w ataku Manchesteru United. Niewiele wskazuje, aby sir Alex Ferguson zmienił swój duet z ostatniego meczu: Robin van Persie i Shinji Kagawa, tym bardziej, że obaj strzelili po golu. Ale… W obliczu kontuzji Rooneya pojawia się szansa dla zakurzonego Javiera Hernandeza lub Danny’ego Welbecka.

Ciekawe też jak sir Alex rozwiąże kwestię ustawienia skrzydeł. Kto widział Naniego z Evertonem wie, że Portugalczyk dobrą formą nie grzeszy. A na stadionie Southampton to chyba Czerwone Diabły będą musiały się więcej wykazywać w kategoriach: kreatywność, rozegranie i rozbijanie defensywy.

5. Pobojowisko na WHL

W Tottenhamie brak punktów. Menedżer Andre Villas-Boas angażuje się w przewietrzenie zastanej stajni (szatni) i upuszczenie przez okna ducha poprzednika, stąd na wylocie z White Hart Lane jest długa kolejka zawodników. W takim pobojowisku trudno o normalność.

Jednak nareszcie skończyła się smrodliwa saga Luki Modricia. Wpadły gruuube miliony, które już są rozsądnie lokowane. Wspomniany Dembele powinien zadebiutować już z Norwich. Belg to znakomity drybler (vide mecz z Man United) i bezpardonowy obrońca, który wie, jak skutecznie wsadzić nogę po odbiór piłki. Widzę go świetnie wkomponowanego w trójkąt pomocników AVB, tuż za Gylfim Sigurdssonem.

6. Wczesny start

Everton i West Bromwich Albion zaczęły sezon wyjątkowo, mimo kalendarza sprzyjającego zwycięstwom jak kamieniste podłoże w hodowaniu ziemniaków. Dlatego ich bezpośrednie starcie, wbrew zdrowemu rozsądkowi, powinno być jednym z hitów trzeciej kolejki.

Steve Clarke poukładał WBA w systemie 4-2-3-1 z twardym Yacobem na defensywnym pomocniku. Jednak największy atut (w moich oczach) trzyma jako jokera. Romelu Lukaku na starcie rozgrywek jest najlepszym zmiennikiem Premier League. Silny i dynamiczny, rozstawiał po kątach obrońców Liverpoolu lub Tottenhamu o znanych nazwiskach. Równie wiele ciepłych słów należy się koledze Lukaku z reprezentacji Belgii, czyli Marouane Fellainiemu z Evertonu. Obaj zawodnicy biegają w różnych sektorach boiska, ale mają podobne atuty. Kto lepszy w wewnątrzbelgijskim starciu?

7. Stałość w uczuciach jest przereklamowana

Od momentu przejęcia QPR przez Tony’ego Fernandesa, zespół zmienia się diametralnie przy każdym oknie transferowym. Mark Hughes ma pieniądze na eksperymenty i wciąż szuka magicznej formuły zwycięstwa. Nie wyszło z zakupem Roba Greena na bramkę? Dawać mi Julio Cesara. I tak dalej…

Choć na Loftus Road wciąż nie jest kolorowo, klub potrafi przyciągać wielkie nazwiska. Cesar, Granero, Jose Bosingwa, Park Ji-Sung, David Hoilett – to robi wrażenie. W zamrażarce czeka dodatkowo Ricardo Carvalho. Trudno oprzeć się wrażeniu, że 2-3 lata temu zespół QPR miałby w kadrze nazwiska na miarę przynajmniej Ligi Europejskiej. Czy po zakończeniu transferów wreszcie nastanie epoka cementowania drużyny?

8. Villa, mamy problem

Paul Lambert przyszedł na Villa Park w roli zbawcy. Miał przecież zupełnie odmienić oblicze zespołu, który za kadencji Alexa McLeisha obrzydzał nawet swoich kibiców (niskie frekwencje to przejaw wotum nieufności fanów).

Prognozy były piękne. Aston Villa w pierwszym meczu zaczęła grać podaniami po ziemi, co z zachwytem zauważyli sympatycy klubu w przyśpiewkach. Skończyło się jednak porażką z West Hamem. Drugi mecz, już u siebie, okazał się jeszcze gorszy. The Villans nie umieli już nawet podawać. Osamotniony Darren Bent błąkał się gdzieś między stoperami Evertonu. Większe zagrożenie od reprezentanta Anglii niósł nienabity pistolet na wodę. Lambert musi błyskawicznie znaleźć sposób na tworzenie okazji, a stadion Newcastle nie będzie sprzyjającym miejscem na takie doświadczenia.

9. Nowy lider?

Swansea jeszcze mocniej się uzbroiło w ostatnich dniach transferów. Łabędzie strzelają na zawołanie i bronią dość skutecznie, co opisywałem w odrębnym tekście. W sobotę zwycięstwo na własnym Liberty Stadium nad Sunderlandem da im (na 99,999999%) pozycję lidera tabeli. Kto by pomyślał…

10. Piłkarze, na których warto rzucić okiem:

Robert Snodgrass – Norwich – zdolna lewa noga, która kręciła defensywą QPR aż miło. Byłego piłkarza Leeds na boisku wszędzie i dla niego samego trzeba zerknąć na Kanarki.

Hatem Ben Arfa – Newcastle – on spośród wszystkich Srok zaczął najlepiej. W tym momencie jest w TOP3 najlepszych dryblerów Premier League. Uczta dla oka.

Park Ji-Sung – QPR – na Etihad Stadium Rangersi będą często w obronie. Kibice Man United mogą zerknąć, jak bardzo wychodzi praca w defensywie ich staremu, dobremu Koreańczykowi.

Andy Carroll – West Ham – Młoty, zgodnie ze swoim przydomkiem, w ataku stawiają na ostro ciosaną grę. Przy wypożyczeniu Carrolla z Liverpoolu zdobyli chyba najlepszą dostępną broń do swojej taktyki. Reprezentant Anglii może zaliczyć wielkie pasmo sukcesów na Upton Park.

Reklamy

Taktyka z Premier League – 37. kolejka

W podsumowaniu taktycznych manewrów z Premier League szczególną uwagę poświęcam genialnej zmianie Roberto Manciniego, która dała mu bezcenne zwycięstwo w Newcastle. Poza tym przyglądam się defensywie Vincenta Kompany’ego, grze skrzydeł Manchesteru United i negatywnemu nastawieniu Aston Villi.

1) Zmiana roku

Czy zmiana rozgrywającego/skrzydłowego za defensywnego pomocnika może uprawnić funkcjonowanie ataku? Roberto Mancini udowodnił, że jak najbardziej. W 61. minucie zdjął z boiska Samira Nasriego i zastąpił go Nigelem De Jongiem. Zrobił to przy stanie 0:0 w spotkaniu, które musiał wygrać, aby znacząco przybliżyć się do mistrzostwa Anglii. Tym manewrem Mancini poprzestawiał swoich pomocników.

Do tego momentu Yaya Toure rzadko zapędzał się pod pole karne Newcastle, co widać na górnym wykresie otrzymanych podań (minuty 0-61). Jego rolą była ochrona tylnej formacji i inaugurowanie ataków blisko linii środkowej. Po zmianie funkcję tę przejął De Jong, a Toure przeniósł się pod bramkę rywali.

Pomocnik z Wybrzeża Kości Słoniowej teraz znacznie częściej pojawiał się w strefie ataku (dół wykresu). Na efekty nie trzeba było długo czekać. Krótka wymiana podań z Sergio Aguero zaowocowała pierwszym golem w meczu. Później wbiegnięcie Toure za plecy obrońców skończyło się pojedynkiem oko w oko z Timem Krulem (przegranym tylko przez pechowy poślizg). Na koniec Toure ruszył za kontrą, wdarł się w pole karne, przyjął podanie od Gaela Clichy’ego i przypieczętował wygraną The Citizens.

Mancini przyznał po meczu, że rozważał ustawienie Toure za napastnikiem od pierwszego gwizdka, ale zdecydował się na wariant z dwoma klasycznymi atakującymi. Jego wielkością było sprawne zreorganizowanie szeregów własnej drużyny w kluczowym momencie. Roszada z 61. minuty udowodniła przy tym, że charakter zmiany należy oceniać poprzez ustawienie nowego piłkarza (ewentualnie różnicę taktyki całego zespołu), a nie przez charakterystykę gracza meldującego się na boisku.

2) Lider obrony

Mecz Manchesteru City w Newcastle był zapowiadany, nie bez podstaw, za wyjątkowo trudny. Wiele kłopotów mieli sprawiać znakomici Senegalczycy w barwach Srok – Demba Ba i Papiss Cisse.

Dużą zasługą The Citizens było zmuszenie superstrzelców rywali do oddawania uderzeń z dystansu. Działo się tak ponieważ lider defensywy City Vincent Kompany często opuszczał swoją pozycję i wychodził daleko za napastnikiem.

Belg robił to w sposób rozsądny i uporządkowany. Jego interwencje zwykle kończyły się sukcesem. Widać to na wykresie działań w obronie (legenda: zielone romby – przechwyty, żółte krzyżyki – udane odbiory, żółte kółka – skuteczne wybicia i szare kreski – blokowane strzały).

Kompany udowodnił w Newcastle, że jest czołowym (najlepszym?) stoperem Premier League. Dzięki jego przywództwu City stracili najmniej goli w lidze.

3) Rozsądek Fergusona

Manchester United, świadomy wyniku z Newcastle, musiał koniecznie wygrać ze Swansea, aby przedłużyć nadzieję na obronę mistrzowskiego tytułu. Na Old Trafford było niemal pewne, że przyjezdni ustawieni w systemie 4-2-3-1 maksymalnie zagęszczą środek boiska (trzech środkowych pomocników) i zostawią nieco więcej miejsca w bocznych sektorach.

Dlatego sir Alex Ferguson zdecydował się na powrót do taktyki 4-4-2, gdzie najważniejsi są ruchliwi i zaawansowani technicznie skrzydłowi. Antonio Valencia z Ashleyem Youngiem mieli wygrywać indywidualne pojedynki na flankach i dostarczać piłki w pole karne Swansea. Duże znaczenie miał też fakt, że Łabędzie najgorzej w całej lidze radzą sobie w powietrznych pojedynkach (sześć wygranych główek na mecz).

Wynikiem strategii United było aż 50 dośrodkowań (góra wykresu). Za ilością centr poszła także ich jakość. Szczególnie wykazał się Valencia, gdyż to z jego strony boiska (prawej) Czerwone Diabły stworzyły sobie najwięcej okazji bramkowych (dół wykresu). Owocem dryblingu i podania Valencii był pierwszy gol, a sam Young zaliczył drugie trafienie w meczu.

Wygrana nad Swansea oznacza, że United wciąż mogą wygrać ligę. Potrzeba im do tego tylko (bardziej aż) remisu/wygranej QPR na Etihad Stadium i własnego zwycięstwa w Sunderlandzie.

4) Tak się nie zjedna kibiców…

Menedżer Alex McLeish podpadł kibicom na Villa Park pracą u lokalnego rywala – Birmingham City. Ale osiąganymi wynikami i stylem gry nie zjednał sobie niechętnych sympatyków.

Remisem z Tottenhamem Aston Villa zapewniła sobie utrzymanie w Premier League. Na tym kończą się jednak dobre wiadomości dla ekipy z Birmingham. Mecz z Kogutami stanowił kolejny w sezonie dowód ograniczenia ofensywnego w poczynaniach The Villans.

Od 50. minuty Villa grała w przewadze jednego zawodnika po czerwonej kartce Danny’ego Rose’a. Piłkarze McLeisha prowadzili wtedy 1:0 po szczęśliwym rykoszecie. Nie chcieli wykorzystać liczebnej przewagi i całą inicjatywę oddali Tottenhamowi. Widać to po wykresie podań w strefie ataku od 50. do 96. minuty. Villa zdołała wymienić tylko 19 dokładnych zagrań w pobliżu bramki rywala (żadnego w polu karnym Kogutów). Tottenham odwdzięczył się 50 udanymi podaniami.

Goście strzelili wyrównującego gola, mieli miażdżąca przewagę w posiadaniu piłki i oddanych strzałach, ale nie wykorzystali tego naporu. Villa dowiozła remis, ale negatywne nastawienie znane z kadencji McLeisha nie napawa optymizmem przed następnym sezonem w ekstraklasie.

%d blogerów lubi to: