Archiwum

Posts Tagged ‘West Ham’

Forma Młota

Kto jest aktualnie drużyną w najlepszej formie w Premier League? Wcale nie Liverpool lejący Arsenal i wracający cudem z zaświatów w Fulham. Wcale nie Tottenham napędzany Emmanuelem Adebayorem, czy regularny w punktowaniu lider – Chelsea. Piękną wyprawę w góry tabeli urządził sobie West Ham United i to w momencie najmniej oczekiwanym.

W trzech ostatnich meczach, trzy zwycięstwa, wszystkie po 2:0 i cztery kolejne czyste konta. Wyjście ze strefy spadkowej w okolice idealnego środka tabeli. A jeszcze przed tą serią, 21 stycznia 2014, nastroje wokół Upton Park były najgorsze od lat, gdy właśnie zostali wychłostani przez Manchester City 0:9 w dwumeczowym półfinale Pucharu Ligi.

Olbrzymią cierpliwością wykazali się ludzie West Hamu, którzy mimo wielkiej presji nie odcięli głowy trenera Sama Allardyce’a. Mieli ku temu powód, otóż Wielki Sam nie spadł jeszcze w swojej karierze z Premier League, mimo iż prowadził kryzysowe Bolton Wanderers lub Blackburn Rovers.

Allardyce utrzymał miejsce przy ławce West Hamu

Świetną serię oraz zmianę oblicza Młotów można z powodzeniem przypisać heroicznej i bardzo szczęśliwej walce na Stamford Bridge, gdzie udało im się zatrzymać Chelsea strzelającą 39 razy na bramkę. Tamten remis, określony przez Jose Mourinho mianem dziewiętnastowiecznego futbolu, rozpoczął passę czystych kont. Paradoksalnie, bramkarz Adrian nie zawsze miał zbyt wiele pracy. Narobił się jak stachanowiec przy okazji gry z Chelsea i Norwich. Ze Swansea i Aston Villą jednak w bramce można było spokojnie postawić miotłę, a i tak niewiele by to zmieniło, rywale celnie nie strzelali. Bo jeśli West Hamowi idzie w tym sezonie, to za sprawą szczelnej defensywy. Ich obecna seria to wyrównanie tegorocznego rekordu w liczbie czystych kont z rzędu (wcześniej Southampton i Artur Boruc). Młoty najwięcej razy w całej lidze powstrzymywali rywali przed zdobyciem gola – 13-krotnie, czyli dokładnie w połowie rozegranych meczów! – Utrzymanie czystego konta w połowie naszych spotkań to wynik, którego normalnie można oczekiwać po drużynie z czołowej szóstki – chwali swoją defensywę Allardyce.

Swoje zrobił też powrót kontuzjowanych i zawieszonych graczy – głównie odrodzonego w strzeleckiej formie Kevina Nolana (autora czterech z sześciu goli) oraz energicznego Mohameda Diame. Wydawało się, że ekipę bez napastnika wreszcie do boju pociągnie Andy Carroll, który zaczął obiecująco od dwóch asyst, ale później zarobił czerwoną kartkę i trzymeczowe zawieszenie. West Ham radzi sobie bez niego, choć rychły powrót wielkiego Anglika pozwala myśleć o podtrzymaniu dobrej serii. Młoty wzmocniły zimą także swoją ławkę rezerwowych i teraz mogą liczyć na wartościowe zmiany, kto wie – może i grę w pierwszym składzie, doświadczonych Włochów Antonio Nocerino i Marco Borriello.

West Ham nie jest jeszcze bezpieczny, mimo świetnej formy w lutym. 11. pozycja w tabeli, ale od strefy spadkowej odstają ledwie czterema punktami – ot, cały urok tegorocznej walki o utrzymanie w Premier League. Jednak w londyńskim klubie wreszcie mogą pozwolić sobie na głębszy oddech i powrót dobrego nastroju. Widać to po mowie ciała u piłkarzy po wtorkowej wygranej nad Norwich City. Wyrwali zwycięstwo na siłę, w samej końcówce, gdy wcześniej kilkukrotnie z opresji ratował ich hiszpański bramkarz Adrian (ponoć praktycznie nie mówiący po angielsku). Nic tak nie spaja jak zwycięstwa, nawet nie trzeba zbyt wiele mówić. Tak Adrian nosił na ręce Marka Noble’a – obrazek sielanki. Jak długo potrwa w lidze, w której wszystko dzieje się w zabójczym tempie?

PS. Nie jestem w stanie napisać nic obiektywnego o Liverpoolu po cudownej wygranej z Fulham (boję się o zbyt dużą nadinterpretację). Chciałem o Arsenal – Manchester United, ale zabrakło mi sił, żeby to obejrzeć do końca… Brawo Wojciech Szczęsny, to tyle.

Demba Ba nie pada na kolana

Ma zniszczone kolano, gorliwie się modli, kocha syrop truskawkowy i strzela mnóstwo goli. Zatrudnienie Demby Ba to olbrzymie ryzyko dla każdego klubu ze względu na chroniczną kontuzję. Jednak Senegalczyk sowicie odpłaca się wszystkim, którzy na niego stawiają.

Przekleństwo i błogosławieństwo

Ba na kolanach tylko podczas modlitwy 

Zwykły piłkarz mógłby nie wytrzymać informacji, że śruba wmontowana przy operacji omyłkowo zdewastowała jego kolano. Ale nie Ba. Nowy napastnik Chelsea siły szuka w religii, modląc się pięć razy dziennie i przestrzegając zasad islamu. Codzienna walka stworzyła u niego niezłomny charakter. – To najsilniejszy psychicznie piłkarz, z którym pracowałem – przyznał były trener Alan Pardew.

Chore kolano sprawiło, że Chelsea wyłożyła ledwie siedem milionów funtów za piłkarza, który w lidze angielskiej zdobył 36 goli w 66 meczach. Fernando Torres w tym samym okresie trafił do siatki 14 razy. Przezwyciężanie przeciwności losu pomogło Senegalczykowi przejść z czwartej ligi francuskiej do ekipy mistrzów Europy w ciągu ledwie siedmiu lat.

Jednak wcześniej uraz Ba sprawiał mu same przykrości. – Zdjęcie kolana Demby wygląda fatalnie – przyznał Pardew. To odstraszyło dwóch nabywców, którzy chcieli wyrwać piłkarza z Hoffenheim. Najpierw Senegalczyk oblał testy medyczne w Stuttgarcie, a później we Stoke. Menedżer tego drugiego klubu Tony Pulis określił kolano Ba mianem „tykającej bomby zegarowej„. – Jestem niesamowicie rozczarowany – mówił Pulis po fiasku transferowym. – Wystarczy spojrzeć na jego świetny bilans strzelecki. Ale rozmawiamy o dużych pieniądzach. Znaleźli coś, co później może stworzyć kłopoty.

Czytaj dalej…

West Ham pod marką Sam Allardyce

Miano beniaminka pasuje do nich jak drink z palemką w mroźny wieczór. Ich miejsce należy w elicie angielskiego futbolu. West Ham pod wodzą kontrowersyjnego trenera osiąga porządne wyniki, choć gardzi współczesnym trendem do naśladowania katalońskiej tiki-taki.

Toporny futbol?

Allardyce cieszy się szacunkiem trenerów, ale ma też przeciwników 

W momencie mojego odejścia każdy klub kończył na lepszej pozycji, niż kiedy zaczynałem. Nie ważne, czy było to Limerick, Blackpool, Notts County, Bolton, Newcastle, Blackburn lub West Ham. Zawsze poprawiałem sytuację. Nie schlebiam sobie, takie są fakty – zauważył obecny trener Młotów Sam Allardyce.

„Big Sam” obejmował stołek menedżera po spadku West Hamu z Premier League, ale spotkał się ze zwątpieniem wśród kibiców nowego klubu. Drużynę brał człowiek kojarzony z prymitywnym futbolem. Taka łatka doprowadziła do zwolnienia go z Blackburn. – Chcemy dobrego futbolu. Blackburn ma być piąte lub czwarte w lidze, może nawet wyżej – powiedział Anuradha Desai o przyczynach wyrzucenia Allardyce’a.  – On nie pasował do naszej wizji przyszłości. Chcieliśmy interesujących meczów, zwycięstw i dobrych zawodników.

Pogoń Blackburn za piękną grą skończyła się wyrżnięciem o dno tabeli i spadkiem w przeciągu ledwie roku. W tym czasie Allardyce znalazł przyczółek na Upton Park. Po roku banicji Młoty znów trafiły Premier League. West Ham po awansie siedzi stabilnie w środku tabeli.

Bez zmian pozostał styl. Allardyce regularnie wkłada do pierwszej jedenastki chłopów na schwał. Obronę tworzą James Collins (193 cm), Winston Reid (191), Guy Demel (189) i tylko Joey O’Brien ma ledwie 180 cm. Podobne zuchy biegają w linii pomocy, a atak zawsze wieńczy 191 cm w postaci Andy’ego Carrolla lub Carltona Cole’a. Taka kadra wymaga odpowiedniego wykorzystania, stąd widz meczów Młotów musi się nastawić na dośrodkowania, długie piłki, walkę w powietrzu i gonitwę na skrzydłach.

Kibicom rozpuszczonym hiszpańskim stylem taka gra może wydać się zamachem na piękno futbolu. Jednak Allardyce cieszy się szacunkiem ludzi najbliżej związanych z murawą.  – On poszedł tam rok temu i cynicy mówili, że to nie menedżer dla West Hamu, że nie gra w piłkę. Jaki był jego cel? Wprowadzić ich do Premier League jak najszybciej i zrobił to w rok. Jest bardzo niedoceniany – ocenił 58-latka jego bliski znajomy sir Alex Ferguson. – (Zwolnienie z) Blackburn było jedną z najbardziej szalonych rzeczy, które widziałem – dodał. Podobne wątpliwości miał Ryan Nelsen, zawodnik Blackburn podczas zwolnienia Allardyce’a. – Gdy przejął stery, klub był w absolutnej rozsypce. Zrobił z niego wydajną drużynę, która nie wydaje pieniędzy i radzi sobie bardzo dobrze – ocenił obrońca.

Czytaj dalej…

Kontra Arsenalu przygwoździła Młoty – analiza taktyczna

Ustawienia formacji West Hamu i Arsenalu

Już jeden rzut oka na West Ham i Arsenal dawał porządne wyobrażenie jak będzie wyglądać ich bezpośrednie starcie. Kanonierzy skupili się na mozolnym, długim wiązaniu krótkich podań. Młoty postawiły głównie na grzmoceniu dalekich piłek w kierunku trzymetrowego napastnika. Co ciekawe, te dominujące trendy wpłynęły na wynik w mocno ograniczonym stopniu.

Młody Carrollem stoją

Skład West Hamu od poprzednich spotkań zmienił się dzięki wyleczeniu Andy’ego Carrolla. Jego obecność w wyjściowej jedenastce wyznaczała główną oś w ataków gospodarzy. Menedżer Sam Allardyce wiedział z góry, że jego pomocnicy mizernieją przy technice odpowiedników z Emirates Stadium. Stąd niemal zupełnie odpuścił walkę o dłuższe utrzymywanie piłki i rozgrywanie od tyłu.

Kiedy tylko nadarzyła się do tego okazja, futbolówka frunęła do Carrolla, który miał ją przyjąć i przytrzymać lub zgrać do wbiegającego z głębi pomocnika. Częstotliwość tego rozwiązania świetnie widać na prezentowanym wykresie.  Podania kierowane do reprezentanta Anglii były długie albo bardzo długie. On sam był zaangażowany w aż 25 pojedynków główkowych, z których zwycięsko wyszedł w 17 przypadkach – niesamowita skuteczność. Dzięki temu Młoty w tempie TGV przenosiły się pod pole karne Kanonierów.

Do walki w powietrzu z Carrollem oddelegowano silnego przecież Thomasa Vermaelena. Nic z tego. Belg musiał uznać wyższość rywala, a Arsenal koncentrował się głównie na niwelowaniu zagrożenia już po strąceniu piłki przez Carrolla. Udawało się to, poza jednym, udanym zgraniem Anglika do zamykającego Kevina Nolana.

Król główek – Andy Carroll

Czytaj dalej…

Złota 11-stka chłopców z cienia Premier League

Zazwyczaj nagłówki gazet, uwagę blogerów i obiektywy kamer kradną gwiazdy z klubów czołówki. Ale Premier League to nie tylko Manchester City i United, Arsenal, Chelsea, Liverpool, Tottenham, Newcastle lub Everton. O tych klubach dziś ani słowa, bo warto oddać należne chapeau bas liderom drużyn o nieco mniejszych ambicjach.

W Premier League istnieje świat poza gigantami

1. Wayne Routledge – Swansea, skrzydłowy, 27 lat

Jakim cudem człowiek, który nie potrafił strzelić gola w Premier Leauge (będąc skrzydłowym) od sezonu 2004/05 do zeszłych rozgrywek, może zostać jednym z największych objawień pierwszych kolejek ligi? Historia zupełnie niewytłumaczalna. 116 meczów w ekstraklasie gracza ofensywy i zero trafień. To musiał być wyjątkowy koślawiec, a nie Routledge, który teraz zdecydowanie wybija się ponad ligową średnią.

W tym sezonie też już strzelił, do tego dołożył aż trzy asysty. Jego swoboda dryblingu i wymienność pozycji wręcz zmusza do uważnego śledzenia postępów Swansea. Ten facet rządzi obrońcami i rozstawia ich po kątach jak niegrzeczne dzieci.

2. Robert Snodgrass – Norwich, skrzydłowy, 25 lat

Prawdopodobniej najczęściej chwalona postać ostatnich dwóch kolejek Premier League na tym blogu. Uwielbiam patrzeć na Norwich tylko przez pryzmat Szkota. Przez cztery sezony jego talent został jakoś przeoczony, bo nikt z elity nie wyciągnął go z Leeds.

Obok Granta Holta jest centrum ataku Kanarków. Najczęściej to on rozprowadza piłki od prawej strony. Chętnie ścina do środka i wiąże koronki w akcjach kombinacyjnych. Umie też porządnie centrować (ponad 2 celne dośrodkowania w meczu, co przy stylu Norwich jest warte diamentów) i też nieźle odbiera. Pasuje do zespołu w najbardziej pstrokatych koszulkach Premier League niczym budowniczy i przerwa w pracy.

3. Nathan Dyer – Swansea, skrzydłowy, 24 lata

On z Routledgem jak Mann z Materną. Różnią się fizycznie, a jednocześnie nadają na dokładnie tych samych falach, co skutkuje jednym z piękniejszych ataków Premier League. Dyer strzela nieco celniej od kolegi z drugiego skrzydła, ma też większy rozmach w dryblingu. Ale wyróżnia się też w kategorii strat.

Już w zeszłym sezonie pokazał kawał solidnego futbolu, gdy tworzył duet bocznych atakujących ze Scottem Sinclairem. W nowych rozgrywkach zmiana partnera zadziałała jeszcze większe cuda.

4. Ricardo Vaz Te – West Ham, skrzydłowy/napastnik, 25 lat

Na pierwszy rzut oka – typowy drwal. Znakomicie zbudowany, mierzący 188 cm, więc pewnie skacze wysoko do główek i modli się godzinami o wysoką jakość dośrodkowań? Nic bardziej złudnego. Portugalczyk to najzdolniejszy technik w ataku West Hamu.

Vaz Te wykorzystuje warunki fizyczne do przepychania się, ale piłka zupełnie nie przeszkadza mu pod stopą. Co więcej, potrafi wygiąć długie kończyny i sprawnie wysłać rywala do lekarza, aby ten zbadał im zawroty głowy. Główny kreator Młotów, który też nie waha się samemu zamykać akcje.

5. Rickie Lambert – Southampton, napastnik, 30 lat

Duchowy następca Matta Le Tissiera w Southampton od czterech sezonów regularnie ładuje 20+ bramek, niezależnie od ligi, w której właśnie wylądował. Po trzydziestce debiutuje w Premier League. Cierpliwość popłaca. W trzech meczach otwarcia upolował już dwa razy. I to z kogo! Mistrza i wicemistrza Anglii, czyli piekielny duet z Manchesteru.

Jednak mówienie o Lambercie, jako chytrym lisie pola karnego, byłoby dziejową niesprawiedliwością. Anglik lubi się cofnąć do pomocy, poszukać dośrodkowania i łączenia akcji z wbiegającymi pomocnikami. Jak zdrowie mu dopisze, może być lepszą wersją zeszłorocznych wyczynów Holta z Norwich.

6. Angel Rangel – Swansea, obrońca, 29 lat

To już ostatni z Łabędzi w zestawieniu, obiecuję. Nie dało się go tu pominąć, bo dla systemu Swansea jest absolutnie bezcenny. Gdy Routledge z Dyerem zabierają za sobą obrońców do środka, on wchodzi na boku obrony i ma pełne akry przestrzeni. Korzysta z niej dośrodkowując lub decyduje się na kontynuowanie wianuszka podań walijskiego klubu.

W zeszłym roku „przedstawił się” szerokiej publice, gdy jego fatalne podanie podarowało zwycięstwo Manchesterowi United. Ale takie gafy w wyprowadzaniu piłki od tyłu zdarzają mu się rzadko. W defensywie naprawdę się przydaje, szczególnie imponują statystyki odbiorów. Po fatalnej kontuzji Neila Taylora z drugiej flanki obrony, obecność Rangela w zespole jest niezbędna.

7. Youssouf Mulumbu – West Bromwich, pomocnik, 25 lat

Szczególnie w jego świetnej postawie upatruję powodów wczesnej pobudki WBA do nowych rozgrywek. Każdy zespół potrzebuje solidnego kręgosłupa i elementów, które płynnie łączą atak z obroną. W okolicach Midlands najlepiej robi to Mulumbu.

Bezkompromisowy w odbiorze (choć ma wsparcie w świetnym Yacobie). Poza chronieniem swoich obrońców, świetnie idzie mu pod polem karnym rywala. Zastawia swoim masywnym cielskiem piłkę, zwinnie drybluje i mocno strzela. Widziałbym go jako zastępstwo Songa w Arsenalu.

8. Morgan Schneiderlin – Southampton, pomocnik, 22 lata

Pan Skomplikowane Nazwisko (wciąż się uczę) stanowi przykład przyjemnego powiewu świeżego powietrza, któryprzynoszą ze sobą beniaminki. Przed rozpoczęciem ligi nie słyszałem o jego istnieniu, a teraz uważnie się przyglądam, bo jest czemu.

Zwykle staje tuż przed swoimi obrońcami, jako najbardziej defensywny z piątki pomocników Świętych. Dlatego pracy z tyłu ma od groma – notuje średnio prawie pięć odbiorów i cztery przechwyty na mecz! Jednak w jego przypadku uderzyła mnie większa wszechstronność. To nie jest człowiek ograniczony od psucia ataków rywali. Czasami wychodzi wysoko do akcji własnej drużyny i próbuje ją zamykać. Southampton może też liczyć na jego skuteczne rozprowadzenie gry, bo ma 89% dokładności podań.

9. Gareth McAuley – West Bromwich, obrońca, 32 lata

Tak jak w przypadku Lamberta, późno nie znaczy gorzej. McAuley musiał się sporo napocić, aby regularnie grać w wyjściowej jedenastce w Premier League. Teraz WBA korzysta z jego usług, szczególnie jeśli chodzi o grę w powietrzu.

W fazie obronnej mało który chojrak wygra z nim główkę. Postawny, potrafi też blokować uderzenia rywali. Defensywa Evertonu przekonała się też, jak trudno go upilnować przy stałych fragmentach gry.

10. Fabio da Silva – Quenns Park Rangers, obrońca, 22 lata

Każdy kibic Premier League widział go w barwach Manchesteru United. Jednak na razie pewny miejsca w obronie na Old Trafford może być Patrice Evra, dlatego Fabio uciekł na wypożyczenie do Londynu, aby złapać nieco doświadczenia i meczów w ekstraklasie. Jak powiedziałby angielski dżentelmen: so far, so good.

Fabio jest najjaśniejszym punktem defensywy QPR (która solidnością nie grzeszy). Potrafi skutecznie odbierać piłki na ziemi i wybijać je w powietrzu. Ale najwięcej Rangersi zyskują na jego wypadach do przodu. Młody Brazylijczyk lubi obiegać swojego skrzydłowego i poszerzać atak QPR, dlatego to głównie jego lewą stroną suną najgroźniejsze sytuacje w meczach ekipy Marka Hughesa.

11. Mohamed Diame – West Ham, pomocnik, 25 lat

W Wigan zapamiętałem go jako stos walczących mięśni. W West Hamie udowadnia, że jest ponad to. Oczywiście dalej dobrze odbiera i odnajduje się w siłowej grze Młotów, ale jego gra jest nie tak jednowymiarowa.

Diame umie bowiem podciągnąć akcję pod pole karne, pokazać się do podania kolegom lub huknąć mocno na bramkę. Ma sporo energii do biegania od bramki do bramki, więc właściwie z niej korzysta.

Kolejka w cieniu genialnego Holendra

Gdybym był wyjątkowo leniwy i zechciał opisać weekendową serię meczów Premier League jak najmniejszym wysiłkiem, postawiłbym na literki: RVP. Inicjały Robina van Persiego i wszystko jasne. Dzięki Holendrowi stereotypowe zwycięstwo Manchesteru United wyszarpane w ostatnich sekundach nabrało nieco innego wymiaru.

Tak się powinno wydawać 20 mln funtów

Czerwone Diabły aż dwa razy musiały gonić za nieznającym strachu Southamptonem, któremu ton nadawał Ricky Lambert. Do sensacji zabrakło odrobinki. Jubileuszowy 1000 mecz ligowy sir Alexa Fergusona w Manchesterze United (jeśli ktoś to powtórzy, to… Cholera, nie da się!) został okraszony w stylu, w którym chłopcy z Old Trafford nie mają sobie równych. Jeśli siedzisz przed telewizorem i widzisz przegrywającego faworyta, to wiesz, że właśnie United mają największe szansę na wyciągnięcie wyniku. Ot, już taka natura. Koszmarna dla każdego fana bez diabelskiej koszulki.

Jak niewiele brakowało, by van Persie został kozłem ofiarnym potknięcia w Southampton. Jego kopia rzutu karnego Panenki/Pirlo przypominała moje próby odwzorowania rysunku konia w galopie. Wstyd i tyle. Niestety, ja nie narysuję niczego ładniejszego, a Robin zabrał się z miejsca do naprawiania szkód. Instynkt snajpera i umiejętne zajmowanie pozycji – prosty przepis na dwa gole w końcówce. Jednak największe wrażenie zrobiła pierwsza bramka. Typowy van Persie, żywcem wycięty z Arsenalu i wklejony w schemat United. Holender zgrabnym ruchem odbija od pilnującego obrońcy, przyjmuje (lub ładuje bez zastanowienia) i trafia w piłkę z zegarmistrzowską precyzją. Klasa.

Klasyczny gol van Persiego

Jakości uderzenia van Persiego przez długaśne minuty brakowało zapowiadanemu na szlagier starciu Liverpoolu z Arsenalem. Przy wyliczaniu niechlujnych zagrań, nieprzemyślanych podań i drobnych błędów z obu stron brakowało palców, nawet gdyby do rąk dołożyć stopy. Kilka koszmarków zdarzyło się Stevenowi Gerrardowi, który drugim już wątpliwym występem postawił pod znakiem zapytania swoją przydatność w systemie Rodgersa.  Jego wpadka zrodziła szansę na kontratak dla Arsenalu.

Właśnie ta kontra zakończyła posuchę strzelecką Kanonierów. Choć wykończenie Lukasa Podolskiego (świetnie grało mu się w systemie szybkich ataków) było niczego sobie, jednak absolutnie najpiękniej w tej akcji wypadł Santi Cazorla. Obejrzyjcie tę akcję raz jeszcze i zobaczcie, jak niewiele trzeba, by wykiwać rywala. Cazorli wystarczyły dwa kroczki w tył, aby mieć kilka metrów wolnej przestrzeni na rozpoczęcie biegu i wybranie właściwego momentu do podania zwrotnego. Na takie inteligentne ruchy stać Davida Silvę, Carlosa Teveza, Edena Hazarda, Juana Matę i paru innych. Widzicie wśród tych nazwisk najlepszych rozgrywających Premier League? Tak prosta wiedza, a jakby niedostępna szerokim masom zawodników. Oczy zwykle gonią za piłką, ale co po niej, gdy nie ma gdzie się przemieścić?

Cazorla był tylko uwieńczeniem znakomitego mechanizmu środka pola Kanonierów. Liverpool w tej strefie straszył tylko Joe Allenem (znów świetny w utrzymaniu piłki i rozrzutach podań, taki mini-Alonso). Nuri Sahin wybierał bezpieczne rozwiązania i brakowało mu kondycji. Dlatego na tak wiele mogli sobie pozwolić Abou Diaby z Mikelem Artetą. Ten pierwszy, wracający do podstawowego składu po sporej absencji, przyjmował piłkę pod pressingiem, jakby naciskali go 3-miesięczni chrześniacy. Obroty ze zwodem, dryblingi, a do tego odbiory z przechwytami. Występ kompletny, tylko czy uda mu się utrzymać taki poziom w kilku kolejnych spotkaniach?

Przegrana w środku boiska utrudniła życie Rodgersa, ale jeszcze nie przekreśliła szans The Reds. Gospodarzy dobiła kompletna impotencja w ataku. Tak wyraźna, aż bolały zęby. Luis Suarez znów wolał przetaczać się po murawie Anfield, niż stać na nogach i próbować strzelać. Jego drybling był niedorzecznie bezproduktywny, podobnie jak praca na boku Fabio Boriniego. Jeśli nadzieją Liverpoolu ma być 17-letni Raheem Sterling, najlepszy z napastników (choć w drugiej połowie zgaszony przez Carla Jenkinsona), to zapowiada się trudny rok na Anfield. Tym bardziej, że Rodgers zamiast obiecanego gracza ofensywnego, dostał wielkie nic. Menedżer Liverpoolu nie krył rozczarowania brakiem aktywności transferowej. Teraz dużo trudniej ułożyć mu linię ataku. Jedyne momenty, gdy The Reds robili pod bramką Arsenalu coś z zalążkiem groźnej sytuacji, wynikało z krótkich podań dwójkowych Gerrarda i Jonjo Shelveya na małej przestrzeni.

Bezradność ofensywna Liverpoolu wynikała też w dużej części z organizacji obrony Kanonierów. Grzecznie wracali obaj skrzydłowi. Podolski wręcz obrzydzał życie Glena Johnsona. Co jakimś trafem przeszło przez pierwszą linię zasieków, zaraz zbierał Thomas Vermaelen. Znakomity występ Belga. Odbierał, blokował, wybijał. Kiedy trzeba, krył pozycję ofensywnego Kierana Gibbsa – model właściwego ustawienia stopera. W angielskich mediach pod niebiosa wychwalają wpływ asystenta Steve Boulda, guru defensywy w północnym Londynie. Faktycznie, defensywa chodzi jak powiązana na sznurkach. Choć jedyna uwaga dotyczy sytuacji, gdy Suarez dwukrotnie obnażył braki szybkościowe Pera Mertesackera – wydaje mi się, że Laurent Kościelny lepiej spisałby się na jego miejscu.

Perfekcyjny Vermaelen

Legenda – żółte kropki – udane wybicia, szare kreski – bloki, żółte krzyżyki – odbiory, zielone romby – przechwyty

Szansy do przetestowania niepokonanej na razie obrony Arsenalu nie dostał Andy Carroll. Anglik został wypchnięty do West Hamu, klubu stworzonego pod jego charakterystykę. Ręce zaciera Sam Allardyce, bo wie, że zrobił znakomity interes. Wypożyczył napastnika, który jeszcze półtora roku temu kosztował 35 mln funtów. Jak świetnie pasuje mu do strategii pokazała pierwsza minuta starcia z Fulham. Carroll wygrał przebitkę na główce, a jego partnerzy już wiedzieli jak zebrać strąconą piłkę.

Główki Carrolla i dobieganie West Hamu do „drugich” piłek

Młody Anglik wygrał 9 pojedynków powietrznych i nie robił tego na marne. Zawsze pod niego podchodziło dwóch, trzech partnerów w oczekiwaniu na piłkę. Takie gremialne doskakiwanie przydało się też przy wybiciach graczy Fulham (prawa strona wykresu). Podopieczni Martina Jola tylko 4 razy na 17 prób dobrze oddalali zagrożenie spod bramki. Zbyt często piłka lądowała pod nogami zawodnika Młotów – z resztą, w ten firmowy sposób padł gol na 3:0.

Jednak to nie Carroll wywołał na mnie największe wrażenie w zwycięskim zespole. Dużo bardziej podobał mi się Ricardo Vaz Te. Ten wysoki chłopak nie służy tylko jako maszyna do główek. Rusza się wyjątkowo żwawo i chętnie drybluje. Stawiał swój stempel na 70-80% ataków West Hamu.

Prywatną frajdę w miniony weekend sprawiła mi też celność przewidywań z punktu 10 w piątkowej zapowiedzi. Robert Snodgrass wpakował bramkę Tottenhamowi na wagę remisu i kręcił obroną Kogutów, jak tydzień temu rywalami z QPR. Aż dziwne, że musiał tyle czasu czekać na to, aby z Leeds wyciągnął go zespół Premier League. O wyczynach Carrolla pisałem już wyżej i jego przebłysk także udało mi się odgadnąć. Podobnie jak w przypadku Hatema Ben Arfy. O jego formie niech poświadczy poniższy film (zwracam uwagę, że strzelał słabszą, prawą nogą… Słabszą?)

JEDENASTKA 3. KOLEJKI PREMIER LEAGUE

Jussi Jaaskelainen (West Ham)

Rio Ferdinand (Man United), Thomas Vermaelen (Arsenal), Aleksandar Kolarov (Man City)

Ricardo Vaz Te (West Ham), Mark Noble (West Ham), Abou Diaby (Arsenal), Robert Snodgrass (Norwich)

Santi Cazorla (Arsenal)

Carlos Tevez (Man City), Robin van Persie (Man United)

%d blogerów lubi to: