Archiwum

Posts Tagged ‘wykresy taktyczne’

Premier League do taktycznej tablicy – 11. kolejka

Na bloga wracają analizy, które umożliwia świetna aplikacja FourFourTwo Stats Zone. Dzisiaj przyjrzymy się uważne trzem meczom Premier League. Przeanalizujemy znaczenie roszad taktycznych Manchesteru City i Liverpoolu, udowodnimy wartość Paula Scholesa i pokażemy kogo powinien obawiać się Darren Bent.

1. Za wysoką obronę

Podania przyjęte przez Aguero (lewa) i podania na spalonego City (prawa)

Manchester City obrał klarowny plan na pokonanie Tottenhamu, którego trzymał się od pierwszej do 90. minuty: prostopadłe podania za linię obrony rywali. City chcieli skorzystać na zamiłowaniu Kogutów do wysokiego ustawiania defensorów. Tak kuszące, wolne miejsce tuż przed nosem bramkarza chcieli właściwie wykorzystać.

Realizacji tej strategii sprzyjał powrót do składu Davida Silvy. Hiszpan oraz Yaya Toure specjalizowali się w kreatywnych podaniach z głębi pola na wybiegających partnerów. Widać to choćby po ruchach Sergio Aguero – znaczna większość przyjmowanych przez niego podań wymagała ruchu bez piłki. Gracze The Citizens balansowali przy tym na krawędzi spalonego. Aż ośmiokrotnie dawali się łapać w pułapki rywali (prawa strona).

Mimo to, próbowali do samego końca. Pierwszy raz ryzyko opłaciło się w 55. minucie, gdy podanie lobem Toure spadło idealnie pod nogi wybiegającego Aguero. Argentyńczyk miałby okazję sam na sam, ale kompletnie zepsuł przyjęcie piłki. Nagroda za cierpliwość nadeszła w samej końcówce. Kolejny lob Silvy trafił na stopę superrezerwowego Edina Dżeko (jego bramki po wejściu z ławki dały City już dziewięć punktów!), który już wiedział, co zrobić w takiej sytuacji.

2. Mancini trzyma się swojego…

Znaczenie zmiany Maicona (lewa) i groźne dośrodkowania Brazylijczyka (prawa)

… i wygrywa. Włoski menedżer regularnie wprowadza w życie swój plan B w postaci ustawienia 3-5-2, które krytykowali już dziennikarze, analitycy brytyjskich stacji, a nawet piłkarze (przez Micah Richardsa). Upór Manciniego okazał się zbawienny w meczu z Tottenhamem. Opisane w pierwszym punkcie podania prostopadłe stanowiły sól ataków City. Jednak jednocześnie sprawiały, że ich ofensywa była wąska jak wąwóz w Termopilach.

Lekarstwo na tę dolegliwość pojawiło się w 57. minucie w postaci Maicona. Jego znaczenie na grę w końcówce widać na lewej stronie wykresu. Zmiana Brazyliczyka oznaczała przejście z ustawienia 4-2-3-1 do 3-5-2. Od tej pory Yaya Toure mógł już spokojnie rozciągać akcje na boki. Tam czekał Maicon, który korzystał z wolnych przestrzeni. Tottenham miał wyraźne problemy z nową formą ataku City. Po stronie Maicona był osamotniony Jan Verthongen, którego nie raczył wspierać Gareth Bale. Dzięki temu Brazylijczyk z Manchesteru mógł regularnie posyłać bardzo groźne dośrodkowania z prawego skrzydła (prawa strona wykresu).

Swoją drogą, Maicon był chyba najmniej spodziewanym aktorem do roli bohatera City. W niedzielnym meczu zagrał po raz pierwszy od blisko dwóch miesięcy. Poprzednim razem wyszedł na murawę przeciwko Realowi Madryt. Kto widział tamto spotkanie, pewnie pamięta jak Cristiano Ronaldo z Marcelo zrobili z niego króliczy pasztet. Mimo to był pierwszą opcją do zmiany w starciu z Tottenhamem… Odwaga Manciniego nie zna granic.

Czytaj dalej…

Reklamy

Taktyczne wykresy Stats Zone – 3. kolejka EPL

Do stałego repertuaru na blogu wracają wykresy statystyczne, dostępne dzięki świetnej aplikacji FourFourTwo Stats Zone. Na ich podstawię przeanalizujemy aż osiem aspektów, w tym niesymetryczną taktykę Manchesteru United, wzorce pomocników w lidze angielskiej, czy niecodzienny pomysł na rozegranie Kanarków z Norwich.

1. Zapomniane ogniwo Man United

Nieaktywna lewa strona Manchesteru United

Nie raz wspominałem już na blogu o moich wątpliwościach co do pozycji Danny’ego Welbecka w systemie Manchesteru United. Jego pozycja w ataku mocno ucierpiała na sprowadzeniu pewnego bombardiera z Arsenalu, dlatego sir Alex Ferguson musi mu szukać miejsca w innych rejonach boiska.

Jeśli Welbeck wychodzi w podstawowym składzie, awizowany jest na lewej stronie pomocy. Gdy spojrzymy na przechodzenie United do obrony – wszystko się zgadza. Welbeck wraca jak Bóg (Ferguson) przykazał. Inaczej jest w momencie ataku pozycyjnego.

Wtedy ustawienie Manchesteru United robi się niesymetryczne jak twarz Harveya Denta z Batmana. Welbeck wchodzi na pozycję drugiego napastnika, zdecydowanie bliżej środka boiska, niejako dublując ustawienie Robina van Persiego. Na drugim skrzydle Antonio Valencia trzyma się bliżej bocznej linii i zapewnia odpowiednią szerokość ataku. Skutki widać na powyższym wykresie. Z 15 akcji strzeleckich United tylko dwie (w tym jeden rzut rożny) powstały na lewym skrzydle. Dla odmiany, prawa strona naprodukowała aż pięć sytuacji.

Gdy Welbeck gra w środku, jedyną alternatywą na lewej flance jest Patrice Evra, który, umówmy się, świetnego początku rozgrywek nie ma. Oddanie bez walki jednej z trzech stref ataku jest niebezpieczne, gdyż umożliwia rywalom wzmocnienie pozycji obronnych na częściej używanych stronach boiska, a tym samym zacieśnia przestrzeń dla ataków Czerwonych Diabłów.

2. Antidotum na kontuzję Aguero

Mobilność i wszędobylskość Teveza

Od pierwszego gwizdka nowego sezonu Carlos Tevez jest w ścisłej czołówce najlepszych graczy Premier League. Strzela, asystuje, ale największe wrażenie robi jego ruch po całym boisku. Kto uważa, że klasowy napastnik to wyłącznie łowca goli, powinien obejrzeć Teveza i zmienić mylne wrażenie. Natychmiast!

Zerknijmy na wykres podan skierowanych do Argentyńczyka. Niedawny wygnaniec z Etihad Stadium teraz przyciąga piłki w różnych strefach pola karnego niczym witryna sklepowa spłukaną zakupoholiczkę. Dodatkowo, Tevez łączy krótkie kombinacje podań na skrzydle, które umożliwiają rozluźnianie szyków defensywnych rywali.

Uraz Sergio Aguero z pierwszego meczu miał być bolesny jak kopnięcie w stół małym palcem. Z tak pracowitym Tevezem w składzie Manchester City nie musi już tak cierpieć.

3. Taką zmianę to ja rozumiem

Berbatov duuuużo pożyteczniejszy niż Petrić

Dimitar Berbatov został zepchnięty w czarną otchłań ławki rezerwowych/trybun na Old Trafford, więc słusznie poszukał szczęścia gdzie indziej. Wylądował w Fulham, dla którego sprowadzenie Bułgara ma duże szanse okazać się strzałem w dziesiątkę (nie jak wybudowanie ohydnego pomnika Michaela Jacksona przed stadionem).

Berbatov wciąż ma wybitne umiejętności. On lubi skleić piłkę, chwilę ją przytrzymać i muskać podania w swoim tempie. Man United dążący do przyspieszania gry niezbyt przychylnie patrzył na artyzm Bułgara. Jednak jego zagrania siały spore zagrożenie w szeregach West Hamu.

Nowy atakujący Fulham pojawił się na boisku w drugiej połowie przy stanie 0:3. Mimo to potrafił wykreować aż pięć okazji strzeleckich dla swoich kolegów – głównie wykładając piłkę przed pole karne Hugo Rodalledze. Dla porównania, Mladen Petrić, który ustąpił miejsca na boisku Berbatovowi, przez 45 minut zdołał wykrzesać raptem 4 celne podania w strefie ataku (nie mówimy o tworzeniu sytuacji bramkowych, a samych podaniach)! Ktoś chyba straci miejsce w wyjściowym składzie, panie Petrić…

4. Wszechstronność zawsze w cenie

Świetny Noble po obu stronach boiska

Abou Diaby był znakomity w środku pola przeciwko Liverpoolowi, ale nagrodę najlepszego pomocnika kolejki zgarnia Mark Noble. 25-latek z West Hamu zaprezentował modelową charakterystykę piłkarza, określanego w Anglii mianem „box-to-box”, czyli zawodnika pracującego pod własnym polem karnym i bramką przeciwnika.

Potwierdzają to wykresy. Po lewej – odbiory, czyli idealne 7/7. Wślizgi Noble’a były wymierzone co do milimetra i skutecznie uprzykrzały życie rozgrywającym Fulham. Z drugiej strony – podania, czyli prawie idealne 79/81. Anglik stabilizował środek pola, rozpoczynał akcje własnej drużyny i nawet sam kreował ataki. Dwa niecelne zagrania można mu wybaczyć, tym bardziej, że jedno było nadmiernie ambitne.

5. Pan bezbłędny (niemal)

Chirurgiczne podania Joe Allena

Pozycja w strefie spadkowej Liverpoolu mówi wiele, ale nie wszystko. The Reds wcale nie grają tak beznadziejnie, jak wskazuje dorobek punktowy. Są w środku taktycznej rewolucji i ciosy w zęby zbierają głównie po indywidualnych błędach ludzi, którzy nowego systemu się dopiero uczą.

Jednym z promyków nadziei jest Joe Allen. On zna strategię Brendana Rodgersa w stopniu takim, że gdyby otworzono wydział „Rodgersologia stosowana” na uniwersytecie, on zostałby dyrektorem katedry. Widać to po jego statystykach podań. Według Opta Sports, Walijczyk wykonał najwięcej dokładnych długich piłek (31) niż jakikolwiek inny zawodnik Premier League w tym sezonie. Pomylił się tylko raz, co daje średnią 96,9% dokładności dalekich piłek.

Najlepszy dowód daje starcie z Arsenalem. Szczególnie imponujące są jego precyzyjne rozrzucenia gry na prawą stronę, gdzie wysoko po boisku biega Glen Johnson. Takie podanie jeszcze nie stwarza bezpośredniego zagrożenia, ale znacząco zwiększa płynność rozegrania. W sytuacji Liverpoolu, dobre i to.

6. Przeciwko Norwich trzeba się nagłowić

Bezpośredni styl Norwich

Oglądając mecz Tottenhamu i Norwich nie umiałem pozbyć się wrażenia, że Kanarki za wszelką cenę usiłują jak najszybciej przemieszczać piłkę w strefę ataku. Wręcz gardzili klepaniem przez nogi środkowych pomocników. Stąd (widoczna po lewej stronie) mnogość długich piłek, głównie w kierunku mniej obstawionych skrzydeł. Niechęć do rozgrywania piłki środkiem jest w tym przypadku wyjątkowo dobrze widoczna.

Dużo niecelnych podań Norwich znalazło się w centrum boiska. Czemu? Rozwiązanie tej zagadki w dużej mierze przynosi prawa część wykresu. Otóż przy walce w powietrzu niesamowicie spisał się Jan Vertonghen – jego 11 wygranych główek to rekord weekendu w pięciu najlepszych ligach Europy.

7. Skrzydłowy?

Lallana w poszukiwaniu strzału

Myślę, że każdy widz meczu Southampton – Manchester United dostrzegł gracza, o którym teraz mowa. Adam Lallana był wyjątkowo dynamiczny i on najczęściej wyprowadzał akcje Świętych z własnej połowy.

Dość rozpowszechnionym trendem w Premier League staje się ścinanie skrzydłowych do środka pola (Everton, Tottenham, Newcastle, itp.). Ale Lallana posunął się do sytuacji ekstremalnej.

Na lewej stronie wykresu można dostrzec, że wszystkie podania w okolicach pola karnego United zebrał w środkowej strefie. Nic dziwnego zatem, że jego cztery próby strzałów także pochodziły ze tej części boiska. Jedynie w głębi pola Lallana decydował się trzymać  bliżej boku boiska. Skrzydłowy, który brzydzi się skrzydeł? Świat staje na głowie…

8. Stempel na każdej akcji

Carrick dominuje środek pola

Na koniec kolejne kuriozum ze spotkania na St. Mary’s Stadium. Michael Carrick tak bardzo stęsknił się za grą w pomocy, że chwytał się każdej okazji do rozegrania piłki. Anglik wykonał w meczu aż 126 podań. Następny na liście najczęściej podających, Morgan Schneiderlin z Southampton, zaliczył prawie połowę mniej zagrań. Może próby Carricka skupiały się głównie na utrzymywaniu posiadania i oddawania piłki najbliższemu koledze, ale wciąż różnica jest powalająca. Tego wymaga się od gracza-metronoma w ofensywie. Nie wierzycie? Spytajcie Sergio Busquetsa w Barcelonie. On coś na ten temat wie.

Taktyczne wykresy z Premier League – 15. kolejka

Przyszedł czas na podsumowanie taktycznych ciekawostek z boisk Premier League. W analizie 15. kolejki znalazła się zwycięska formuła Manchesteru United, auty Stoke, źródło triumfu Norwich oraz niecodzienny sposób obrony Blackburn. 

1) Rozstrzelane Wilki

Rozczarowanie przedwczesnym odpadnięciem z Ligi Mistrzów Manchester United osłodził sobie pewnym zwycięstwem nad Wolverhampton. Bohaterami Czerwonych Diabłów byli strzelcy dwóch goli – Nani oraz Wayne Rooney.

United nie miało większych problemów ze sforsowaniem defensywy Wilków. Między formacją obrony i pomocy Wolves tworzyły się zbyt duże przestrzenie, które skrzętnie wykorzystywali napastnicy mistrzów Anglii.

Na wykresie zaznaczona jest główna strefa, którą eksplorował Manchester United. Rooney i Nani wskakiwali przed obrońców i strzałami tuż zza pola karnego niepokoili bramkarza gości. Bez niezbędnego wsparcia pomocników, defensorzy Wolverhampton dopuścili aż do 11 uderzeń z dystansu, za osiem z nich odpowiadał Rooney.

Właśnie po takich atakach padły dwa pierwsze gole dla United. Obie sytuacje wyglądały niemal identyczne – Rooney/Nani miał za dużo miejsca i mierzonym strzałem trafiał w długi róg bramki Hennessey’a.

2) Delap już niepotrzebny

To co nie udawało się Arsenalowi i Liverpoolowi uczynił zespół Stoke. The Potters złamali opór Tottenhamu. Dla Kogutów porażka na Britannia Stadium była pierwszą od 12 spotkań w lidze.

Stoke zagrało świetnie w pierwszej połowie. Odcięło od zagrań rozgrywających Tottenhamu i samo wyprowadzało śmiertelnie groźne natarcia. Atak gospodarzy opierał się na byłym graczu Kogutów Peterze Crouchu, który świetnie walczył w powietrzu.

W składzie Stoke brakowało Rory’ego Delapa, ale mimo tego wielkim źródłem zagrożenia były słynne długie wyrzuty z autu. Za ich egzekucję odpowiadał Ryan Shotton. Jak pokazuje wykres, gol z 43. minuty padł właśnie po wznowieniu gry zza linii bocznej. To pierwszy w tym sezonie gol dla Stoke strzelony po takim rozegraniu.

Shotton trzykrotnie w meczu celnie wrzucał w pole karne. Za każdym razem kotłowało się pod bramką Tottenhamu. Przy nowym egzekutorze autów w drużynie, znaczenie Delapa może drastycznie zmaleć.

3) Norwich górą

W piątkowej zapowiedzi kolejki wskazywałem, że Newcastle pojedzie na Carrow Road z nową linią obrony. Jako, że defensywę Srok mieli stworzyć wyłącznie boczni obrońcy, spodziewałem się dużego zagrożenia ze strony wysokich napastników Norwich.

Przypuszczenia potwierdziły się na boisku. Wszystkie cztery gole (górny wykres) dla Kanarków padały po wygranych pojedynkach główkowych lub dośrodkowaniach z rzutu rożnego.

Na dolnej części wykresu można zauważyć trzy miejsca, w których atakujący Norwich Grant Holt i Steve Morison wygrali walkę powietrzną wewnątrz pola karnego Newcastle. Sroki nie umiały przeciwstawić się sile fizycznej gospodarzy, dlatego straciły aż cztery gole (pierwszy raz w sezonie).

4) Paniczna obrona

W debiucie Martina O’Neilla na ławce trenerskiej Sunderland szybko stracił bramkę. Blackburn wyszło na niespodziewane prowadzenie i okopało się w okolicach własnej „szesnastki”.

Podczas całego spotkania Blackburn oddało zaledwie trzy strzały. Rovers dali się zdominować Sunderlandowi. Czarne Koty utrzymywały się przy piłce przez 68% spotkania!

Mimo wszystkich starań gospodarzy, Blackburn długo utrzymywało korzystny wynik. Działo się tak za sprawą heroicznej postawy środkowych obrońców. Christopher Samba i Scott Dann, jak pokazuje wykres, co chwila oddalali zagrożenie sprzed własnej bramki. Samba zaliczył 24 wybicia, Dann 22, a cały zespół aż 75 razy ekspediował piłkę przed siebie.

Często nawet tak niezorganizowana defensywa potrafi skutecznie zablokować przeciwnika. Jednak Sunderland znalazł sposób na przeciśnięcie dwóch decydujących uderzeń i zasłużenie zdobył trzy punkty.

%d blogerów lubi to: