Archiwum

Posts Tagged ‘Thierry Henry’

Radość z goli, czy płacz nad obroną?

41 goli w 10 meczach Premier League. Ekscytacja znów wylewała się z boisk ligi angielskiej, ale w Nowy Rok wchodzę nieco zaniepokojony. Czy obrona na Wyspach stała się sztuką zapomnianą? Optymizm przywracają jednak ożywione i miłe wspomnienia. Zapraszam do podsumowania ostatniej kolejki ligowej w niezwykłym 2012 roku.

1) Rozpacz defensywna

Nie ma już za kim gonić, Clincie Hillu

Newcastle strzeliło po trzy gole na Old Trafford i Emirates Stadium. Wyjechało bez punktów i z bagażem 11 straconych bramek. Aston Villa w trzy kolejki w przeciągu tygodnia dała sobie nawrzucać 15 trafień (w sobotę przy stanie 0:3 kibice zaczęli wychodzić ze stadionu już w 57. minucie!). Gole stanowią sól piłki nożnej. Decydują o wygranej i porażce. Ich oglądanie dla neutralnego kibica jest wciągające, ale czy nie warto zastanowić się jakością brytyjskich formacji obronnej?

Trzeba wrócić do lutego 2011 roku, aby odnaleźć kolejkę bardziej obfitującą w celne strzały. Worek bramek, szczególnie ten tracony przez liderów ligi (Manchester City i Arsenal po trzy), musi wyjątkowo cieszyć konkurencję w Europie.  W Bundeslidze najlepsza obrona (Bayern) dała sobie wbić siedem bramek w 17. kolejkach, w Serie A ( Juventus) 11 w 18. kolejkach, a w La Liga (Malaga) 12 w 17. kolejkach. Angielscy liderzy ze Stoke stracili w 20 meczach już 17 gola. W miniony weekend nie zrobili najlepszej reklamy angielskiemu futbolowi, jako najlepsza defensywa ligi. Zawstydzające pomyłki i samobój The Potters pozwoliły słabemu na wyjazdach Southamptonowi wywieźć remis 3:3.

W Anglii piłka wpada do siatki po błędach indywidualnych (prezent Jamesa Collinsa dla Reading), złej asekuracji (dowolnie wybrana bramka przeciwko Newcastle), przegranej walce po dośrodkowaniach (Arsenal) – całe spektrum błędów. Popisowe występy Vincenta Kompany’ego i Sylvina Distina stanowiły tylko wyjątek od reguły (ich kluby i tak straciły łącznie pięć goli). Prawdziwą tragedię defensywną zaserwowało QPR w pół godziny po rozpoczęciu meczu u siebie z Liverpoolem. Antybohater nr 1, Clint Hill, trafił na długą już listę ofiar traumy spowodowanej Luisem Suarezem. Stoper Rangersów przyczynił się do wszystkich trzech trafień The Reds. Defensywa The Hoops była zupełnie rozbita, a najlepiej podsumowała to reakcja Armanda Traore, który przy drugim trafieniu gości zwyczajnie rozłożył ręce…

Czystym kontem popisał się Manchester United, ale w tym sezonie klub dzisiejszego jubilata sir Alexa Fergusona (wszystkiego najlepszego!) już sporo nagrzeszył karkołomną obroną. Efekty dobitnie pokazała tegoroczna Liga Mistrzów, gdzie Chelsea i Manchester City zostały zwyczajnie rozklepane taktycznie, a Arsenal pokpił szansę na wyjście z łatwej grupy z pierwszego miejsca. Nie zdziwię się zupełnie, gdy w marcu 2013 w europejskiej elicie będzie próżno szukać jakiegokolwiek brytyjskiego przedstawiciela. Nie teraz, nie z takimi defensywami.

Czytaj dalej…

Reklamy

Migawki z 2012 roku (video)

Poprzedni sezon Premier League został wybrany najlepszym w historii rozgrywek. Nie bez kozery. 2012 rok w angielskim futbolu wypełniały chwile czystej ekscytacji, łez i śmiechu. Oto minione 12 miesięcy brytyjskiej piłki w pigułce (uwieńczone filmami z opisywanych wydarzeń).

Moment roku: gol Sergio Aguero przeciwko QPR

Manchester City potrzebował zwycięstwa u siebie nad walczącym o życie QPR, aby przypieczętować pierwsze mistrzostwo od 1968 roku. Wcześniej City wygrali 17 z 18 meczów na Etihad. Mimo oddania 42 strzałów, gospodarze do 92. minuty sensacyjnie przegrywali 1:2. Wtedy wyrównał Edin Dżeko. Trzy minuty później 44. strzał City w meczu, tym razem autorstwa Sergio Aguero sprowadził trofeum mistrzowskie z powrotem na Etihad. To był ostatni akt sezonu, jak się okazało – najważniejszy.

Piłkarz roku: Robin van Persie

32 ligowe gole w roku kalendarzowym – 20 dla Arsenalu i 12 dla Manchesteru United. Do tego dołożone dziewięć asyst. Van Persie sprzątnął innym indywidualne zaszczyty i został wybrany Piłkarzem Sezonu Premier League przez piłkarzy, dziennikarzy oraz kibiców. Holender w pojedynkę zaciągnął Arsenal na podium i Ligi Mistrzów. W poszukiwaniu trofeów przeniósł się na Old Trafford, gdzie współpraca z Waynem Rooneyem wydobywa z niego wszystko, co najlepsze. Sir Alex Ferguson dobrze wydał każdego pensa z 24 milionów funtów odstępnego za RVP.

Gol roku: Papiss Cisse przeciwko Chelsea

Bramka Senegalczyka najlepiej oddała fenomen Newcastle w pierwszej połowie roku. Sroki wytrwale biły się o strefę Ligi Mistrzów i robiły to spektakularnie. Cisse zapewnił zwycięstwo na stadionie Chelsea po rewelacyjnym uderzeniu z podbicia, które zaprzeczyło prawom fizyki i przelobowało Petra Cecha. Nawet przegrany w tym spotkaniu Didier Drogba nie omówił sobie szerokiego uśmiechu z powodu gola Cisse. – To była zdumiewająca bramka – zachwycał się menedżer Newcastle Alan Pardew.

Czytaj dalej…

Jedenastka 25. kolejki EPL, Adebayor najlepszy

Opinię publiczną w Anglii najbardziej zajmuje sprawa Suarez konta Evra, ale warto też spojrzeć na czysto piłkarską stronę weekendu Premier League. Kapitalnie zaprezentowały się Tottenham i West Bromwich – te kluby zdominowały jedenastkę 25. kolejki. Świetne wrażenie pozostawił swoim występem Emmanuel Adebayor. W sobotę z ligą angielską po raz drugi pożegnał się Thierry Henry.

Emmanuel Adebayor

Jedenastka 25. kolejki (1-3-4-3):
BR: Brad Friedel (1*, Tottenham)
ŚO: Jonny Evans (2, Manchester United)
ŚO: Jonas Olsson (1, West Brom)
ŚO: Sylvain Distin (2, Everton)
PP: James Morrison (1, West Brom)
ŚP: Gareth Barry (1, Manchester City)
ŚP: Steven N’Zonzi (1, Blackburn)
LP: Steven Pienaar (1, Everton)
N: Peter Odemwingie (2, West Brom)
N: Emmanuel Adebayor (4, Tottenham)
N: Louis Saha (1, Tottenham)
* razy w jedenastce kolejki

Gracz kolejki: 

Emmanuel Adebayor (Tottenham) – Togijczyk przeciwko Newcastle zaliczył mecz jak z bajki. Był zaangażowany przy strzeleniu każdej z pięciu bramek Kogutów podczas demolki ekipy Alana Pardewa. Adebayor zapisał na swoim koncie cztery asysty, raz sam trafił do siatki. Znakomicie wyglądała jego współpraca z nowym Kogutem, Louisem Sahą.

Mecz kolejki: 

Swansea – Norwich 2:3 – elektryzujące beniaminki nie zwalniają tempa. Na Liberty Stadium zafundowały kibicom prawdziwy spektakl. Najpierw na prowadzenie wyszły Łabędzie, ale Norwich odpowiedziało trzema trafieniami. W końcówce gospodarze zbliżyli się do Kanarków. Swansea miała w końcówce dwie świetne szanse na wyrównanie wyniku, ale John Ruddy nie dał się pokonać. Mimo, że padło aż pięć goli, obaj bramkarze zaprezentowali wielkie umiejętności.

Gol kolejki: 

Mark Davies (Bolton) – pomocnik Kłusaków omal nie rozerwał siatki po atomowym uderzeniu prostym podbiciem. Fenomenalne trafienie Daviesa było jednak zaledwie otarciem łez fanów Boltonu. Drużyna Owena Coyle’a przegrała kluczowy mecz z ostatnim w tabeli Wigan.

Podanie kolejki: 

Landon Donovan (Everton) – The Toffees znów zawstydzili potentata Premier League na Goodison Park. Ofiarą Evertonu była tym razem Chelsea. Świetnie prezentowali się skrzydłowi klubu z Liverpoolu. Donovan popisał się piękną asystą przy golu Denisa Stracqualursiego. Prostopadłe zagranie Amerykanina otworzyło koledze szansę do pojedynku oko w oko z bramkarzem The Blues.

Parada kolejki: 

Joe Hart (Manchester City) – Roberto Mancini przyznał po meczu, że zadaniem Harta jest utrzymywać koncentrację i ratować zespół jedną świetną interwencją. City prowadziło na Villa Park, ale w końcówce przebudzili się gospodarze. Po jednym z dośrodkowań blisko bramki znalazł się Darren Bent. Anglik uderzył z półobrotu, ale jego próbę zniweczył Hart. Młody golkiper zachwycił refleksem i zapewnił swojej ekipie bezcenne zwycięstwo.

Moment kolejki: 

Thierry Henry (Arsenal) – powrót Henry’ego do ligi angielskiej należy uznać za bardzo owocny. Może Francuz nie demolował linii obronnych rywali tak jak kiedyś, ale jego instynkt strzelecki okazał się bezcenny. Henry trafił na wagę awansu w Pucharze Anglii. Tuż przed odlotem do Stanów Zjednoczonych, w sobotę, dał Kanonierom ważny triumf nad Sunderlandem. Gol w doliczonym czasie gry wepchnął Arsenal na czwarte miejsce w tabeli. Henry pożegnał się z Premier League z godnym siebie przytupem.

Kontrowersja kolejki: 

Luis Suarez (Liverpool) – brak uścisku dłoni Suareza i Patrice Evry wywołał burzę w piłkarskiej Anglii. Urugwajczyka z miejsca potępiły brytyjskie media. Wczoraj Liverpool oraz sam Suarez przeprosili za ominięcie Evry w przedmeczowym przywitaniu na Old Trafford. Sprawa o podłożu rasistowskim rozgorzała na nowo, a relacje między Liverpoolem i Manchesterem United napotkały kolejną przeszkodę.

Zapis video z kontrowersyjnego momentu (a także poprzednich słynnych „przywitań” w Premier League) można znaleźć pod tym adresem.

Zapraszam także na ciekawe statystyki Opta z 25. kolejki Premier League.

Pięć faktów przez 21. kolejką EPL

W Anglii po pucharowej przerwie wracają zmagania ligowe. W najciekawszym meczu 21. kolejki Chelsea zmierzy się z Sunderlandem. Podczas tego weekendu warto też zwrócić uwagę na amerykański zaciąg, powrót do trenerki Marka Hughesa, starcie kochających podania Swansea z Arsenalem oraz przyjemny kalendarz ekip z Manchesteru.

Koledzy w Los Angeles, rywale w Anglii - Robbie Keane i Landon Donovan

1. Posiłki z Ameryki

Styczniowe okno transferowe w Premier League dotąd upływa głównie pod znakiem powrotów. Wielkie postaci w historii ligi – Thierry Henry i Robbie Keane – postanowiły poświęcić przerwę w rozgrywkach Major League Soccer na pojedynki w Anglii. Podobną drogą podążył Landon Donovan, który dołączył na kilka tygodni do Evertonu.

Trio z USA wniesie do swoich zespołów bezcenną porcję doświadczenia. Z upływem lat ubyło im dynamiki, ale znacznie lepiej czytają grę, mogą zostać też inspiracją dla młodszych kolegów. Zaprezentowali postawę godną pochwały. Wakacje w Los Angeles lub Nowym Jorku zamienili na codzienne treningi i najbardziej wymagające rozgrywki na futbolowej mapie. Prawdziwa miłość do piłki.

Keane i Donovan, koledzy klubowi z LA Galaxy, już na początek nowej przygody z Premier League zmierzą swoje siły. Aston Villa Keane’a podejmie u siebie w sobotę Everton Amerykanina. Henry na ponowną szansę gry w angielskiej ekstraklasie poczeka do niedzieli.

2. Zmiana warty w QPR

Mark Hughes wytrzymał ponad pół roku poza ławką trenerską. Po udanej przygodzie z Fulham (ósme miejsce w zeszłym sezonie), analizował mecze w stacji Sky Sports. W niedzielę po raz pierwszy poprowadzi do boju Queens Park Rangers. Londyńczycy pojadą na trudny teren do Newcastle.

QPR w ostatnich ośmiu meczach aż sześć razy przegrywało, remisując dwukrotnie. Tak fatalna seria zakończyła się zwolnieniem Neila Warnocka. Dla Warnocka, lubianego przez dziennikarzy za szczerość wypowiedzi, Premier League okazała się zbyt wysokimi progami.

Pierwsza tegoroczna zmiana trenerów, ta w Sunderlandzie, okazała się strzałem w dziesiątkę. Czy podobnie będzie w przypadku QPR? Pewne jest jedno – Rangersi aktywnie spędzą okres transferowy. Nowy menedżer zawsze chce uzupełnić skład swoimi ludźmi. Pierwszymi celami Hughesa w QPR jest ściągnięcie na Loftus Park Alexa z Chelsea oraz Christophera Sambę z Blackburn.

3. Niejasny faworyt

W najlepiej zapowiadającym się spotkaniu kolejki Chelsea podejmie u siebie Sunderland. Zwykle The Blues byliby murowanymi faworytami do sięgnięcia po trzy punkty. Ale Czarne Koty zamieniły się w lwy pod okiem Martina O’Neilla. Od przyjścia nowego menedżera (sześć spotkań) Sunderland zdobył 13 punktów – tylko Tottenhamowi udało się w tym czasie uzbierać więcej „oczek”. Dla porównania, pod wodzą Steve’a Bruce’a klub z północy Anglii w 14. kolejek uciułał ledwie 11 punktów.

O’Neill dokonał roszad w składzie. Odważnie postawił na młodego skrzydłowego Jamesa McCleana. Ważną rolę w zespole ma też często pomijany przez Bruce’a David Vaughan, który zaufanie nowego szefa odpłacił już dwiema bramkami.

Chelsea z meczów przeciwko Sunderlandowi ma praktycznie same dobre wspomnienia. W ostatnich 14 potyczkach aż 13 razy wygrywała. Jedyna porażka zdarzyła się w zeszłym roku na Stamford Bridge. Zwycięstwo Czarnych Kotów 3:0 było jedną z największych sensacji poprzedniego sezonu.

Gospodarzy do zwycięstwa ma poprowadzić Fernando Torres. Hiszpan ostatnio odkleił się od ławki rezerwowych. W meczu z Wolverhampton udanie kreował sytuacje swoim kolegom. Teraz na jego braki spadnie odpowiedzialność za trafianie do siatki, po tym jak na Puchar Narodów Afryki wyjechał Didier Drogba.

4. Dla purystów

Mecz Swansea i Arsenalu na Liberty Stadium będzie najlepszym wyborem dla kibiców kochających długie wymiany podań. Oba zespoły świetnie posługują się piłką. Są w czołówce najwięcej i najcelniej podających oraz drużyn długo utrzymujących posiadanie (Arsenal 59%, Swansea 56%).

Różnica w podejściu obu klubów leży w strefach operowania podaniami. Swansea preferuje rozegrania z tyłu lub środku boiska. Warto zauważyć, że najwięcej podań w meczach średnio notuje stoper Ashley Williams. Arsenal woli przebywać na połowie przeciwnika.

Nastawienie Swansea owocuje znakomitym bilansem defensywnym. Na Liberty Stadium Łabędzie straciły ledwie cztery gole, sześciokrotnie zachowując czyste konto. Ze sforsowaniem bloku obronnego Kanonierzy będą musieli sobie radzić bez Gervinho. Na jego miejsce wskoczy najprawdopodobniej Andrei Arshavin, który jednak w tym sezonie notorycznie zawodzi oczekiwania. Może to szansa na kolejny błysk Thierry’ego Henry?

Arsene Wenger znacznie większy problem będzie miał z zestawieniem linii obrony. Z powodu kontuzji pauzuje sześciu defensorów, w tym wszyscy nominalni boczni. Menedżer Arsenalu został z pięcioma zdrowymi obrońcami, wśród których znajdują się Ignasi Miquel i Sebastien Squillaci – gracze nie pasujący do klubu o największych ambicjach.

5. Szansa na odbicie

Ostatnie tygodnie nieco popsuły humory w Manchesterze. United przegrali dwa ostatnie ligowe potyczki, City zaś ulegli w trzech z minionych czterech spotkań. The Citizens polegli w prestiżowych derbach z Czerwonymi Diabłami, a także są na krawędzi pożegnania się z Pucharem Ligi.

Możliwość podreperowania stanu punktowego w 21. kolejce wydaje się bardzo prawdopodobna. United będą u siebie gościć Bolton. Kłusaki odbiły się od dna ligowej tabeli, ale nadal znajdują się w strefie spadkowej. Prawdopodobnie na Old Trafford bramki Boltonu będzie strzegł Adam Bogdan. Węgier dwukrotnie grał w tym sezonie w lidze i za każdym razem zaliczał koszmarne wpadki. Na początku stycznia dał sobie strzelić gola golkiperowi Evertonu z ponad 80. metrów. Wayne Rooney i Danny Welbeck powinni więc jak najczęściej testować niepewnego przeciwnika.

City zamkną ligowe zmagania w poniedziałek meczem z Wigan. W zespole Roberto Manciniego zabraknie kręgosłupa drużyny – Vincenta Kompany’ego, Yaya Toure i prawdopodobnie Davida Silvy. Nieobecność Hiszpana fatalnie wpływa na potencjał ofensywny The Citizens. Liderowi tabeli przyda się ktoś, kto będzie potrafił rozerwać ciasną obronę Wigan. The Latics zapewne wyjdą z ustawieniem z pięcioma defensorami. Taki system dał im remisy z Chelsea oraz Liverpoolem.

Powrót piłkarskiego romansu

W czasach, gdy piłkarze stali się multimilionerami, gwiazdy stanowią niemal boski obiekt uwielbienia, a media śledzą każdy krok zawodników coraz mniej miejsca pozostaje na futbolowe romanse. Minione dni ożywiły przykurzone uczucia. Thierry Henry do Arsenalu oraz Paul Scholes do Manchesteru United – powroty idoli wszczęły eksplozję emocji wśród piłkarzy, kibiców i dziennikarzy. 

Idealny scenariusz

Henry ponowny debiut w barwach Kanonierów ukoronował zwycięską bramką przeciwko Leeds.

Thierry Henry znów wygrał mecz dla Arsenalu, fot: TVN

On już jest tu legendą, ale tym golem dodał jeszcze trochę więcej do całej historii. To było jak sen. Takie opowieści mówisz swoim dzieciom, jeśli chcesz mówić o futbolu – opisuje powrót Francuza menedżer Arsene Wenger.

Bajkowy powrót Henry’ego jest dla Arsenalu idealnym scenariuszem sportowo-ekonomicznym. Napastnik już jednym, ledwie 22-minutowym występem spłacił dwumiesięczną tygodniówkę, która czeka na niego w kasach Emirates Stadium. Trafił do siatki i przepchnął swój klub do kolejnej rundy Pucharu Anglii, choć wiele wskazywało na konieczność powtórki meczu z Leeds.

227. gol Henry’ego w czerwonej koszulce przypominał wiele trafień z kompilacji najważniejszych bramek w historii Arsenalu. Był to klasyczny przykład stylu Francuza. Henry ustawił się za plecami obrońcy i trzymając linię spalonego, wybiegł na wolne pole. Jego ruch dostrzegł Alex Song, który wykonał dokładne podanie. Henry zgasił piłkę jednym dotknięciem, a drugim posłał techniczny strzał w długi róg, poza zasięgiem golkipera Leeds. 1:0 dla Arsenalu.

Opisana sytuacja z 78. minuty była rzadkim przypadkiem sforsowania przez Kanonierów defensywy gości z Championship. Ci ustawili się gęsto w środku pola i blokowali ścieżki w centralnej części boiska. Nie tylko Leeds przyjeżdża na Emirates z taką strategią.  Podobną taktykę zastosowało Wolverhampton i potrafiło wywieźć z Londynu cenny punkt. Geniusz ruchu Henry’ego, jego wyczucie przestrzeni może być niezbędne do spenetrowania obrony drużyn nastawionych na głęboką obronę.

Efekt Henry’ego udzielił się kolegom z zespołu. Po meczu wszyscy podchodzili do Francuza, aby przybić z nim piątkę, pogratulować sukcesu. Młodzi Kanonierzy – od Wojciecha Szczęsnego do Theo Walcotta – chowali się kopiąc piłkę w parkach i oglądając w telewizji trafienia numeru 14 w Arsenalu. Teraz mityczny heros jest jednym z kolegów w szatni zespołu, który czeka na trofeum od 2005 roku. Henry uosabia nie tak dawne sukcesy londyńskiej drużyny.

Jest zwycięzcą, daje nam dużo rad. Można się od niego wiele nauczyć – mówi o Francuzie 21-letni Aaron Ramsay.

Henry na Emirates to także strużka funtów płynąca do klubowej kasy. Możliwość ponownego oglądania idola wyprzedała wszystkie bilety na mecz z Leeds, przyciągnęła uwagę wielkich stacji telewizyjnych (w Anglii mecz transmitowało ESPN). Co najważniejsze, Henry znów rozgrzał stadion do czerwoności. Wywołał uśmiech na twarzach kibiców.

Stabilizator

Podobna reakcja towarzyszyła rozpisaniu nowej karty w karierze Paula Scholesa na Old Trafford. Jego pierwszy kontakt z piłką po ponad półrocznej emeryturze został przyjęty przez fanów olbrzymim aplauzem.

Paul Scholes w środku pola Manchesteru United, fot: Guardian

Scholes popełnił poważny błąd, który kosztował jego zespół utratę kontaktowego gola na Etihad Stadium. Warto jednak zauważyć, że od pierwszego kroku rudowłosego pomocnika na boisku Manchester United odzyskał rytm podań. Mistrzowie Anglii posyłali długie serie podań przed polem karnym rywala, a w środku łańcucha zagrań znajdował się właśnie 37-latek. Jak wyliczył Michael Cox z Guardiana, nowy-stary zawodnik Czerwonych Diabłów w półgodziny zaliczył więcej podań niż jakikolwiek piłkarz Manchesteru City. Scholes, podobnie jak Henry, ma zbawienny wpływ na psychikę młodej gwardii w szatni United.

–  Obecność gracza klasy Paula Scholesa ożywia atmosferę szatni. Samo patrzenie na niego podczas przedmeczowych przygotowań podnosi młodych na duchu – opowiada 22-letni Chris Smalling.

Wehikuł czasu

Przed inauguracyjnymi meczami Henry’ego i Scholesa eksperci zastanawiali się, czy ich powroty to dobry pomysł. Z upływem lat ubyło im szybkości i wydolności, mieli rozbrat z trybem gry w Premier League. Nieudana przygoda mogłaby przecież podważyć nieco ich pozycję w klubowych kronikach.

Cieszę się ze Scholesa i Henry’ego, dwóch ikon ery Premier League. Ale ich powrót pozostawia pytanie: gdzie podziały się młode talenty – zastanawia się Jamie Redknapp, były gracz Liverpoolu i Tottenhamu, teraz dziennikarz Sky Sports i Daily Mail.

Obecność weteranów wydłuża drogę do składu nastolatków Paula Pogby, Ravela Morrisona czy Alexa Oxlade-Chamberlaina. Z drugiej strony nieokrzesane perełki mają mentorów, którzy w piłce osiągnęli najwyższy szczebel rozwoju.

Oczywiście Henry i Scholes nie będą pierwszoplanowymi bohaterami, którzy na własnych barkach pociągną swoje zespoły do sukcesów. Są raczej rozwiązaniami krótkotrwałymi. Ale ich powroty są dla kibiców prawdziwym powrotem do przeszłości, najpiękniejszą podróżą sentymentalną. Do czasów, w których dominowała duma i zwycięstwo. Takie przeżycia są coraz rzadsze, dlatego warto je pielęgnować.  Gdy 40-letni Michael Jordan biegał po koszykarskich parkietach w barwach Washington Wizards, niczym nie splamił swojej monumentalności w oczach fanów. Był dla nich bombą wspomnień i źródłem emocji. Podobny wybuch uczuć zawładnął wczoraj Emirates Stadium. Henry wrócił, Scholes wrócił – i bardzo dobrze.

%d blogerów lubi to: