Archiwum

Posts Tagged ‘Yaya Toure’

Migawki z 2012 roku (video)

Poprzedni sezon Premier League został wybrany najlepszym w historii rozgrywek. Nie bez kozery. 2012 rok w angielskim futbolu wypełniały chwile czystej ekscytacji, łez i śmiechu. Oto minione 12 miesięcy brytyjskiej piłki w pigułce (uwieńczone filmami z opisywanych wydarzeń).

Moment roku: gol Sergio Aguero przeciwko QPR

Manchester City potrzebował zwycięstwa u siebie nad walczącym o życie QPR, aby przypieczętować pierwsze mistrzostwo od 1968 roku. Wcześniej City wygrali 17 z 18 meczów na Etihad. Mimo oddania 42 strzałów, gospodarze do 92. minuty sensacyjnie przegrywali 1:2. Wtedy wyrównał Edin Dżeko. Trzy minuty później 44. strzał City w meczu, tym razem autorstwa Sergio Aguero sprowadził trofeum mistrzowskie z powrotem na Etihad. To był ostatni akt sezonu, jak się okazało – najważniejszy.

Piłkarz roku: Robin van Persie

32 ligowe gole w roku kalendarzowym – 20 dla Arsenalu i 12 dla Manchesteru United. Do tego dołożone dziewięć asyst. Van Persie sprzątnął innym indywidualne zaszczyty i został wybrany Piłkarzem Sezonu Premier League przez piłkarzy, dziennikarzy oraz kibiców. Holender w pojedynkę zaciągnął Arsenal na podium i Ligi Mistrzów. W poszukiwaniu trofeów przeniósł się na Old Trafford, gdzie współpraca z Waynem Rooneyem wydobywa z niego wszystko, co najlepsze. Sir Alex Ferguson dobrze wydał każdego pensa z 24 milionów funtów odstępnego za RVP.

Gol roku: Papiss Cisse przeciwko Chelsea

Bramka Senegalczyka najlepiej oddała fenomen Newcastle w pierwszej połowie roku. Sroki wytrwale biły się o strefę Ligi Mistrzów i robiły to spektakularnie. Cisse zapewnił zwycięstwo na stadionie Chelsea po rewelacyjnym uderzeniu z podbicia, które zaprzeczyło prawom fizyki i przelobowało Petra Cecha. Nawet przegrany w tym spotkaniu Didier Drogba nie omówił sobie szerokiego uśmiechu z powodu gola Cisse. – To była zdumiewająca bramka – zachwycał się menedżer Newcastle Alan Pardew.

Czytaj dalej…

Reklamy

Premier League do taktycznej tablicy – 11. kolejka

Na bloga wracają analizy, które umożliwia świetna aplikacja FourFourTwo Stats Zone. Dzisiaj przyjrzymy się uważne trzem meczom Premier League. Przeanalizujemy znaczenie roszad taktycznych Manchesteru City i Liverpoolu, udowodnimy wartość Paula Scholesa i pokażemy kogo powinien obawiać się Darren Bent.

1. Za wysoką obronę

Podania przyjęte przez Aguero (lewa) i podania na spalonego City (prawa)

Manchester City obrał klarowny plan na pokonanie Tottenhamu, którego trzymał się od pierwszej do 90. minuty: prostopadłe podania za linię obrony rywali. City chcieli skorzystać na zamiłowaniu Kogutów do wysokiego ustawiania defensorów. Tak kuszące, wolne miejsce tuż przed nosem bramkarza chcieli właściwie wykorzystać.

Realizacji tej strategii sprzyjał powrót do składu Davida Silvy. Hiszpan oraz Yaya Toure specjalizowali się w kreatywnych podaniach z głębi pola na wybiegających partnerów. Widać to choćby po ruchach Sergio Aguero – znaczna większość przyjmowanych przez niego podań wymagała ruchu bez piłki. Gracze The Citizens balansowali przy tym na krawędzi spalonego. Aż ośmiokrotnie dawali się łapać w pułapki rywali (prawa strona).

Mimo to, próbowali do samego końca. Pierwszy raz ryzyko opłaciło się w 55. minucie, gdy podanie lobem Toure spadło idealnie pod nogi wybiegającego Aguero. Argentyńczyk miałby okazję sam na sam, ale kompletnie zepsuł przyjęcie piłki. Nagroda za cierpliwość nadeszła w samej końcówce. Kolejny lob Silvy trafił na stopę superrezerwowego Edina Dżeko (jego bramki po wejściu z ławki dały City już dziewięć punktów!), który już wiedział, co zrobić w takiej sytuacji.

2. Mancini trzyma się swojego…

Znaczenie zmiany Maicona (lewa) i groźne dośrodkowania Brazylijczyka (prawa)

… i wygrywa. Włoski menedżer regularnie wprowadza w życie swój plan B w postaci ustawienia 3-5-2, które krytykowali już dziennikarze, analitycy brytyjskich stacji, a nawet piłkarze (przez Micah Richardsa). Upór Manciniego okazał się zbawienny w meczu z Tottenhamem. Opisane w pierwszym punkcie podania prostopadłe stanowiły sól ataków City. Jednak jednocześnie sprawiały, że ich ofensywa była wąska jak wąwóz w Termopilach.

Lekarstwo na tę dolegliwość pojawiło się w 57. minucie w postaci Maicona. Jego znaczenie na grę w końcówce widać na lewej stronie wykresu. Zmiana Brazyliczyka oznaczała przejście z ustawienia 4-2-3-1 do 3-5-2. Od tej pory Yaya Toure mógł już spokojnie rozciągać akcje na boki. Tam czekał Maicon, który korzystał z wolnych przestrzeni. Tottenham miał wyraźne problemy z nową formą ataku City. Po stronie Maicona był osamotniony Jan Verthongen, którego nie raczył wspierać Gareth Bale. Dzięki temu Brazylijczyk z Manchesteru mógł regularnie posyłać bardzo groźne dośrodkowania z prawego skrzydła (prawa strona wykresu).

Swoją drogą, Maicon był chyba najmniej spodziewanym aktorem do roli bohatera City. W niedzielnym meczu zagrał po raz pierwszy od blisko dwóch miesięcy. Poprzednim razem wyszedł na murawę przeciwko Realowi Madryt. Kto widział tamto spotkanie, pewnie pamięta jak Cristiano Ronaldo z Marcelo zrobili z niego króliczy pasztet. Mimo to był pierwszą opcją do zmiany w starciu z Tottenhamem… Odwaga Manciniego nie zna granic.

Czytaj dalej…

Jedenastka sezonu Premier League (foto)

Koniec sezonu ligowego = weekendy wolne od dobrego futbolu. W oczekiwaniu na EURO 2012 warto podsumować najlepszy sezon w historii najlepszej ligi świata. Oto kto wyróżnił się w ciągu 38. kolejek Premier League. 

Bramkarz:

Michel Vorm (Swansea, 4 wybory do jedenastki kolejki)

Najlepszy transfer w przeliczeniu – wydany funt a efektywność gry. Kosztujący półtora miliona funtów Holender zaliczył w sezonie jedną poważną wpadkę (Arsenal i gol Andreia Arshavina). Poza tym radził sobie doskonale, choć był regularnie ostrzeliwany przez rywali beniaminka. Jego znakiem firmowym stały się rzuty karne – spytajcie Bena Watsona lub Clinta Dempseya.

Vorm – specjalista od karnych

Rezerwowi: David de Gea (Man United, 4), Tim Krul (Newcastle, 4), John Ruddy (Norwich, 4), Joe Hart (Man City, 2)

 

Obrońcy:

Branislav Ivanović (Chelsea, 4)

Rzucany na prawą stronę lub środek, ale gdzie by nie stał – rzadko zawodzi. Pod koniec sezonu wyraźnie się rozstrzelał. Jego gol przepchnął Chelsea przez 1/8 finału Ligi Mistrzów podczas dogrywki z Napoli. Jeden z najbardziej godnych zaufania obrońców w pojedynkach powietrznych, który też świetnie blokuje uderzenia przeciwników. (Chelsea, szczególnie w Lidze Mistrzów, stała się specjalistką od bloków)

Ivanovic – mocna głowa

Vincent Kompany (Man City, 6)

Pod nieobecność Nemanji Vidicia zdecydowanie najlepszy obrońca Premier League. Kapitan Manchesteru City i jego absolutny lider. City do tytułu pchali ludzie skupowani za równowartość rocznego PKB małych państw. Kompany kosztował tylko sześć milionów. Inteligentny i znakomicie ustawiający się w defensywie. Autor drugiego (po Sergio Aguero) najważniejszego gola sezonu – zwycięskiego trafienia w kwietniowych derbach Manchesteru.

Kompany – lider The Citizens

Laurent Koscielny (Arsenal, 4)

Francuz z polskimi korzeniami zrobił olbrzymi postęp. Bez niego defensywa Arsenalu chwieje się w posadach. Jest szybki, więc potrafi nadążyć za wybiegającym na pozycję napastnikiem. Lider Kanonierów w przechwytach i udanych wybiciach. Zapada w pamięć dzięki odważnym, często spektakularnym interwencjom na granicy ryzyka (Daniel Sturridge coś o tym wie).

Koscielny – łatacz dziur

Leighton Baines (Everton, 4)

Byłby pewniakiem w reprezentacji Anglii, gdyby nie fenomenalny od lat Ashley Cole. Baines znakomicie centruje piłkę, odpowiednio włącza się do ataków Evertonu. Jest specjalistą od stałych fragmentów gry i trzecim najskuteczniejszym (!) strzelcem The Toffees.

Baines – magiczna lewa noga

Rezerwowi: John Terry (Chelsea, 4), Thomas Vermaelen (Arsenal, 4), Patrice Evra (Man United, 4)

 

Pomocnicy:

Antonio Valencia (Man United, 6)

Z rezerwowego na początku rozgrywek stał się motorem napędowym wicemistrzów Anglii. Zaliczył oszałamiającą serię pięciu spotkań, w których dostarczył siedem asyst! Niezwykle dynamiczny z dobrym dośrodkowaniem. Notorycznie ośmieszał obrońców swoimi krótkimi dryblingami. Zagadką pozostanie to, czemu sir Alex Ferguson posadził go na ławce podczas decydujących derbów Manchesteru. (tzn. wiadomo czemu – chciał zabezpieczyć tyły, ale dlaczego kosztem Valencii)

Valencia – modelowy skrzydłowy

David Silva (Man City, 6)

Olśniewający w pierwszej części rozgrywek, wyraźnie przemęczony w drugiej fazie. Gdy gra na swoim najwyższym poziomie, jest najlepszym technikiem Premier League. Jego pole widzenia jest chyba sztucznie poszerzone, bo to niemożliwe, aby zwykły człowiek dostrzegał wybiegających kolegów w tak nieprzewidywalnych pozycjach. Król asyst tego sezonu.

Silva – król podania

Yaya Toure (Man City, 5)

Kręgosłup linii pomocy The Citizens. Dzięki swojej posturze znakomicie radzi sobie w walce bark w bark, a do tego jest uzdolniony w rozgrywaniu akcji przy bramce rywala. Najbardziej kompletny pomocnik Premier League. Autor goli, które zapewniły City bezcenny triumf w końcówce meczu w Newcastle.

Toure – płuca mistrzów Anglii

Gareth Bale (Tottenham, 5)

Znakomity, choć dość nierówny. Potrafi w pojedynkę wziąć sprawy swoje ręce. Często terroryzuje bocznych obrońców błyskawicznymi wejściami po skrzydle. Jednak czasem chowa się w środku boiska i próbuje nieprzygotowanych strzałów. Najgroźniejsza broń w składzie Harry’ego Redknappa.

Bale – nieuchwytny sprinter

Rezerwowi: Victor Moses (Wigan, 5), Steven Pienaar (Everton, 5), Mikel Arteta (Arsenal, 4), Clint Dempsey (Fulham, 4), Ashley Young (Man United, 4), Nani (Man United, 4), Luka Modrić (Tottenham, 4), Gylfi Sigurdsson (Swansea, 4)

 

Napastnicy:

Robin van Persie (Arsenal, 10)

Mister Fantastic, przez długie tygodnie jedyna opcja ofensywna Arsenalu. Zdecydowanie najlepszy piłkarz w przekroju całego sezonu. Strzelał kiedy chciał (jak śpiewali kibice na Emirates) i jak chciał. Do historii przejdą jego dwa kapitalne woleje z Evertonem i Liverpoolem – strzały wymagające chirurgicznej precyzji i olśniewającego wyszkolenia piłkarskiego.

Van Persie – czarodziej woleja

Wayne Rooney (Man United, 7)

Trafiał do siatki aż miło z zaskakującą regularnością. Świetnie odnajduje się w taktyce Fergusona, grając tuż za plecami wysuniętego napastnika. Strzela równie dobrze do kreuje sytuacje. Niezmordowany, może ganiać od bramki do bramki.

Rooney – wszechstronny snajper

Rezerwowi: Sergio Aguero (Man City, 6), Emmanuel Adebayor (Tottenham, 5), Papiss Cisse (Newcastle, 3)

 

Trener:

Alan Pardew (Newcastle)

Skazywany na walkę o utrzymanie pokazał sceptykom (w tym mnie) środkowy palec. Przetrzebiony skład po odejściach liderów (Barton, Nolan, Enrique) uzupełnił tanimi i znakomitymi zmiennikami, którzy teraz są warci więcej niż poprzedni bohaterowie (Ba, Cisse, Cabaye). Newcastle punktowało z zegarmistrzowską dokładnością, dlatego w nagrodę przypomni sobie grę w europejskich pucharach. Sam Pardew umiejętnie rotował taktyką, w zależności od formy swoich podopiecznych. Zaczynał w systemie 4-4-2, ale gdy Cisse dołączył do drużyny i eksplodowała forma Hatema Ben Arfy, nie wahał się zmienić ustawienie na 4-3-3.

Pardew – odnowiciel Newcastle

Asystent: Brendan Rodgers (Swansea)

Jedenastka 37. kolejki Premier League, Toure najlepszy

Aż na cztery dni rozciągnęła się przedostatnia kolejka sezonu Premier League. Najważniejszym wydarzeniem 37. serii spotkań było zwycięstwo Manchesteru City w Newcastle, którego ojcem został Yaya Toure. Tym razem nie popisał się Wojciech Szczęsny z Arsenalu, który trafił do rubryki „Gafa kolejki”. 

Czy ten strzał da Manchesterowi City upragnione mistrzostwo?

Jedenastka 37. kolejki (1-4-4-2):
BR: Thomas Sorensen (1*, Stoke)
PO: Antolin Alcaraz (1, Wigan)
ŚO: Brede Hangeland (3, Fulham)
ŚO: Vincent Kompany (6, Manchester City)
LO: Patrice Evra (4, Manchester United)
PP: Ashley Young (4, Manchester United)
ŚP: Yaya Toure (5, Manchester City)
ŚP: Wes Hoolahan (2, Norwich)
LP: Martin Petrov (1, Bolton)
N: Robin van Persie (10, Arsenal)
N: Andy Carroll (2, Liverpool)
* razy w jedenastce kolejki

Gracz kolejki: Yaya Toure (Manchester City) – dwa techniczne strzały Iworyjczyka wystawiły ekipie The Citizens mistrzostwo kraju na złotym talerzu. Teraz wystarczy dopiąć formalności i pokonać fatalne na wyjazdach QPR. Toure zaczął trudny mecz z Newcastle z zadaniem ubezpieczania obrońców. Dopiero roszada taktyczna Roberto Manciniego przesunęła go za plecy napastnika. Poza dwoma golami, pomocnik wypracował kolegom cztery okazje strzeleckie i zaliczył cztery udane odbiory. Przydawał się więc pod obiema bramkami.

Mecz kolejki: Arsenal – Norwich 3:3 – jedyne sobotnie spotkanie miało być formalnością. Arsenal u siebie chciał zapewnić sobie miejsce na podium. Nie grające już o nic Noriwch sprawę widziało inaczej. Kanarki wyszły na prowadzenie 2:1, ale wtedy znowu o swojej klasie przypomniał Robin van Persie. Wydawało się, że dwa gole Holendra przesądzą o zwycięstwie Kanonierów, ale wtedy po raz trzeci zaspała defensywa Arsenalu. W końcówce gospodarzom należał się rzut karny, ale sędzia pozostał głuchy na błagania.

Gol kolejki: Paul Scholes (Manchester United) – doświadczony Anglik zachował się bardzo przytomnie przy strzale Michaela Carricka. Pomocnik United delikatnie trącił piętą uderzenie kolegi, czym zupełnie zmylił defensywę Swansea. Jednak reakcja Scholesa (nawet się nie uśmiechnął) sporo mówiła o nastrojach Czerwonych Diabłów w minionych tygodniach…

Emocje kolejki: końcówki meczów QPR i Boltonu – kwadrans przed końcem obu spotkań Bolton prowadził 2:0, a QPR remisowało 0:0. Oznaczało to, że Kłusaki miały dwa punkty przewagi nad strefą spadkową. Jednak ambitny pościg West Bromu na Reebok Stadium oraz gol Djibrila Cisse w 89. minucie meczu na Loftus Road odwróciły sytuację o 180 stopni. Teraz to QPR ma dwupunktową zaliczkę przed ostatnią kolejką. Bolton musi wygrać w Stoke, aby mieć nadzieję na utrzymanie w Premier League.

Gafa kolejki: Wojciech Szczęsny (Arsenal) – polski rodzynek w angielskiej ekstraklasie tym razem zawiódł fanów na Emirates. Na jego barki trzeba zrzucić pełną odpowiedzialność za pierwszego gola dla Norwich. Wes Hoolahan strzelił wprost w Szczęsnego, ale ten nie zdołał utrzymać piłki, która wolno wtoczyła się do bramki Arsenalu.

Antybohater kolejki: John Terry (Chelsea) – kapitan The Blues zaliczył na Anfield jedną z najgorszych połówek w swojej karierze. Najpierw dał sobie dwukrotnie założyć siatkę przez Luisa Suareza (efekt – pierwszy gol Liverpoolu). Potem nie zdążył za Andym Carrollem i złapał żółtą kartkę. Następnie fatalnie się poślizgnął, czym umożliwił The Reds zdobycie drugiej bramki. Na koniec przegrał pojedynek główkowy z Carrollem, który asystował przy trafieniu Daniela Aggera. Chelsea miała szczęście, że na Anfield przegrała tylko 1:4.

 

P.S. W najbliższych dniach (do wtorku) moja aktywność blogowa się nieco obniży, ponieważ pracuję nad materiałem dla miesięcznika FourFourTwo. Będę wpadał z krótszymi wpisami, tekstem dla „Tylko Piłki” o powołaniach do kadry Franciszka Smudy, a w sobotę dodam zapowiedź ostatniej kolejki Premier League, bo będzie się działo. Do przeczytania!

Taktyka z Premier League – 37. kolejka

W podsumowaniu taktycznych manewrów z Premier League szczególną uwagę poświęcam genialnej zmianie Roberto Manciniego, która dała mu bezcenne zwycięstwo w Newcastle. Poza tym przyglądam się defensywie Vincenta Kompany’ego, grze skrzydeł Manchesteru United i negatywnemu nastawieniu Aston Villi.

1) Zmiana roku

Czy zmiana rozgrywającego/skrzydłowego za defensywnego pomocnika może uprawnić funkcjonowanie ataku? Roberto Mancini udowodnił, że jak najbardziej. W 61. minucie zdjął z boiska Samira Nasriego i zastąpił go Nigelem De Jongiem. Zrobił to przy stanie 0:0 w spotkaniu, które musiał wygrać, aby znacząco przybliżyć się do mistrzostwa Anglii. Tym manewrem Mancini poprzestawiał swoich pomocników.

Do tego momentu Yaya Toure rzadko zapędzał się pod pole karne Newcastle, co widać na górnym wykresie otrzymanych podań (minuty 0-61). Jego rolą była ochrona tylnej formacji i inaugurowanie ataków blisko linii środkowej. Po zmianie funkcję tę przejął De Jong, a Toure przeniósł się pod bramkę rywali.

Pomocnik z Wybrzeża Kości Słoniowej teraz znacznie częściej pojawiał się w strefie ataku (dół wykresu). Na efekty nie trzeba było długo czekać. Krótka wymiana podań z Sergio Aguero zaowocowała pierwszym golem w meczu. Później wbiegnięcie Toure za plecy obrońców skończyło się pojedynkiem oko w oko z Timem Krulem (przegranym tylko przez pechowy poślizg). Na koniec Toure ruszył za kontrą, wdarł się w pole karne, przyjął podanie od Gaela Clichy’ego i przypieczętował wygraną The Citizens.

Mancini przyznał po meczu, że rozważał ustawienie Toure za napastnikiem od pierwszego gwizdka, ale zdecydował się na wariant z dwoma klasycznymi atakującymi. Jego wielkością było sprawne zreorganizowanie szeregów własnej drużyny w kluczowym momencie. Roszada z 61. minuty udowodniła przy tym, że charakter zmiany należy oceniać poprzez ustawienie nowego piłkarza (ewentualnie różnicę taktyki całego zespołu), a nie przez charakterystykę gracza meldującego się na boisku.

2) Lider obrony

Mecz Manchesteru City w Newcastle był zapowiadany, nie bez podstaw, za wyjątkowo trudny. Wiele kłopotów mieli sprawiać znakomici Senegalczycy w barwach Srok – Demba Ba i Papiss Cisse.

Dużą zasługą The Citizens było zmuszenie superstrzelców rywali do oddawania uderzeń z dystansu. Działo się tak ponieważ lider defensywy City Vincent Kompany często opuszczał swoją pozycję i wychodził daleko za napastnikiem.

Belg robił to w sposób rozsądny i uporządkowany. Jego interwencje zwykle kończyły się sukcesem. Widać to na wykresie działań w obronie (legenda: zielone romby – przechwyty, żółte krzyżyki – udane odbiory, żółte kółka – skuteczne wybicia i szare kreski – blokowane strzały).

Kompany udowodnił w Newcastle, że jest czołowym (najlepszym?) stoperem Premier League. Dzięki jego przywództwu City stracili najmniej goli w lidze.

3) Rozsądek Fergusona

Manchester United, świadomy wyniku z Newcastle, musiał koniecznie wygrać ze Swansea, aby przedłużyć nadzieję na obronę mistrzowskiego tytułu. Na Old Trafford było niemal pewne, że przyjezdni ustawieni w systemie 4-2-3-1 maksymalnie zagęszczą środek boiska (trzech środkowych pomocników) i zostawią nieco więcej miejsca w bocznych sektorach.

Dlatego sir Alex Ferguson zdecydował się na powrót do taktyki 4-4-2, gdzie najważniejsi są ruchliwi i zaawansowani technicznie skrzydłowi. Antonio Valencia z Ashleyem Youngiem mieli wygrywać indywidualne pojedynki na flankach i dostarczać piłki w pole karne Swansea. Duże znaczenie miał też fakt, że Łabędzie najgorzej w całej lidze radzą sobie w powietrznych pojedynkach (sześć wygranych główek na mecz).

Wynikiem strategii United było aż 50 dośrodkowań (góra wykresu). Za ilością centr poszła także ich jakość. Szczególnie wykazał się Valencia, gdyż to z jego strony boiska (prawej) Czerwone Diabły stworzyły sobie najwięcej okazji bramkowych (dół wykresu). Owocem dryblingu i podania Valencii był pierwszy gol, a sam Young zaliczył drugie trafienie w meczu.

Wygrana nad Swansea oznacza, że United wciąż mogą wygrać ligę. Potrzeba im do tego tylko (bardziej aż) remisu/wygranej QPR na Etihad Stadium i własnego zwycięstwa w Sunderlandzie.

4) Tak się nie zjedna kibiców…

Menedżer Alex McLeish podpadł kibicom na Villa Park pracą u lokalnego rywala – Birmingham City. Ale osiąganymi wynikami i stylem gry nie zjednał sobie niechętnych sympatyków.

Remisem z Tottenhamem Aston Villa zapewniła sobie utrzymanie w Premier League. Na tym kończą się jednak dobre wiadomości dla ekipy z Birmingham. Mecz z Kogutami stanowił kolejny w sezonie dowód ograniczenia ofensywnego w poczynaniach The Villans.

Od 50. minuty Villa grała w przewadze jednego zawodnika po czerwonej kartce Danny’ego Rose’a. Piłkarze McLeisha prowadzili wtedy 1:0 po szczęśliwym rykoszecie. Nie chcieli wykorzystać liczebnej przewagi i całą inicjatywę oddali Tottenhamowi. Widać to po wykresie podań w strefie ataku od 50. do 96. minuty. Villa zdołała wymienić tylko 19 dokładnych zagrań w pobliżu bramki rywala (żadnego w polu karnym Kogutów). Tottenham odwdzięczył się 50 udanymi podaniami.

Goście strzelili wyrównującego gola, mieli miażdżąca przewagę w posiadaniu piłki i oddanych strzałach, ale nie wykorzystali tego naporu. Villa dowiozła remis, ale negatywne nastawienie znane z kadencji McLeisha nie napawa optymizmem przed następnym sezonem w ekstraklasie.

5 faktów przed 28. kolejką Premier League

Z reguły uwagę fanów Premier League przyciągają wielkie firmy. W 28. kolejce warto przyjrzeć się jednak nizinom tabeli, bo outsiderzy będą walczyć w bezpośrednich starciach. Ciekawie zapowiada się też debiut ligowy Roberto di Matteo w Chelsea oraz mecze Swansea – Manchester City i Arsenal – Newcastle. 

Kluby Premier League biją się o ligowy byt i uchronienie własnych kibiców przed podobnymi chwilami

1. Walka o życie

28. kolejka będzie jednym z najważniejszych momentów w tegorocznej rywalizacji o utrzymanie w Premier League. Zmierzą się bowiem cztery z pięciu najsłabszych dotąd drużyn.

Wyjątkowo trudne chwile dotknęły Wolverhampton. Wilki zmieniły ostatnio menedżera i już w drugim meczu pod jego wodzą dostały porządne lanie od Fulham (0:5). Na dodatek problemy dyscyplinarne sprawia Roger Johnson – kapitan, który miał być ostoją obrony. Były piłkarz Birmingham stawił się na trening „w stanie skazującym na spożycie”, co najlepiej obrazuje morale Wolves.

Rozbity zespół, osłabiony dodatkowo kontuzją charyzmatycznego Karla Henry’ego, musi teraz wygrać z Blackburn. Na Molineux w sobotę zmierzą się najsłabsze defensywy ligi, można spodziewać się zatem gradu goli. Faworytem powinno być Wolverhampton, bo Blackburn to drużyna, która nie radzi sobie w starciach z sąsiadami w tabeli.

Wielka pula jest do zebrania także w spotkaniu na Reebok Stadium, gdzie Bolton podejmuje QPR. Oba kluby nie poznały smaku zwycięstwa w pięciu ostatnich meczach. Rangersi swoich szans mogą upatrywać w powrocie z zawieszenia Djibrilla Cisse oraz w tym, że Bolton u siebie gra najsłabiej w Premier League. Zbawcą Kłusaków może okazać się Ryo Miyaichi. Wypożyczony z Arsenalu skrzydłowy odważnie poczyna sobie w nowym otoczeniu i jest obecnie asem kier talii Owena Coylea.

2. Portugalskie pożegnanie

Andre Villas-Boas już nie pracuje na Wyspach. Jego krótką przygodę z Premier League podsumowała porażka z WBA. Zadanie ratowania sezonu otrzymał asystent Roberto di Matteo.

Włoch zadebiutuje w lidze w roli menedżera Chelsea. Pierwsze przetarcie zaliczył w środku tygodnia, gdy poprowadził The Blues do zwycięstwa z Birmingham w Pucharze Anglii. Wygrana powinna poprawić atmosferę w szatni, ale Chelsea nie byłaby sobą, gdyby na światło nie wyszły drobne napięcia.

Fernando Torres zaliczył żywiołowy występ przeciwko Birmingham. Miał szansę zakończyć fatalną serię spotkań bez strzelenia gola, ale nie chciał wykonywać rzutu karnego. Może to świadczyć o niskim poziomie pewności siebie Hiszpana. Chelsea potrzebuje trafień Torresa jeśli chce powalczyć z Napoli w Lidze Mistrzów i awansować do czołowej czwórki tabeli.

3. Słodycz dla duszy

Najpiękniejszy mecz zapowiada się na Liberty Stadium. Swansea i Manchester City są w samym czubie rankingów ilości i dokładności podań oraz czasu utrzymywania się przy piłce. Śledząc zmagania obu drużyn warto zatem przyjrzeć się rywalizacji w środku pola. Ona może okazać się kluczem do sukcesu w niedzielnym pojedynku.

Lider z Manchesteru ożył po powrocie do składu Yaya Toure. Reprezentant WKS notuje zdecydowanie najwięcej kontaktów z piłką. Umiejętnie spaja defensywę. Włącza się też odważnymi wejściami do ataków przy polu karnym rywala. Zadanie powstrzymania Toure dostaną Leon Britton oraz Joe Allen – nieźli w obronie, znakomici w podaniach po ziemi.

City szczególną troską musi otoczyć Gylfi Sigurdssona – niezwykle bramkostrzelnego pomocnika, który dał Swansea nowe warianty kończenia akcji. Ktoś wreszcie zabrał się za uderzanie na bramkę przeciwnika.

4. Zły moment dla Newcastle

Hitem 28. kolejki powinno być poniedziałkowe starcie Arsenalu z Newcastle. Sroki nie mogły sobie wymyślić gorszego czasu na mecz w Londynie. Kanonierzy zaliczyli dwa wspaniałe comebacki z Tottenhamem i Liverpoolem, byli też o włos od odrobienia czterech goli w dwumeczu z Milanem. Na Emirates wiara we własne siły już dawno nie była tak wysoka.

Nudnawe wydaje się ciągłe ostrzeganie przed Robinem van Persiem, ale Holender ciągle dostarcza powodów do wspominania o nim. Strzelił 14 goli w swoich ostatnich 11 meczach ligowych. Swoje jedyne ważne dotknięcia piłki przeciwko Liverpoolowi zamienił w złoto warte trzech punktów na Anfield. W rewelacyjnej formie jest także Tomas Rosicky, który przeżywa swoje najlepsze chwile w Arsenalu. Ta dwójka powinna stanowić szczególne zagrożenie dla defensywy Newcastle.

5. Pomnikowy Rosjanin

Pavel Pogrebnyak miał problemy z regularną grą w Bundeslidze. Ratował się więc przejściem do Fulham. Teraz to Rosjanin ratuje swój nowy klub. Pogrebnyak oddał w białej koszulce pięć strzałów w światło bramki – wszystkie zamienił na gole.

Fulham po oddaniu Bobby’ego Zamory znalazło perfekcyjne zastępstwo. Pogrebnyak lubi balansować na linii spalonego, czeka na mądre podania z głębi pola. Razem z Clintem Dempseyem, Andym Johnsonem, Bryanem Ruizem i Dannym Murphym tworzy bardzo atrakcyjną dla oka kombinację. Teraz ofensywne Fulham pojedzie do Aston Villi.

5 faktów przed 26. kolejką EPL – zapowiedź

W 26 kolejce Premier League w centrum uwagi staje stolica Anglii. Podczas weekendu rozstrzygną się losy derbów północnego i zachodniego Londynu. Warto zwrócić także uwagę na kryzys w szatni Chelsea oraz pucharowe ambicje Liverpoolu.

It's all about London

1. Walka o północny Londyn

Na najbardziej ekscytujący pojedynek zdecydowanie wyrasta bój Arsenalu z Tottenhamem na Emirates. Derby północnego Londynu w poprzednich sezonach stały na najwyższym poziomie, więc w niedzielę należy spodziewać się piłkarskiej uczty.

Koguty już dawno nie jechały na stadion odwiecznych rywali w roli tak wyraźnego faworyta. Piłkarze Harry’ego Redknappa w ostatnich 23 ligowych meczach przegrali tylko dwa razy. Tottenham przejechał się niedawno po silnym przecież Newcastle 5:0, a wzorową współpracę pokazali Emmanuel Adebayor (10 goli, 10 asyst w EPL) i Louis Saha. Czy Redknapp zaryzykuje ofensywne ustawienie z dwójką napastników przeciwko Kanonierom?

W Arsenalu dzieje się źle. Morale ucierpiały po klęskach 0:4 z Milanem i 0:2 z Sunderlandem. Kanonierzy praktycznie pożegnali się z rozgrywkami pucharowymi. Ich jedynym celem pozostaje walka o czołową czwórkę i awans do przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów. Humory na Emirates psuje dodatkowo kryzys kontuzji obrońców. Na długo wypadł Per Mertesacker, pod znakiem zapytania stoi występ Laurenta Koscielnego, a porządna defensywa Arsenalu będzie konieczna do zwycięstwa.

Mecz może rozstrzygnąć walka na skrzydle. Gareth Bale i Benoit Assou-Ekotto grają ostatnio fantastycznie w ofensywie. Czoła stawią im Bacary Sagna z Theo Walcottem. Ten pierwszy dopiero wrócił po kontuzji, drugi słabo sprawuje się w pracy defensywnej. Przewaga wydaje się leżeć po stronie Tottenhamu.

Aby oddać zmianę w potencjale Arsenalu i Tottenhamu warto podać statystyki. Kanonierzy w tym sezonie zdobywają średnio 1,7 punktu na mecz (najgorzej za czasów Arsene Wengera), a Tottenham średnio 2,1 punktu na mecz (najwięcej w erze Wengera w Arsenalu).

2. Pożegnanie z Afryką

Od ostatniego gwizdka w Pucharze Narodów Afryki minęło już prawie dwa tygodnie, ale 26. kolejka będzie pierwszą, w której do klubów wrócą wszyscy uczestnicy turnieju. Wybrzeże Kości Słoniowej rywalizowało do samego finału, a właśnie ta reprezentacja zabrała najwięcej reprezentantów z ligi angielskiej.

Najbardziej zadowolony z końca afrykańskich mistrzostw jest Roberto Mancini. Włoch skorzystał już z Yaya Toure w dwumeczu Ligi Europejskiej przeciwko Porto. Pomocnik miał duży wpływ na przekonywujące triumfy The Citizens w LE. Jego absencja była bardzo dotkliwa dla Manchesteru City.

Ważny będzie także powrót Didiera Drogby do składu Chelsea. Fernando Torres nie wykorzystał szansy na błyśnięcie, dlatego Drogba powinien z miejsca wrócić do podstawowej jedenastki The Blues.

Swoje drużyny na nowo wzmocnią też Cheik Tiote z Newcastle i Gervinho z Arsenalu. Dobrze widzieć afrykańskie talenty z powrotem na angielskich murawach.

3. Kryzys w szatni The Blues

Ashley Cole skrytykował taktykę Andre Villas-Boasa na mecz z Napoli. Na ławce rezerwowych dąsał się Frank Lampard. Menedżer Chelsea odsunął starą gwardię od podstawowego składu i przegrał w Neapolu. Konflikt piłkarzy z trenerem psuje atmosferę wokół Stamford Bridge.

Daily Mail porównuje sytuację w Chelsea do walki Briana Clougha ze starszyzną klubową Leeds w 1974 (opowiada o tym świetny film „Przeklęta liga” z Michaelem Sheenem). Wtedy też młody i utalentowany menedżer wszedł do szatni pełnej mistrzów. Samce alfa walczące o prymat zamiast współpracy wybrali konfrontacje. Clough wytrzymał w Leeds 44 dni, Villas-Boas ciągle próbuje wprowadzić własne rządy na Stamford Bridge.

W tak negatywnym klimacie Chelsea podejmie Bolton. Warto zwrócić uwagę na jaką jedenastkę zdecyduje się portugalski menedżer The Blues. Czy odsunie Cole’a i Lamparda? Villas-Boas wygrał w Londynie tylko 47,4% meczów – to najgorsza średnia od czasów Glenna Hoddle’a w 1996 roku. Tylko kiedy Chelsea miałaby podnieść statystyki jak nie w sobotę? Bolton traci po Blackburn najwięcej goli w lidze i ledwie wyrasta ponad dno tabeli.

4. Twarde lądowanie Hughesa

Mark Hughes po udanym sezonie zostawił Fulham w poszukiwaniu klubu o większych ambicjach. Po półrocznym bezrobociu Walijczyk znalazł swoją przystań w Queens Park Rangers. Hughes wygrał w nowym zespole jeden z pięciu ligowych meczów. Rangersi są wciąż wśród drużyn najbardziej zagrożonych spadkiem z Premier League.

Mimo kiepskich wyników Hughes otrzymał sporo gotówki na transfery, co jest jedynym dotąd przejawem ambicji QPR. Menedżer wyciągnął z Fulham lidera ataku Bobby’ego Zamorę. Teraz ten duet zmierzy się z poprzednim pracodawcą w derbach zachodniego Londynu.

W poprzednim starciu QPR z Fulham, The Cottagers wygrali 6:0! Teraz powtórka wydaje się mało prawdopodobna. Rangersi wzmocnili obronę transferami Neduma Onuohy i Taye Taiwo. Kluczem do zwycięstwa jednej ze stron będzie aktywność gwiazd – Adela Taarabta (QPR) i Clinta Dempseya (Fulham). Ten, który błyśnie intensywniej może pociągnąć swój zespół do derbowego triumfu.

5. Liverpool po puchar

Kolejne ekscytujące derby 26. kolejki – o prymat w Liverpoolu – przełożył występ The Reds w finale Pucharu Ligi. Carling Cup ma najmniejsze znaczenie ze wszystkich trofeów, ale i Liverpool zrobi wszystko, aby dodać je do swojej kolekcji.

Co jest bardziej istotne – gra w Lidze Mistrzów czy zdobywanie pucharów? Chodzi o wygrywanie trofeów. Gdy kończysz karierę rozliczają cię z tego co zdobyłeś, a nie z awansów do ćwierćfinału Ligi Mistrzów – ocenił ekspert Sky Sports Jamie Redknapp. Liverpool potrzebuje wygranej w Carling Cup do powrotu na ścieżkę triumfu, którą klub opuścił w 2006 roku (ostatnia wygrana w Pucharze Anglii).

Choć The Reds są faworytem w potyczce z Cardiff to muszą pamiętać o zeszłorocznym przypadku Arsenalu. Kanonierzy mieli zgnieść w finale Birmingham, a sensacyjnie przegrali. Od tamtego momentu piłkarze Wengera posypali się i cały sezon został spisany na straty.

Bohaterem Liverpoolu ma szansę zostać Craig Bellamy, który od dziecka jest fanem Cardiff, tam się urodził i jeszcze w zeszłym sezonie zakładał trykot walijskiego klubu.

%d blogerów lubi to: