Archiwum

Posts Tagged ‘taktyka’

Premier League do taktycznej tablicy – 11. kolejka

Na bloga wracają analizy, które umożliwia świetna aplikacja FourFourTwo Stats Zone. Dzisiaj przyjrzymy się uważne trzem meczom Premier League. Przeanalizujemy znaczenie roszad taktycznych Manchesteru City i Liverpoolu, udowodnimy wartość Paula Scholesa i pokażemy kogo powinien obawiać się Darren Bent.

1. Za wysoką obronę

Podania przyjęte przez Aguero (lewa) i podania na spalonego City (prawa)

Manchester City obrał klarowny plan na pokonanie Tottenhamu, którego trzymał się od pierwszej do 90. minuty: prostopadłe podania za linię obrony rywali. City chcieli skorzystać na zamiłowaniu Kogutów do wysokiego ustawiania defensorów. Tak kuszące, wolne miejsce tuż przed nosem bramkarza chcieli właściwie wykorzystać.

Realizacji tej strategii sprzyjał powrót do składu Davida Silvy. Hiszpan oraz Yaya Toure specjalizowali się w kreatywnych podaniach z głębi pola na wybiegających partnerów. Widać to choćby po ruchach Sergio Aguero – znaczna większość przyjmowanych przez niego podań wymagała ruchu bez piłki. Gracze The Citizens balansowali przy tym na krawędzi spalonego. Aż ośmiokrotnie dawali się łapać w pułapki rywali (prawa strona).

Mimo to, próbowali do samego końca. Pierwszy raz ryzyko opłaciło się w 55. minucie, gdy podanie lobem Toure spadło idealnie pod nogi wybiegającego Aguero. Argentyńczyk miałby okazję sam na sam, ale kompletnie zepsuł przyjęcie piłki. Nagroda za cierpliwość nadeszła w samej końcówce. Kolejny lob Silvy trafił na stopę superrezerwowego Edina Dżeko (jego bramki po wejściu z ławki dały City już dziewięć punktów!), który już wiedział, co zrobić w takiej sytuacji.

2. Mancini trzyma się swojego…

Znaczenie zmiany Maicona (lewa) i groźne dośrodkowania Brazylijczyka (prawa)

… i wygrywa. Włoski menedżer regularnie wprowadza w życie swój plan B w postaci ustawienia 3-5-2, które krytykowali już dziennikarze, analitycy brytyjskich stacji, a nawet piłkarze (przez Micah Richardsa). Upór Manciniego okazał się zbawienny w meczu z Tottenhamem. Opisane w pierwszym punkcie podania prostopadłe stanowiły sól ataków City. Jednak jednocześnie sprawiały, że ich ofensywa była wąska jak wąwóz w Termopilach.

Lekarstwo na tę dolegliwość pojawiło się w 57. minucie w postaci Maicona. Jego znaczenie na grę w końcówce widać na lewej stronie wykresu. Zmiana Brazyliczyka oznaczała przejście z ustawienia 4-2-3-1 do 3-5-2. Od tej pory Yaya Toure mógł już spokojnie rozciągać akcje na boki. Tam czekał Maicon, który korzystał z wolnych przestrzeni. Tottenham miał wyraźne problemy z nową formą ataku City. Po stronie Maicona był osamotniony Jan Verthongen, którego nie raczył wspierać Gareth Bale. Dzięki temu Brazylijczyk z Manchesteru mógł regularnie posyłać bardzo groźne dośrodkowania z prawego skrzydła (prawa strona wykresu).

Swoją drogą, Maicon był chyba najmniej spodziewanym aktorem do roli bohatera City. W niedzielnym meczu zagrał po raz pierwszy od blisko dwóch miesięcy. Poprzednim razem wyszedł na murawę przeciwko Realowi Madryt. Kto widział tamto spotkanie, pewnie pamięta jak Cristiano Ronaldo z Marcelo zrobili z niego króliczy pasztet. Mimo to był pierwszą opcją do zmiany w starciu z Tottenhamem… Odwaga Manciniego nie zna granic.

Czytaj dalej…

Reklamy

Taktyka z Premier League – 32. i 33. kolejka

Dlaczego Mario Balotelli jest bezużyteczny w obronie? Jak Norwich obroniło się przed Tottenhamem? Ile dla Newcastle znaczy Hatem Ben Arfa? Kto lideruje odrodzonemu Evertonowi? Odpowiedzi na taktyczne niuanse ze świata Premier League można znaleźć tuż poniżej.

1. Ach ten Mario

Mario Balotelli znowu skradł nagłówki gazet. Agresja Włocha zaowocowała wyrzuceniem go z boiska w meczu, który Manchester City musiał wygrać. The Citizens dali się zdominować w środku boiska. Ich rywal, Arsenal, miał także olbrzymią przewagę na prawej flance. Głównie dzięki defensywnej niekompetencji Balotelliego.

Roberto Mancini zdecydował się na głęboką obronę w dwóch liniach (po czterech zawodników w każdej). Jednym z ludzi odpowiedzialnych za defensywę został właśnie Balotelli. Miał on zastopować ofensywne wypady Bacary’ego Sagny oraz pomagać swojemu obrońcy w pilnowaniu Theo Walcotta.

Balotelli zawodził od samego początku. Z łatwością dawał się mijać podaniami. Bezmyślnie faulował na połowie Arsenalu i nie nadążał z powrotami za Sagną. Oddaje to górna część wykresu (tylko 1 z 3 prób odbioru była skuteczna). To jak przyjemne popołudnie na Emirates miał Sagna udowadnia dolna część wykresu. Widać na niej aż 13 (!) dośrodkowań francuskiego obrońcy, który bez problemu dochodził do pozycji tuż przy polu karnym City. Sagna miał niski wskaźnik celności wrzutek (tylko jedna dokładna), ale regularnie nękał defensywę rywali.

Mancini dopiero w 79. minucie zdecydował się na roszadę w tej strefie. Co ciekawe, zamiast ściągnąć Balotelliego, który niechybnie zmierzał do zebrania drugiej żółtej kartki, z boiska zdjął Samira Nasriego. Jego zastępca Alexandar Kolarov nie pozwalał już Sagnie na tak ofensywną grę.

2. Brawura Norwich City

Wyjazd na White Hart Lane to piekielnie trudna podróż dla każdego zespołu Premier League, nawet dla ścisłej czołówki. Do poniedziałku Tottenham przegrał u siebie tylko z klubami z Manchesteru. Przed meczem goście z Norwich nie mieli wielu powodów do optymizmu.

Jednak piłkarze Kanarków postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i nie czekać na ofensywne natarcia rywali. Zawodnicy Paula Lamberta odważnie naciskali na obrońców Tottenhamu, już od samego początku maksymalnie utrudniając rozgrywanie ataków. Efektem tego odbiory (góra) i przechwyty (dół) na połowie Tottenhamu zaznaczone na wykresie.

Dzięki tej strategii beniaminek na długi czas powstrzymywał składne rozegrania Kogutów. Po pressingu powstawały też szanse strzeleckie dla Norwich – jedno z takich przejęć skończyło się pierwszym golem dla Kanarków. Ekipa Lamberta udowodniła, że odwaga poparta umiejętnościami może popłacać nawet przy najtrudniejszych wyzwaniach.

3. Hatem I Wielki

Po przyjściu Papissa Cisse do Newcastle wydawało się, że diametralnie spadnie znaczenie Hatema Ben Arfy. Cisse stworzył duet napastników z Demba Ba i Newcastle zmieniło system z 4-4-1-1 (z Ben Arfą w roli ofensywnego pomocnika) na 4-4-2.

Francuz znalazł miejsce na prawej stronie pomocy. Skrzydłowym jest jednak tylko z nazwy. Za plecami atakujących Ben Arfa może sobie pozwolić na przeprowadzanie indywidualnych rajdów i na schodzenie w środkowe strefy boiska. Ben Arfa także znakomicie napędza kontrataki Srok.

Newcastle korzysta teraz z technicznych talentów Francuza. Przeciwko Boltonowi jego 7 skutecznych dryblingów (wykres) zrobiło różnicę decydującą o końcowym triumfie. Sroki z trudem przebijały się pod pole karne Kłusaków. Udawało się to po popisowych szarżach Ben Arfy. Efekt? Choćby pierwszy, powalający gol, podczas którego Francuz minął trzech defensorów Boltonu.

4. Powrót do macierzy

Przygoda Stevena Pienaara z Tottenhamem była krótka i mało satysfakcjonująca dla obu stron. Reprezentant RPA przesiadywał głównie na ławce rezerwowych. Koguty wypożyczyły skrzydłowego do Evertonu – klubu, z którego wykupiły go raptem rok wcześniej.

Na Goodison Park Pienaar udowadnia w pełni swoje walory. W nowym, starym zespole pociąga za większość sznurków w kreowaniu ataków. Notuje najwięcej kluczowych podań z całego zespołu i na koncie ma już cztery asysty.

Przy czym nie ogranicza się tylko do pracy przy linii bocznej. Na wykresie można zauważyć schemat podań zawodnika z RPA. Pienaar rozgrywał w każdej strefie boiska z równą intensywnością. W oczy rzuca się także duża dokładność podań – tym trudniejsza, im bliżej jest do pola karnego rywali.

Pienaar był ojcem przekonywującej wygranej nad Sunderlandem. Szkoda, że z powodów regulaminowych zabraknie go w sobotnim półfinale Pucharu Anglii z Liverpoolem. Evertonowi może bardzo brakować inwencji błyskotliwego pomocnika.

Milan jedną nogą w ćwierćfinale LM – analiza taktyczna

Milan z przytupem przełamał klątwę angielskich klubów. Dominacja Rossonerich nad Arsenalem nie podlegała dyskusji od pierwszego gwizdka. Milan zneutralizował wszystkie potencjalne źródła bramek u Kanonierów.

Mistrz Włoch w ostatnich trzech edycjach Ligi Mistrzów żegnał się z turniejem już w 1/8 finału. Za każdym razem na drodze mediolańczyków stawała drużyna z Anglii (Arsenal, Manchester United, Tottenham). Co więcej, wyspiarze za każdym razem zdobywali twierdzę San Siro. Trener Massimiliano Allegri zapowiadał przed środowym meczem, że bramkowe straty u siebie mogą być bardzo bolesne przed rewanżem. Allegriemu udało się zachować czyste konto. Milan przytemperował ofensywne zapędy Arsenalu.

Postaramy się zaprezentować naszą grę. Pojedziemy i będziemy atakować, tak jak to z pewnością będą robić rywale – zapewniał szkoleniowiec Kanonierów Arsene Wenger. Pomysły na zagrażanie bramce gospodarzy były nietrafione, co stanęło u podstaw bolesnej porażki w stolicy Lombardii.

Formacje początkowe

Spotkanie wielkich europejskich firm było zderzeniem dwóch odmiennych myśli taktycznych. Allegri zdecydował się na ustawienie 4-3-1-2, Wenger zaś na 4-3-3.

Siłą Milanu miał być silnie obstawiony środek pola z Kevinem Prince-Boatengiem łączącym atak z pomocą (trequartista). Zadanie ubezpieczenia linii obrony dostał Mark van Bommel.

Słabością taktyki Milanu jest zwykle zbyt wąskie ustawienie pomocników, a co za tym idzie, duże przestrzenie dla skrzydłowych przeciwnika. Wenger chciał skorzystać z tej szansy. Na bokach obrony umieścił Bacary’ego Sagnę i wracającego po długiej kontuzji Kierana Gibbsa. Obaj mieli wspierać z przodu Theo Walcotta oraz Tomasa Rosicky’ego. Zastanawiającym ruchem było pozostawienie na ławce szybkiego i odważnego Alexa Oxlade-Chamberlaina.

Nierozwinięte skrzydła Arsenalu

Główna broń Kanonierów nie funkcjonowała jednak prawidłowo. Rosicky od początku spotkania wolał zbiegać raczej w centralne sektory boiska.  Czech rzadko pojedynkował się z Ignazio Abate. Rosicky często był zmuszany do pracy w defensywie i pomagania Gibbsowi, choć powinno to wyglądać dokładnie odwrotnie.

Z drugiej strony kompletnie bezużyteczny okazał się Walcott. Angielskiego skrzydłowego blisko na swoim radarze trzymał Luca Antonini. 29-letni Włoch przykrył czapką pomocnika Arsenalu. Występ Walcotta okazał się tak bezowocny, że Wenger wycofał go z gry już na początku drugiej połowy.

Bocznych sektorów nie zbawili także obrońcy Sagna i Gibbs. W ich strefy regularnie zbiegali pomocnicy Milanu. Ruchem do linii bocznej przymuszali defensorów Arsenalu do pozostania głęboko na swoich pozycjach.

Jedyną zasługą Walcotta i Rosicky’ego w całym spotkaniu było powstrzymanie ofensywnych zapędów Abate i Antoniniego. Trener Allegri jak ognia bał się szybkich kontr rywali, dlatego nakazał swoim zwykle aktywnym obrońcom maksymalną koncentrację na działaniach z tyłu.

Przestrzeń za plecami obrony

Ograniczenie wpływu skrzydłowych Arsenalu otworzyło Milanowi prostą drogę do przejęcia kontroli nad losami spotkania. Rossoneri mieli co prawda niższe wskaźniki posiadania piłki oraz dokładności podań, ale ich rozegrania miały w sobie o wiele więcej polotu, dynamiki niż ataki rywali.

Milan wygrał dzięki sprawnej współpracy pomocników z napastnikami. Każdy z czterech goli dla włoskiej drużyny łączył w sobie dwa aspekty: 1) Błyskawiczne przejście z obrony do ataku/kontrowanie, 2) wykorzystywanie wysoko ustawionej defensywy Arsenalu.

Kanonierzy mają w tym sezonie wyraźne problemy z bronieniem dostępu do bramki. Arsenal cierpi szczególnie mocno, gdy musi głęboko się cofać.

Milan wykorzystał tę słabość do maksimum. Gracze Allegriego chętnie próbowali górnych przerzutów z drugiej linii w kierunku wbiegających Robinho, Zlatana Ibrahimovicia lub Boatenga. Mediolańczycy sześciokrotnie wpadali w pułapkę ofsajdową, ale balansowanie na krawędzi spalonego przyniosło gole numer 1, 2 i 4. Ibrahomović dodatkowo udanie utrzymywał piłkę na połowie Arsenalu, wcielał się w rolę klasycznego rozgrywającego. Efektem tego dwie asysty przy trafieniach Robinho.

Włoskiej drużynie rewelacyjnie wychodziło też przerzucanie ciężaru gry z jednego skrzydła na drugie. Akcje przenoszone były jednym długim podaniem tuż przed nosami obrońców rywala. Dzięki temu Milan zyskiwał bezcenną przestrzeń na rozgrywanie ataków.

Największym atutem taktyki Rossonerich miało być solidne obsadzenie środkowej strefy boiska. Zagęszczenie środka uniemożliwiło Arsenalowi skuteczną grę prostopadłymi podaniami. Przez większą część meczu zupełnie niewidoczny pozostawał as londyńczyków Robin van Persie.

Trójka pomocników Kanonierów biegała za daleko od siebie, co uniemożliwiało zawiązywanie serii dokładnych podań. Drużynie, która w Premier League zagrywa skutecznie 85% piłek w pierwszej połowie udało się podawać z ledwie 79% celnością.

Zmiany

Po przerwie Wenger od razu zdecydował się przemeblować ustawienie. Za Walcotta wszedł Thierry Henry, który ustawił się jako wysunięty napastnik w formacji 4-4-1-1. Przygaszony van Persie cofnął się na pozycję trequartisty, gdzie miał zdecydowanie więcej miejsca do manewrów. Wenger wycofał też Gibbsa za Oxlade-Chamberlaina. Nastolatek nie błyszczał, ale raz skutecznie zacentrował na głowę van Persiego.

Arsenal miał jedną znakomitą okazję na powrót z zaświatów, gdy szybki atak wolejem kończył holenderski napastnik. Uderzenie van Persiego świetnie bronił Christian Abbiati.

Gospodarze od początku drugiej połowy nastawili się na kontry. Z czterech obiecujących wypadów, dwa zakończyły się trafieniami do siatki Wojciecha Szczęsnego.

Milan nastawił się na obronę korzystnego wyniku i zachowaniu czystego konta. Wyraźnie pomógł w tym bezbłędny Thiago Silva, który dominował w powietrzu i łatał każdą dziurę w defensywie.

Podsumowanie

Nasze ustawianie się na boisku było wyśmienite i nie pozwoliło rywalom na stworzenie sobie dobrych okazji – powiedział po meczu Allegri i miał stuprocentową rację. Zawężony środek boiska i skuteczna obrona bocznych obrońców wybiła Arsenalowi z ręki wszelkie argumenty.

Milan zaprezentował wyjątkowo bezwzględny futbol. Rossoneri korzystali z przestrzeni za plecami defensywy rywali. Bezlitośnie punktowali londyńczyków w szybkich atakach.

Klęska Arsenalu oznacza w praktyce, że rewanż na Emirates powinien być już tylko formalnością. Kolejny angielski klub pożegna się z Ligą Mistrzów we wczesnej fazie. Honoru Wysp Brytyjskich w elitarnym turnieju bronić będzie już tylko niestabilna Chelsea.

Taktyka z hitów Manchester vs północny Londyn

W analizie strategii trenerów podczas 22. kolejki Premier League koncentruję się na meczach Manchester City – Tottenham oraz Arsenal – Manchester United. Zwracam uwagę na poskromienie Garetha Bale’a, rolę Jamesa Milnera, słabość prawej obrony Kanonierów oraz obiecujący występ Alexa Oxlade-Chamberlaina.

1. Bale powstrzymany

Tottenham ma w swoich szeregach oszałamiająco szybkich skrzydłowych – Garetha Bale’a oraz Aarona Lennona. Ich właściwe wykorzystanie mogło zapewnić Kogutom triumf na Etihad Stadium. Plan nie powiódł się, ponieważ bocznych pomocników zneutralizowali defensorzy Manchesteru City.

Wyjątkowo porządną pracę wykonał Micah Richards, który rywalizował z Bale’m. Na górnej części wykresu przedstawione są nieudane dryblingi Walijczyka z Tottenhamu. Widać, że aż sześć z nich miało miejsce na prawej stronie obrony City, a więc w strefie Richardsa. Bale w całym spotkaniu bardzo często próbował indywidualnych akcji, ale na dziewięć dryblingów udał mu się tylko jeden.

Zniechęcony Bale, który nie mógł swobodnie biegać blisko linii bocznej szukał sobie innego miejsca na boisku. Efektem solidnej defensywy na skrzydle było schodzenie Bale’a na środek. Z tej strefy, jak można zauważyć w dolnej części wykresu, oddał swoje wszystkie cztery strzały w tym meczu. Jeden przebłysk, czyli gol wyrównujący na 2:2, okazał się niewystarczający do końcowego triumfu na obiekcie The Citizens.

2. Zastępstwo Yaya Toure

Nieobecność Yaya Toure jest bardzo dotkliwa dla Manchesteru City. Reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej, obecnie walczący na Pucharze Narodów Afryki, to solidne spoiwo ataku i obrony. Toure zwykle zalicza najwięcej podań w zespole, ponadto dobrze ochrania tylną formację.

Lukę po Toure w spotkaniu z Tottenhamem wypełnił świetnie wypełnił jednak James Milner. Anglik po raz kolejny udowodnił swoją wszechstronność. Zadania skrzydłowego lub defensywnego pomocnika nie stanowiły dla niego większego wyzwania.

Na wykresie można dostrzec miejsca, w których Milner udanie wyłuskiwał futbolówkę spod nóg rywali. Widać, że jego praca na prawej stronie także przyczyniła się do powstrzymania Garetha Bale’a. Kluczową interwencją angielskiego pomocnika była ta z początku drugiej połowy, zaznaczona na linii pola karnego City. Wtedy Milner, jako ostatni obrońca, dogonił Bale’a i wślizgiem wyłuskał mu piłkę.

3. Koszmar Johana Djourou

Problemy zdrowotne bocznych obrońców odbijają się czkawką Arsenowi Wengerowi. Manchester United bezlitośnie wykorzystywał słabość prawej strony defensywy Arsenalu, na której grał Johan Djourou.

Szwajcarski obrońca od samego początku grał apatycznie, „na alibi”. Powoli przesuwał się na swojej pozycji. Do tego dawał się notorycznie ogrywać Naniemu oraz Patricowi Evrze. Na górnej części wykresu widać udane dryblingi Naniego. Portugalczyk pięciokrotnie mijał prawego defensora Arsenalu. Djourou zawinił też przy kryciu Ryana Giggsa, asystenta przy pierwszym golu dla Manchesteru United. Nic dziwnego, że Wenger zmienił Szwajcara już po 45. minutach.

Chęć uzyskania przewagi w strefie Djourou przejawia się także w dystrybucji podań Manchesteru (dół wykresu). Aż 24% zagrań (9%+9%+6%) odbywała się na lewej stronie (czyli prawej flance defensywy Arsenalu). Co ciekawe po zmianie Djourou na Nico Yennarisa (18 lat!) obrona Kanonierów wyglądała znacznie lepiej. Powrót do zdrowia i formy Bacary’ego Sagny będzie kluczowy dla walki londyńczyków o miejsce w czołowej czwórce.

4. 18-letnia iskra

Alex Oxlade-Chamberlain po raz pierwszy zagrał w podstawowym składzie Arsenalu w Premier League. Debiut w wyjściowej jedenastce był bardzo okazały. 18-latek był najjaśniejszą postacią ekipy Wengera.

Na wykresie można zobaczyć schemat podań młodego skrzydłowego. W oczy rzuca się spora ilość zagrań wewnątrz i blisko pola karnego Manchesteru United. Oxlade-Chamberlain zaliczył także ładną asystę przy golu Robina van Persiego. Równie ważne są strzałki wskazujące na rozciąganie gry przez gracza ściągniętego z Southampton. Oxlade-Chamberlain grał głównie na lewej flance, ale ustawiał się blisko linii, czym poszerzał pole gry Arsenalu.

Kreatywność piłkarza została doceniona przez sympatyków Kanonierów. Gdy w 74. minucie zastępował go Andrej Arszawin, zmiana ta została przyjęta gwizdami. Wenger bronił słuszności decyzji, ale nie zmienia to faktu, że pasywność Arszawina umożliwiła United zdobycie zwycięskiego gola. Trudno jednak otwarcie krytykować menedżera Arsenalu. Miał on bowiem świadomość, że młody Oxlade-Chamberlain nie jest gotowy na pełne mecze, tym bardziej tak intensywne jak ten przeciwko mistrzom Anglii.

Taktyczne wykresy z Premier League – 14. kolejka

Nowa kolejka ligowa to świetna porcja materiału do schematów taktycznych. W 14. serii spotkań Premier League wygrywali wielcy faworyci. Najciekawsze były pomysły menedżerów na grę obronną. Zapraszam do przeglądu strategii trenerów Chelsea, Manchesteru United i Stoke. Warto też przyjrzeć się grze autora czterech goli w jednym meczu – Yakubu z Blackburn. W dzisiejszym wydaniu aż osiem analizowanych wykresów!

1. Nowy pomysł Villas-Boasa

Spotkanie Newcastle z Chelsea było niezwykle emocjonujące. Obie drużyny stworzyły sobie mnóstwo sytuacji podbramkowych, ale to goście z Londynu ostatecznie wygrali. Szalę zwycięstwa przechyliła lepsza defensywa The Blues.

Menedżer Chelsea Andre Villas-Boas od początku sezonu próbuje wpajać swoim podopiecznym nową strategię defensywą, zakładającą wysokie ustawienie obrońców na boisku. Portugalczyk zmienił tę strategię już na początku sobotniego meczu. W 4. minucie David Luiz sfaulował wybiegającego na czystą pozycję Dembę Ba i od tego momentu Chelsea zaczęła bronić głęboko na własnej połowie.

Powyższy wykres prezentuje różnicę w nastawieniu defensywy Newcastle i Chelsea. W oparciu o schemat przechwytów widać, że The Blues częściej przejmowali piłkę blisko własnego pola karnego. Londyńczycy już dawno nie okopywali się przed swoją bramką. Nowa-stara strategia Chelsea (używana od czasów Jose Mourinho) wyjątkowo pasowała Johnowi Terry’emu, który zagrał świetne spotkanie. Kapitan zespołu, mniej zwrotny, znacznie lepiej czuł się w w obrębie własnego pola karnego.

Newcastle z kolei miało tendencje do przechwytywania podań rywali w okolicach linii środkowej. Sroki naciskały i wywierały presję w pomocy, ale zbyt często narażały się na kontrataki.

Obrońcy gospodarzy pozbawieni wsparcia i ochrony z drugiej linii nie radzili sobie z zatrzymywaniem szybkich natarć Chelsea. Właśnie takie wypady zapewniły przyjezdnym zdobycie wszystkich trzech bramek w meczu.

2. Lider Vidić

Nemanja Vidić doznał kontuzji w pierwszym meczu sezonu i pauzował dwa miesiące. Bez Serba Manchester United pozwalał rywalom na częste ostrzeliwanie bramki, dał sobie także wbić sąsiadom zza miedzy sześć bramek na Old Trafford. Od momentu, gdy Vidić wrócił do jedenastki Czerwonych Diabłów, drużyna straciła w lidze ledwie jednego gola w pięciu pojedynkach.

Wpływ kapitana United na zespół jest nie do przecenienia. Jego obecność na boisku zagwarantowała mistrzom Anglii spokojny wieczór na Villa Park. Aston Villa decydowała się na posyłanie długich piłek w kierunku napastników. Strategia gospodarzy spaliła na panewce przez Vidicia.

Jak pokazuje wykres, środkowy obrońca United wygrał aż siedem pojedynków główkowych (przegrał tylko jeden). Vidić dominował w powietrzu w okolicach własnego pola karnego. The Villans nie mieli innego pomysłu na rozgrywanie ataków, dlatego zasłużenie przegrali 0:1.

3. Błędna strategia Evertonu

Gracze Stoke wykorzystali swoje wszystkie atuty i zwyciężyli Everton na niegościnnym Goodison Park. Stoke schowało się za podwójną gardą i ofiarnie broniło dostępu do bramki. W ataku goście wykorzystywali stałe fragmenty gry i po jednym z rzutów rożnych zdobyli jedynego gola.

Everton przegrał mimo dominacji w posiadaniu piłki oraz większej dokładności podań. The Toffees postawili na ataki skrzydłami i częste dośrodkowania w pole karne.

Wykres udowadnia, że taka taktyka była chybiona. Cofnięci zawodnicy Stoke aż 68 razy wybijali piłkę w okolic własnego pola karnego. Na dolnej części wykresu widać, że Everton zaliczył 26 niecelnych dośrodkowań.

David Moyes ustawił swój zespół w najgorszy możliwy sposób. The Potters słyną z dobrej gry w powietrzu. Z tego powodu napastnicy Evertonu nijak nie zagrozili rosłym defensorom Stoke. Goście, choć w mało efektowny sposób, zasłużenie zgranęli komplet punktów.

4. Instynkt zabójcy

Bohaterem 14. kolejki Premier League był autor czterech bramek Yakubu. Nigeryjczyk to sprawdzony od lat łowca goli. W tym sezonie jego trafienia zapewniają Blackburn ważne punkty w walce o utrzymanie w lidze.

Yakubu jest dla Rovers o tyle cenny, że nie potrzebuje wielu okazji na celny strzał do siatki. Na wykresie widać schemat uderzeń napastnika Blackburn w spotkaniach z Swansea (góra) oraz Wigan (dół). W sobotę na skompletowanie czterech goli Yakubu potrzebował tylko pięciu prób.

Jeszcze lepszą skuteczność zaprezentował przeciwko Wigan i Arsenalowi. Zaledwie dwa oddane strzały znajdowały drogę do siatki. Jeśli Blackburn chce marzyć o pozostaniu w elicie angielskiego futbolu, Yakubu musi utrzymać prezentowany wysoki poziom.

5. Obrona to podstawa

Sir Alex Ferguson od klęski 1:6 z Manchesterem City dmucha i chucha na utrzymanie szczelnej obrony. Szkot w spotkaniach z słabymi lub średnimi ligowcami – Evertonem, Sunderlandem, Swansea i Newcastle dbał przede wszystkim o zabezpieczenie własnej bramki. Ostatnio Manchester United mniej niż na początku sezonu angażował się w ofensywie.

Podobny schemat utrzymał się w starciu przeciwko Aston Villi. Na wykresie można dostrzec jak wiele przechwytów (24) zaliczyło United w pobliżu własnego pola karnego. Ekipa sir Alexa Fergusona wcześniej notowała średnio 17 przejęć w każdym spotkaniu. Zwiększona ich ilość w sobotę wzięła się z uważnej gry głęboko ustawionej defensywy. Wynikała także z niechlujnego sposobu podawania Aston Villi. Długie piłki rzucane przez obrońców The Villans często stawały się łatwym łupem graczy z Manchesteru.

6. Latające Koguty

Tottenham od dwóch miesięcy jest na fali wznoszącej. Koguty wygrały dziesięć z 11 ostatnich meczów w Premier League. Na weekend londyńczycy dali kolejny popis swojej ofensywnej, atrakcyjnej dla oka gry.

Na zamieszczonym wykresie pokazującym celne podania Tottenhamu widać, jak często zawodnicy Harry’ego Redknappa przedostawali się w pole karne Boltonu. Koguty nie miały, szczególnie po czerwonej kartce dla Gary’ego Cahilla, żadnych problemów ze stwarzaniem dogodnych szans.

Jak podają statystycy WhoScored.com, gracze Tottenhamu zaliczyli w całym meczu aż 24 kluczowe podania, które doprowadziły do strzału na bramkę. Luka Modrić, Aaron Lennon i Gareth Bale brylowali w kreowaniu kolegom kolejnych okazji. O celności zagrań Kogutów świadczy też fakt, że najgorzej podający w drużynie Emmanuel Adebayor, posyłał piłkę z 75% skutecznością. Na tak ofensywny zespół z utalentowanymi rozgrywającymi trudno będzie rywalom w lidze znaleźć właściwe antidotum.

7. Oprawca Newcastle

Chelsea w starciu z Newcastle nastawiła się na uważną grę z tyłu. Dużym zaskoczeniem było, że zespół statystycznie najczęściej w Premier League utrzymujący się przy piłce, oddał inicjatywę rywalowi. The Blues postawili na błyskawiczne kontry, a te wychodziły im wspaniale.

Stało się tak dzięki Juanowi Matcie oraz Danielowi Sturridge’owi. Mata ze środka pola posyłał prostopadłe zagrania, które na strzały zamieniał angielski napastnik.

Wykres pokazuje schemat uderzeń Sturridge’a. Warto zwrócić uwagę na próby ataków po prawej stronie pola karnego. Lewonożny zawodnik dotąd wykazywał tendencję do ścinania akcji na swoją mocniejszą, lewą stronę. Przeciwko Newcastle Sturridge dryblował jednak do prawej nogi i nią oddawał groźne uderzenia. Anglikowi wyraźnie brakowało skuteczności, napotkał też świetnie dysponowanego Tima Krula. Dlatego tylko jeden z ośmiu strzałów znalazł drogę do siatki. Snajper Chelsea z powodzeniem mógł ustrzelić nawet hat-tricka.

8. Wilki górą

Wolverhampton przeżywało ostatnio spory kryzys, dlatego niedzielne zwycięstwo nad Sunderlandem przyniosło wiele ulgi na Molineux. Wilki, tradycyjnie już, skupiły się na wykorzystywaniu dużej ilości dośrodkowań. Wolves nastawili się na walkę w powietrzu i tę bitwę z Sunderlandem zdecydowanie wygrali.

Na wykresie wskazane zostało 27 miejsc, w których pojedynki główkowe na swoją korzyść rozstrzygali gracze Wolverhampton. Bardzo dużo główek Wilki wygrały na połowie gości. Właśnie po skutecznej walce o górne piłki padły oba gole dla gospodarzy. W całym spotkaniu podopieczni Micka McCarthy’ego przegrali ledwie osiem główek.

Premier League na wykresach – 13. kolejka

Dzisiejszą analizę taktyk menedżerów w Premier League zdominowały porównania. Pod lupę wziąłem końcówkę meczu na Old Trafford, nieskuteczność u siebie Liverpoolu i Swansea, rozwój Wojciecha Szczęsnego oraz świetną zmianę menedżera Norwich. 

1. Późna pobudka

Manchester United tylko zremisował z Newcastle na Old Trafford i nie odrobił straty do prowadzącego sąsiada zza miedzy. Mistrzowie Anglii za późno zabrali się do zmasowanych ataków. W pierwszej połowie to Newcastle rządziło w środku pola. Pomocnicy Srok spokojnie rozgrywali piłkę nawet na połowie Man United. Czerwone Diabły grały zbyt głęboko w obronie.

Oblicze spotkania zmieniło się diametralnie w ostatnim kwadransie. Powyższy wykres pokazuje różnicę w ilości, jakości i stylu podań Manchesteru (góra) i Newcastle (dół) od 75 minuty. Zawodnicy sir Alexa Fergusona szaleńczo atakowali, korzystając głównie z lewej strony boiska. Patrice Evra oraz Ashley Young posyłali wiele dośrodkowań w pole karne rywala. Oskrzydlanie akcji okazało się  dobrym pomysłem, ponieważ podania z bocznych stref docierały do napastników Manchesteru. Brakowało tylko dokładnego wykończenia.

Goście przetrwali, ponieważ uderzenia Javiera Hernandeza i spółki fenomenalnie bronił Tim Krul. Holenderski bramkarz Newcastle miał do pomocy ofiarnych obrońców, którzy w całym meczu zablokowali aż 11 strzałów (sam Steven Taylor zaliczył pięć bloków). W ataku przyjezdni koncentrowali się wyłącznie na wybijaniu piłek, nawet nie próbowali dłużej utrzymywać posiadania. Sroki Alana Pardewa były zmuszone do takiej gry, gdyż od 77. minucie bronili się w osłabieniu po czerwonej kartce dla Jonasa Gutierreza.

2. Kłopoty w domu

Liverpool zremisował na Anfield czwarty ligowy mecz z rzędu. W całym sezonie The Reds zdobyli u siebie ledwie 11 punktów w siedmiu spotkaniach- tyle co Stoke i Norwich.

Dotychczas podopieczni Kenny’ego Dalglisha kreowali sobie wiele szans na zdobycie goli, ale mieli wielkie problemy z wykorzystywaniem sytuacji. Podobnie było w starciu z Manchesterem City.

Liverpoolczycy opanowali środek pola (genialny Lucas, który pokrył Davida Silvę i Samira Nasriego) i częściej zagrażali bramce przeciwnika. Co z tego, skoro atakujący The Reds nie potrafili umieścić piłki w siatce.

Podobna sytuacja zdarzyła się już wcześniej podczas rywalizacji ze Swansea i Norwich. Prezentowany wykres pokazuje jak wiele strzałów oddawał Liverpool w meczach z Man City (góra) oraz Norwich (dół) u siebie. W oczy rzuca się duża ilość czerwonych strzałek oznaczających niecelne uderzenia.

Na Anfield Liverpool strzelał na bramkę przeciwnika łącznie 136 razy (19 razy na mecz). Zdobył tylko dziewięć goli. Zatem tylko niecałe 7% prób The Reds znajdowało drogę do siatki. Dla porównania, Chelsea na Stamford Bridge zamieniała na gole 16% strzałów (zdobyła ich 19).

3. Brak im ostrza

Podobny problem jak Liverpool ma Swansea. Łabędzie zaliczyły na Liberty Stadium aż cztery mecze bez zdobyczy bramkowej.

O ile Liverpool regularnie ostrzeliwuje golkiperów gości, tak Swansea znacznie rzadziej narusza ich spokój. Walijczycy mają drugą po Stoke najniższą średnią strzałów na własnym stadionie. Swansea znana jest z długiego rozgrywania krótkich podań, ale cierpi na brak wykończenia koronkowych akcji.

Tę słabość obnażyło niedzielne spotkanie przeciwko Aston Villi. Na wykresach można zaobserwować porównanie podań celnych (góra) i niecelnych (dół) w wykonaniu Swansea. Na pierwszy rzut oka widać, że Łabędzie praktycznie nie posyłali dokładnych zagrań w polu karnym The Villans. Próby dośrodkowań i zagrań w szesnastkę gości kończyły się w większości stratą piłki. Dość powiedzieć, że wysunięty napastnik Swansea Danny Graham nie oddał ani jednego strzału i został zmieniony w 56. minucie.

Styl Łabędzi jest wyjątkowo atrakcyjny, ale bez umiejętności sforsowania bloku defensywnego rywali, beniaminkowi z Walii będzie trudno o korzystne wyniki w Premier League. Swansea potrzeba głodnego goli atakującego lub zdolnego posyłać otwierające podania rozgrywającego.

4. Dojrzałość Szczęsnego

Arsenal miał wyjątkowo ciężką przeprawę z Fulham. Kanonierom zmęczonym po bojach w Lidze Mistrzów brakowało sił do prowadzenia szybkiej gry.

Jedną z ciekawostek, którą dało się zauważyć z tego przeciętnego spotkania była zmiana stylu podań Wojciecha Szczęsnego. Na wykresie widać porównanie zagrań Polaka z meczu przeciwko Fulham (góra) oraz z zeszłorocznego debiutu Szczęsnego w Premier League na Old Trafford (dół).

Po meczu z Manchesterem United chwalono go za udane obrony, ale został skrytykowany za pełne paniki i niedokładności wybicia. Przez niecały rok bramkarz Arsenalu dojrzał i poprawił grę nogami. Z Fulham pomylił się tylko przy jednym podaniu, podczas gdy przeciwko United posłał aż 20 niecelnych piłek. Szczęsny teraz inauguruje akcje przez zagrania do własnych obrońców, dzięki czemu Arsenal może częściej konstruować ataki pozycyjne.

5. Zwycięska decyzja

Spotkanie dwóch beniaminków na Carrow Road było wyrównane do 70. minuty. Wtedy menedżer Norwich zdecydował się na podwójną zmianę i wprowadził na plac gry Granta Holta (strzelca zwycięskiego gola) i Wesa Hoolahana, który asystował przy trafieniu na 2:1.

Na wykresie można dostrzec jak udanie podawał Hoolahan pod bramką QPR. Trzy podania posłał już wewnątrz pola karnego gości. Ofensywny pomocnik rozruszał ataki Norwich, szczególnie w przedniej strefie. Menedżer Paul Lambert udanymi zmianami potrafił przechylić zwycięstwo na szalę Kanarków.

Taktyczne tablice z Premier League – 12. kolejka

Dzisiejsze wydanie wykresów z Premier League zdominowały szlagiery Chelsea – Liverpool oraz Manchester City – Newcastle. Moją uwagę zwróciła agresywna gra napastników The Reds, sposób gry bocznych obrońców, wszechstronność Jamesa Milnera i Yaya Toure oraz odrodzenie Michaela Carricka z Manchesteru United.

1. Na ostrzu brzytwy

Liverpool odniósł bezcenne zwycięstwo na Stamford Bridge i utrzymał kontakt z czołówką tabeli Premier League. The Reds świetnie zaprezentowali się w pierwszej połowie szlagieru 12. kolejki. Zawodnicy Kenny’ego Dalglisha rzadziej niż Chelsea utrzymywali się przy piłce, ale stwarzali więcej okazji strzeleckich dzięki odbiorom futbolówki w okolicach pola karnego gospodarzy.

Powyższy wykres pokazuje miejsca, w których liverpoolczycy faulowali swoich przeciwników. Widać, że aż 10 przewinień miało miejsce na połowie The Blues. Tak wysoka ilość fauli wynikała z agresywnego doskakiwania i podwajania obrońców Chelsea przez napastników Liverpoolu. Trzykrotnie taka presja zaowocowała przejęciem i szybką kontrą. Jedna z nich, ta z 33. minuty, zakończyła się bramką Maxiego Rodrigueza.

Liverpool rzadziej stosował podobne manewry w drugiej połowie spotkania. Między innymi z tego powodu, Chelsea dogoniła The Reds i była bliska zremisowania meczu. Marzenia gospodarzy o punktach przekreślił indywidualny popis Glena Johnsona, który zdobył w końcówce gola na wagę zwycięstwa.

2. Liverpoolska oaza spokoju

Ekipa z Anfield swój sukces oparła także na skutecznej obronie dostępu do własnej bramki. W pierwszej części nie pozwolili Chelsea stworzyć żadnej dogodnej szansy z otwartej gry. Sytuacja zmieniła się od gwizdka wznawiającego mecz po przerwie, kiedy The Blues rzucili się do odrabiania strat.

Liverpool dał sobie wbić bramkę, ale zapobiegł utracie kolejnych, które wydawały się kwestią czasu. Wielkie brawa za taki obrót rzeczy należą się przede wszystkim Lucasowi Leivie.

Wykres przestawia miejsca, w których Brazylijczyk przewidywał zagrania przeciwników i zabierał piłkę. Do pokazanych sześciu przechwytów dodał pięć odbiorów na ziemi. Lucas, najlepszy gracz Liverpoolu w zeszłym sezonie, potwierdza swoją bezcenną wartość dla klubu i w tych rozgrywkach.

3. Skrzydłowi w przebraniu obrońcy

Współczesne trendy taktyczne w piłce nożnej wymuszają aktywność bocznych defensorów w grze z przodu. Weekend w Premier League po raz kolejny udowodnił, jak wielkie znaczenie dla przebiegu meczów ma praca prawego i lewego obrońcy.

Przykłady? Glen Johnson harował w ataku i strzelił zwycięskiego gola dla Liverpoolu. Andre Santos zaliczył niemal tyle samo podań co główni rozgrywający Arsenalu, większość na połowie przeciwnika. Największy wpływ na losy spotkań mieli natomiast Nicky Shorey z West Bromu oraz Micah Richards z Manchesteru City.

Na załączonym wykresie można zauważyć jak wysoko na boisku ustawieni byli obaj zawodnicy. Shorey i Richards często biegali bliżej bramki rywala od nominalnych skrzydłowych swojego zespołu. Taka strategia służyła rozciąganiu defensywy oponenta i stwarzaniu miejsca w środku dla wbiegających napastników.

Shorey w rywalizacji przeciwko Boltonowi zaliczył kluczową asystę, jego podania aż pięciokrotnie otwierały kolegom możliwości strzałów. Richards z kolei sam strzelił bramkę, a także dał się sfaulować w polu karnym. Fabio Capello musi poważnie przemyśleć powołania do reprezentacji, bo Richards w tej dyspozycji musi należeć do kadry Anglików.

4. Wszędobylscy

Wygrana Manchesteru City z Newcastle w meczu niepokonanych dotąd zespołów, nie podlegała dyskusji. Liderzy tabeli Premier League zaprezentowali kapitalną wymienność pozycji, która umożliwiła sforsowanie solidnej defensywy Newcastle.

Sukces City wynikał w dużej mierze z gry Jamesa Milnera i Yaya Toure. Na wykresie możemy zauważyć dystrybucję podań obu pomocników. Już na pierwszy rzut oka widać wszechstronność piłkarzy. Milner, w wyjściowym ustawieniu lewy skrzydłowy, biegał po całej długości boiska, spajając ataki City. Toure z kolei mądrze rozrzucał grę na boki. Bardzo często, jak na defensywnego pomocnika, wbiegał w okolice pola karnego Newcastle. Obrońcy Srok nie umieli znaleźć sposobu na powstrzymywanie rozpędzonego reprezentanta Wybrzeża Kości Słoniowej.

5. Perfekcjonista z Old Trafford

Manchester United odrobił lekcję z derbów miasta. Sześć straconych goli przeciwko City zmusiło sir Alexa Fergusona do większego zbalansowania zespołu. Od porażki z The Citizens, United wygrali trzy kolejne mecze 1:0, grając uważnie w defensywie.

Nowym pomysłem Fergusona zaprezentowanym w spotkaniu ze Swansea było wprowadzenie do składu Michaela Carricka. Anglik wcześniej wystąpił w trzech starciach w Premier League (ledwie raz w wyjściowej jedenastce). Właśnie 30-latek okazał się kluczem do triumfu na niegościnnym Liberty Stadium.

Carrick  harował w obronie, zaliczając pięć odbiorów oraz cztery przechwyty. Wraz z kolegami świetnie realizował plan naciskania obrońców Swansea, którzy rozgrywali piłkę.

Dodatkowo pomocnik United, co pokazuje wykres, stanowił tempomat dla ataków mistrzów Anglii. Na 96 podań pomylił się tylko 4 razy, co daje rewelacyjną skuteczność zagrań na poziomie 96%.

%d blogerów lubi to: